fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Kryzys na Białorusi jeszcze potrwa

Oddziały specjalne milicji OMON to najtrwalszy filar rządów Łukaszenki. Na zdjęciu: Mińsk, parę godzin po tajnej inauguracji Łukaszenki
afp
Dziwaczna inauguracja Aleksandra Łukaszenki na jego szóstą kadencję niczego nie rozwiązała i nie zakończyła.

– Ta tajna uroczystość to dodatkowy impuls do protestów. Ten dzień nie był w żadnym razie zakończeniem kryzysu – powiedział rosyjski senator i wiceszef komisji ds. WNP Konstantin Zatulin.

W pierwszy wieczór po uroczystości na różnych manifestacjach w białoruskich miastach aresztowano około 300 osób. W stolicy starcia z demonstrantami i gonitwy za nimi trwały do późnej nocy.

– Łukaszenko i tak natknąłby się na niezadowolenie społeczeństwa. Dlatego chciał mieć szybko za sobą ten punkt porządku dziennego (inaugurację – red.). (Gdyby była to jawna uroczystość) ryzykowałby ogromne protesty, które by pokazały, jak naprawdę wygląda sytuacja w kraju – uważa białoruski politolog Paweł Usow.

Sam Łukaszenko nie uważa, by uroczystość była niezwykła, a przynajmniej tak przekonywał w czwartek chińskiego ambasadora w Mińsku. Część prawników uważa zaś, że choć egzotyczna, bo tajna, to nie naruszała białoruskiego prawa. – Położył rękę na konstytucji, złożył przysięgę, coś podpisał, ktoś tam dał mu legitymację prezydenta, był hymn, ogólnie była zgodna z prawem – wyliczył niezależny prawnik Andriej Suszko. Ale dodał, że „jeśli ktoś wygrał wybory, to powinien urządzić wielkie święto”.

Przedstawiciel Pekinu był jedynym zagranicznym wysłannikiem, z którym spotkał się Łukaszenko. Nie zaprosił nawet rosyjskiego ambasadora. Pekin zdążył go już jednak oficjalnie poprzeć i wyrazić nadzieję, że „pod jego przywództwem kraj odbuduje polityczną stabilność”. Z gratulacjami pospieszył też prezydent Turkmenistanu, Gurbanguły Berdymuhamedow. I nikt poza tym, nawet Moskwa.

– Dla Rosji jest ważne, by w najbliższym czasie Łukaszenko nie został odsunięty siłą od władzy, ale on sam szczególnego zaufania nie budzi – uważa Roman Bezpalko, należący do putinowskiej rady ds. stosunków międzyetnicznych. – Nie widać, by on – choćby w polityce wewnętrznej – jakoś zdecydowanie działał przeciw Zachodowi – dodał, wskazując, że mimo wcześniejszych gróźb Mińsk nie bojkotuje litewskich portów.

Kolejną zadrą jest dla Moskwy osoba białoruskiego ministra spraw zagranicznych Uładzimira Makieja, którego uważa za „szefa prozachodniego klanu”, który jakoby zapewnia Łukaszence neutralność Europy, nawet mimo odmowy uznania go za prezydenta kraju. – Gdyby przeciw Białorusi wprowadzono rzeczywiście ostre sankcje, to cały jego system polityczny zachybotałby się. Zachód go oszczędza – przekonuje Bezpalko.

Sam Łukaszenko ma jednak pretensje do Zachodu, zwłaszcza do naszego kraju. – Sąsiednie państwa, szczególnie Polska, (…) nawet o wczorajszą inaugurację mają ni to pretensje, ni to uraz. Że nie powiedzieliśmy o naszej uroczystości – tłumaczył chińskiemu ambasadorowi. – Polacy tu spacerują tysiącami. I nie zauważyli? Lepiej niech mają pretensje do swoich wywiadowców, że im nie meldowali – mówił o inauguracji, której nie uważa za tajną.

Rosyjscy eksperci wskazują zaś, czego Kreml obawia się przy zmianie przywództwa na Białorusi: zerwania powiązań gospodarczych, przerwania tranzytu ropy i gazu przez swe terytorium czy odmowy spłat dotychczasowych długów. Jednocześnie ekonomiści przekonują, że 1,5 mld dolarów, które prezydent Putin obiecał Łukaszence podczas spotkania w Soczi, „w rzeczywistości to refinansowanie kredytów już pobranych przez Białoruś oraz spłata długu przed Gazpromem”. – W niczym nie wzmacnia to jego rządów – powiedział jeden z nich. Można się zastanawiać, czy Łukaszenko użyje części tych pieniędzy na wsparcie swego aparatu przymusu.

Eksperci zachodni wskazują na aktywa, nad jakimi Kreml chciałby uzyskać kontrolę, korzystając z osłabienia Łukaszenki. To przede wszystkim dwie rafinerie oraz dwa ogromne zakłady chemiczne (Grodno Azot i Biełaruskalij), które dają Mińskowi dwie trzecie przychodów z eksportu. Ponadto Gazprom chciałby przejąć Biełtopgaz, dostarczający gaz odbiorcom detalicznym. A rosyjskie ministerstwo obrony nadal chciałoby mieć swoje bazy na Białorusi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA