fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Propozycje UOKiK dotyczące pakietu antykryzysowego są szkodliwe

Fotorzepa / Krzysztof Skłodowski
Drastycznie obniżony limit wpłynie negatywnie na sytuację banków i instytucji pożyczkowych. Zwiększy ich zapotrzebowanie na kapitał – mówią Andrzej Roter z ZPF i Agnieszka Wachnicka z FRRF.

- Materiał powstał we współpracy z ZPF i FRRF

Jak sektor kredytowy, którego szeroki zakres podmiotowy ZPF reprezentuje, ocenia propozycje zawarte w rządowym pakiecie antykryzysowym, w szczególności odnoszące się wprost do funkcjonowania gospodarki?

andrzej roter, zpf: Sektor kredytowy pozytywnie ocenia te propozycje, które zmierzają do zachowania sprawności procesów gospodarczych. Od tego zależy przetrwanie przedsiębiorstw i utrzymywanych w nich miejsc pracy. Dzięki temu przedsiębiorcy będą sobie nawzajem płacić, a konsumenci, otrzymując swoje wynagrodzenia, będą pokrywać różnego rodzaju rachunki, wystawiane im przez przedsiębiorców ze wszystkich sektorów gospodarki. Stąd konkretna pomoc publiczna, pozwalająca zachować zdolność do prowadzenia działalności, ale równocześnie wypełniania obowiązków wobec pracowników, musi być oceniana pozytywnie. A to pośrednio, ale bardzo konkretnie, ogranicza koszty, jakie ponosi dziś państwo na ratowanie gospodarki, i koszty, jakie jutro, w okresie wychodzenia z kryzysu po ustaniu efektów pandemii, musielibyśmy ponosić.

Ocena kierunku i charakteru skutków oddziaływania na gospodarkę większości propozycji w pakiecie antykryzysowym jest stosunkowo łatwa. Czy tak samo jest z propozycjami zmian odnoszących się wprost do praktyki biznesowej kredytodawców, w szczególności tych zaproponowanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?

Agnieszka Wachnicka, FRRF: Propozycja obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych kredytu w żaden sposób nie jest zmierzona co do jej skutków. Stąd decyzja o jego wdrożeniu jest szczególnie ryzykowna w okresie wpadania w kryzys. Brak jest możliwości zmierzenia tych skutków natychmiast, dlatego racjonalne jest, by merytoryczna dyskusja nad tą kwestią była co najmniej przeniesiona na nieco późniejszy czas. Powinna ona zresztą obejmować nie tylko kwestię zweryfikowania zmian na rynku kredytowym, ale również zmian społecznych. I to analizę skutków w szczególności co do osłabienia instrumentarium służącego wychodzeniu z kryzysu i przywracaniu sprawności obrotu gospodarczego.

Czy skutki drastycznego, jak zauważa sektor kredytowy, obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych kredytów to problem wyłącznie firm sektora instytucji pożyczkowych? Bo klienci będą mogli się cieszyć z tej obniżki i w kryzysie, kiedy najbardziej potrzebują dostępu do bezpiecznych źródeł finansowania, zyskają większy dostęp do finansowania.

AW: W okresie kryzysu ryzyko ogólnogospodarcze rośnie, a z nim ryzyko kredytowe i jego koszty. W efekcie drastycznie zostanie ograniczona grupa docelowa, dla której dostępny będzie kredyt konsumencki. To oznacza, że nawet przy utrzymaniu aktualnego poziomu limitu kosztów w okresie pandemii wzrośnie skala zjawiska wykluczenia z rynku kredytowego. Dodatkowe ograniczenia spowodują, że osiągnie ono rozmiary wielokrotnie większe niż przed pandemią, mimo że wykluczeni w ten sposób mieliby wystarczającą zdolność kredytową do zaciągania i obsługi nowych zobowiązań nawet w okresie pandemii i nie musieliby tego doświadczać. To paradoks, który wydaje się lekceważony przez wielu interesariuszy rynku kredytowego, również tych, którzy decydują o jego aktualnym kształcie.

A czy wdrożenie proponowanego limitu wpłynie na sytuację banków jako kredytodawców?

AR: Drastycznie obniżony limit wpłynie negatywnie również na sytuację banków. Zwiększy ich zapotrzebowanie na kapitał, ograniczając możliwości efektywnego wykorzystania dostępnego już bankom instrumentarium, związanego z poluźnieniem wymogów kapitałowych i zdolności do utrzymania aktywności kredytowej. Ta ostatnia jest warunkiem niezbędnym do zachowania procesów gospodarczych w naszym kraju w okresie pandemii i do wychodzenia z kryzysu po jej ustaniu. Banki nie będą mogły również odpowiedzieć pozytywnie na aplikacje kredytowe dużej liczby klientów, którzy stracą zdolność kredytową wyłącznie w związku z obniżeniem limitu kosztu kredytowego. Stanie się tak tym bardziej, że co do zasady mogły już wcześniej akceptować wyłącznie niższe ryzyko niż to, jakie mogą akceptować instytucje pożyczkowe. I to mimo że jedne i drugie podmioty kierują się niepodważaną zasadą udzielania finansowania jedynie tym, którzy mają zdolność do jego spłaty.

A jakie skutki wdrożenia propozycji obniżenia limitu będzie można dostrzec w odniesieniu do funkcjonowania sektora pożyczkowego?

AW: Drastycznie obniżony limit negatywnie wpłynie na pozycję finansową instytucji pożyczkowych, korzystających z zewnętrznych źródeł finansowania – w tym wobec inwestorów prywatnych, aktualnych posiadaczy obligacji, emitowanych przez ten sektor oraz wobec banków, w części również finansujących kredytem działalność pożyczkową. W konsekwencji należy spodziewać się utraty zainwestowanych w ten sposób środków oraz upadłości instytucji pożyczkowych. Będzie to efekt znacznie wykraczający poza skutki pandemii i ograniczenia podaży kredytu konsumenckiego. To spowoduje bardzo poważne zawirowanie na rynku kapitałowym, a w dłuższym okresie znacząco osłabi potencjał gospodarki do odtworzenia sprawności procesów gospodarczych po ustaniu pandemii. Trudno zresztą powiedzieć, kto powinien bądź kto będzie musiał ponieść koszty tych zdarzeń ostatecznie w przyszłości, jeśli trudno jest jednoznacznie uznać, że stoi za tym dobrze odczytany i zaadresowany interes społeczny.

Z kręgów rządowych dociera do przestrzeni publicznej inna ocena zasadności wdrożenia propozycji UOKiK znacznego obniżenia limitu kosztu kredytu, co wyrażała opinia prezentowana w wypowiedzi pani minister Jadwigi Emilewicz: „Chcemy mieć możliwość wpływu na ten proces, by eliminować nieuczciwe praktyki. Nie chcemy, by były to złote czasy dla firm pożyczkowych ani tych, które chcą się dorobić na tej kryzysowej sytuacji". Jak pan by się do tej opinii odniósł?

AR: Zdecydowanie należy zauważyć, że jedynym uczestnikiem rynku, który może zyskać większy udział w nim w czasie kryzysu spowodowanego pandemią jest... mafia pożyczkowa. Ale to nieco dłuższa historia. Aktualne wyniki badań prowadzonych przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH i ZPF pokazują, że co najmniej 13,2 proc. klientów sektora kredytowego, bankowego i instytucji pożyczkowych, którzy nie otrzymają kredytu konsumenckiego, zwróci się o finansowanie do podziemia pożyczkowego. Już tylko wykluczenie jednego miliona z aktualnie 3 mln klientów sektora pożyczkowego spowodowałoby, że pojawi się na rynku grupa ponad 100 tysięcy osób, które wpadną w szpony mafii pożyczkowej. A jest to wariant zdecydowanie bardzo optymistyczny, szacuje się bowiem ten skutek raczej na wykluczenie 80–90 proc. klientów. Zatem do mafii pożyczkowej czy lombardów trafić może ponad 300 tys. osób. A to oznacza, że przy szczupłości zasobów kadrowych policji, prokuratury, sądów, mafia pożyczkowa może stać się po prostu bezkarna. Nawet nie chciałbym myśleć o tym, jakie wtedy będą skutki dla poziomu zaufania do państwa, rządu, KNF, UOKiK, systemu sądowniczego, policji w wyniku serii niekończących się afer.

AW: Co więcej, należy też podnieść, że w długim okresie przed wybuchem kryzysu wskaźnik tzw. odmów udzielenia finansowania osiągał dla całej branży pożyczkowej 60 proc. – co oznaczało, że przy ówczesnym poziomie ryzyka, zdecydowanie niższym, instytucje pożyczkowe akceptowały wyłącznie około 40 proc. wniosków. Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla twierdzenia, że w sytuacji drastycznego podwyższenia ryzyka kredytowego instytucje pożyczkowe, często finansujące działalność pożyczkową środkami pozyskanymi od profesjonalnych inwestorów prywatnych w formie obligacji czy z kredytów bankowych, miałyby ryzykować nie tylko brak możliwości spłaty swoich zobowiązań wobec inwestorów, ale i utratę możliwości prowadzenia działalności gospodarczej.

Obniżenie limitu kosztu kredytu będzie miało wpływ na ograniczenie czy też zwiększy ryzyko dużej grupy instytucji pożyczkowych, ale jak to przełożyć na miejsca pracy?

AR: Obniżenie limitu oznacza likwidację nawet do 40 tys. miejsc pracy w sektorze pożyczkowym i sektorach blisko powiązanych, w tym m.in. pośrednictwa finansowego, usług outsourcingu w wielu obszarach, a także dostarczania danych czy rozwiązań z zakresu nowoczesnych technologii. Powiększy to znacznie skalę koniecznego wsparcia ze strony budżetu państwa. Jednocześnie, w związku z drastycznym ograniczeniem możliwości zaoferowania produktów finansowych grupie docelowej klientów, dokonujących zakupów online, ogromne straty poniesie wiele sektorów gospodarki sprzedających w tym kanale. Co istotne, rozwój sektora e-commerce, który w 2019 r. osiągnął rozmiary 50 mld zł przy około 18 mln klientów, wspierany jest dziś finansowaniem w modelu tzw. odroczonej płatności. Tym samym należy przewidywać utrudnienie, wręcz ograniczenie bieżącego funkcjonowania polskiej gospodarki, utratę miejsc pracy w wielu jej obszarach i sektorach. Gospodarki przesuwającej się w okresie pandemii bardzo dynamicznie do modelu sprzedaży online.

- Materiał powstał we współpracy z ZPF i FRRF

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA