fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Minister pracy Stanisław Szwed w okowach logiki

Wiceminister pracy Stanisław Szwed pozwolił sobie udzielić wywiadu o wynagrodzeniach minimalnych. Niepotrzebnie. Milczenie bywa złotem.

Na łamach wtorkowej „Gazety Wyborczej” ukazał się wyjątkowo zaskakujący wywiad z wiceministrem rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisławem Szwedem. Ale po kolei.

Otóż, jak oświadczył wiceminister, jego celem jest walka z patologiami rynku pracy. „Kluczem do powodzenia tych projektów jest znalezienie wspólnego języka związków zawodowych i pracodawców – dlatego za zadanie postawiłem sobie stworzenie nowej formuły dialogu społecznego”. By kilka zdań dalej otwartym tekstem rzec: „Jeżeli firma chce płacić 5 zł (w domyśle za godzinę) to niech lepiej upadnie”. Zaprawdę jest to „nowa” formuła dialogu społecznego i wysoce analityczne podejście do problemów kosztów pracy i bezrobocia.

Co ciekawe dociekliwa dziennikarka zadaje mu pytanie też o niskie stawki (5,50 zł za godzinę w Ministerstwie Nauki). Tu już minister nie jest tak stanowczy. A przecież mógłby zaproponować upadłość resortu nauki. Nowatorskie, wiem, ale za to konsekwentne. 

Gdy dziennikarka pyta czy jego zdaniem program „500+” nie wypchnie z rynku najsłabiej zarabiających kobiet minister Szwed stwierdza: „…ten projekt może zadziałać wręcz odwrotnie – płace będą rosnąć. Usłyszałem, że w Biedronce podnoszą wynagrodzenie. To jest reakcja na „500+” i o to chodziło”. Panie ministrze – ma Pan rację, szkoda tylko, że częściową. Cały rynek huczy o tym, że w Biedronce płace podniesiono, bo pracodawca obawiał się, że z powodu rządowego programu kobiety dojdą do wniosku, że opłaca się im rodzić i przechodzić na urlopy macierzyńskie. Ale chyba cała idea 500+ polegała właśnie na tym, by zwiększyć dzietność. Tymczasem – jak widać – zdaniem wiceministra pracy – wręcz odwrotnie – lepiej żeby kobiety dostały więcej pieniędzy, za to, by dzieci nie rodziły.

Ale pal licho logikę i konsekwencję. Warto bowiem pochylić się również nad umiejętnościami miękkimi. „Mówiłem (w radiu – hs) o umowach za 3,90 zł. Zadzwonił człowiek i mówi: „Panie ministrze, jakie 3,90 zł? Ja mam umowę na 25 groszy”. Nie uwierzyłem, zaprosiłem go do Bielska-Białej. Przyjechał i położył mi na biurku: 25 groszy za pierwsze 40 godzin”. Jak można wymagać od człowieka, który ma głodowe stawki, żeby to udowodnił, ponosząc dodatkowe koszty? Może testem wrażliwości społecznej byłoby udanie się do niego osobiście?

Na szczęście, minister Szwed ma też funkcję samopuentowania się: „Wszystkie projekty, które teraz wychodzą z naszego resortu, uważamy za słuszne”. Łubudubu.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA