fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Bond na Łotwie potrzebny od zaraz

AdobeStock
Bankowość Łotwy przez wiele lat uchodziła za pralnię brudnych pieniędzy. Z jej usług miała korzystać mafia z Rosji i reżim z koreańskiej Północy. A wszystko to, przy bierności Brukseli i Europejskiego Banku Centralnego.

Łotwa zajmuje w Unii pierwsze miejsce w procentowym udziale lokat nierezydentów, wyprzedzając nawet Cypr. Banki z zagranicznymi pieniędzmi są jednym z filarów łotewskiej gospodarki. Ich bezpośredni efekt na gospodarkę Łotwy odpowiadał na początku minionego roku 1,27 proc. PKB. Dla porównania całe łotewskie rolnictwo daje 1,23 proc. PKB. Do tego banki płacą rocznie 662 mln euro podatków podczas kiedy rolnicy - 65 mln euro.

Łotysze mówią o swoich bankach, że to takie ekopralnie. I nie chodzi tu o ekologię, ale o kolor pieniędzy, jaki po wypraniu na Łotwie zyskuje kapitał podejrzanego pochodzenia - ten z Rosji czy z Korei Północnej, a może z Państwa Islamskiego czy z afrykańskiej bananowej republiki. Jest on zielony, a więc zdrowy, świeży i czysty. Taki, jaki powinien być pieniądz w obiegu na terenie Wspólnoty.

Bankowość łotewska opanowana jest przez cudzoziemców (głównie Rosjan). Dwa lata temu depozyty nierezydentów stanowiły około 40 proc. wszystkich; obroty pieniędzmi cudzoziemców dawały dwie trzecie obrotów bankowości Łotwy. Ponad 80 proc. depozytów nierezydentów napływało od obywateli byłych sowieckich republik, gdzie poziom korupcji jest wysoki.

W lutym 2016 r posadę stracił Kristaps Zakulis - szef łotewskiej Komisji rynków finansowych i kapitału. W specjalnym raporcie eksperci OECD podkreślali, że komisja kierowana przez Zakulisa nie była zainteresowana w wykrywaniu przypadków korupcji; w ogóle nie kontrolowała zachodnich banków, co zwiększało bezkarność korupcyjną i sprzyjało praniu brudnych pieniędzy. Eksperci źle ocenili pracę łotewskiego nadzoru, od trzech lat kierowanego przez Zakulisa.

To jednak nie Europejski Bank Centralny wymusił ustąpienie Zakulisa (krzywda mu się nie stała, został prezesem prywatnego banku), ale Amerykanie. Eksperci z USA i OECD (Łotwa przystąpiła w czerwcu do organizacji) podkreślali nieprzejrzystość łotewskiej bankowości. W 2016 r roku rząd Łotwy zmienił szefa nadzoru bankowego, ukarał kilka banków a jednemu odebrał licencję. Banki zgodziły się też na audyt amerykański. Wyniki ogłoszone w końcu 2016 r były niepokojące. Wśród 12 skontrolowanych, nie było ani jednego banku bez problemów z przejrzystością swoich aktywów.

Pomimo tak alarmujących wyników unijne organy pozostały mało aktywne w przywracaniu na Łotwie zdrowych relacji bankowych. A co jakiś czas dochodził do opinii publicznej kolejny sygnał. W maju 2017 r okazało się, że finansista z Łotwy miał pośredniczyć w transakcjach finansowych między rosyjskimi bankami a francuską nacjonalistyczną kandydatką do prezydentury. Ujawniło to dziennikarskie śledztwo.

Wszystko to działo się, kiedy bankiem centralny Łotwy kierował jeden i ten sam człowiek - lm?rs Rimševičs zatrzymany w weekend przez agentów biura antykorupcyjnego, na wniosek USA. Łotysz stoi na czele bankowości Łotwy od 17 lat (wcześniej od 1992 r był wiceprezesem banku centralnego). Pozostawał nietykalny, pomimo wielu kompromitujących dla banku centralnego zdarzeń. Czy teraz to się zmieni? Czy Europejski Bank Centralny wreszcie się obudzi? A może i szefom tego banku musi się uważniej przyjrzeć James Bond?

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA