fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

NBP czeka na propozycję banków dla frankowiczów

Prezes NBP Adam Glapiński
Prezes NBP Adam Glapiński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nie ma żadnej konkretnej propozycji banków dla kredytobiorców frankowych. Trudno więc nam się do tego odnieść – mówi prezes NBP Adam Glapiński.

- Nie ma żadnej konkretnej propozycji na stole, do której mógłbym ja czy NBP się odnieść. Banki w swoim liście niczego konkretnego nie deklarują. Nie ma żadnych decyzji, mapy drogowej, trudno się do niej odnieść. Wymieniliśmy uwagi na ten temat i deklarujemy gotowość do zapoznania się ze szczegółami planowanej operacji - powiedział Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, podczas dzisiejszej konferencji.

Dodał, że NBP nie może nic pochopnie deklarować i odniesie się do ewentualnych propozycji, jeśli one się pojawią. Poinformował, że NBP nie wyznaczył osoby do pracy ze środowiskiem bankowym w sprawie kredytów walutowych i szykowanych ugód. – Wyznaczyliśmy obserwatora, abyśmy byli na bieżąco informowani i byli gotowi, gdy pojawią się konkretne propozycje ugód banków – dodał Glapiński.

Jego zdaniem niewłaściwe byłoby, gdyby kredytobiorcy walutowi zaleźli się w uprzywilejowanej sytuacji względem kredytobiorców złotowych. Zapytany o wpływ na ugody zbliżającego się kluczowego dla wyroków frankowych orzeczenia Sądu Najwyższego (25 marca) odpowiedział: - Proszę pytać zainteresowane banki. NBP nie ma z tym zagadnieniem nic wspólnego.

Szef banku centralnego dodał, że Sąd Najwyższy nie zwracał się do NBP z zapytaniem o ocenę skutków ekonomicznych problemu frankowego. - Ale jesteśmy gotowi do udzielenia takiej odpowiedzi. Pytania Sądu Najwyższego to są podstawowe zagadnienia w sprawach frankowych. Odpowiedź Izby Cywilnej powinna ograniczyć niepewność związaną ze zróżnicowanymi orzeczeniami – dodał Glapiński.

Zaznaczył, że NBP nie ma żadnych uprawnień, aby oceniać decyzje sądów (w tym Sądu Najwyższego) które są niezależne. Sąd Najwyższy podejmie niezależną decyzję. Jednak krytycznie – z punktu widzenia zasad ekonomii – ocenił ofrankowanie hipotek polegające na pozostawieniu stawki LIBOR przy złotowym kredycie. Ocenił, że przyjęcie stawki referencyjnej obcej waluty dla kredytów w złotych „postawiłoby zasady ekonomiczno-finansowe na głowie”.

Odniósł się też do opłat, które banki żądają od frankowiczów w razie unieważnienia umowy. Stwierdził, że z punktu widzenia ekonomii oddanie kapitału do czasowego korzystania łączy się z wynagrodzeniem, choćby ze względu na zmianę wartości pieniądza w czasie i alternatywne sposoby wykorzystania przez bank kapitału. Jego zdaniem brak takich opłat oznaczałby, że w przypadku unieważnień wieloletnich kredytów, a takimi są hipoteki, kredytobiorca oddałby realnie dużo mniej. - Z punktu widzenia ekonomii sprawa wynagrodzenia jest więc bezsporna. Spierać się można o to jakiej wielkości ma to być wynagrodzenie – dodał Glapiński.

Jednym ze sposobów frankowiczów na podważenie klauzul przeliczeniowych, a tym samym całych umów frankowych kredytów mieszkaniowych, jest używanie przez banki tabel kursowych. Glapiński odparł, że tabele kursów walut są czymś oczywistym i stosowane są powszechnie do różnych transakcji, wynika to z prawa bankowego. Ocenił, że gdyby podważane były tabele kursowe także w innych produktach, byłby to bardzo istotny problem dla banków i obrotu gospodarczego. Stwierdził jednak, że nie skłania się do „blokowego” podważania takich tabel, a każdy produkty czy umowę należy traktować indywidualnie. Jego zdaniem dobrym rozwiązaniem na zastąpienie spornych zapisów przeliczeniowych w umowach jest średni kurs NBP, ale to Sąd Najwyższy zdecyduje, czy to odpowiednie rozwiązanie.

W odpowiedzi na pytania o skutki dla sektora i gospodarki kosztów ugód szacowanych na 30-40 mld zł, Glapiński podkreślił, że skoro nie ma żadnej konkretnej propozycji ugód na stole, NBP nie może oszacować kosztu i wpływu na gospodarkę. - Nie wiemy, czy banki są faktycznie zainteresowane ugodami i przewalutowaniem, czy dojdą do porozumienia. Ten proces musi wyeliminować ryzyko dla całego sektora bankowego wynikające z kredytów walutowych, a nie poprawiać sytuację finansową któregoś z banków. Tylko wtedy będzie mieć sens. Z drugiej strony rozwiązanie to nie może być zagrożeniem dla banków. Jeśli wszystkie banki by się zdecydowały, co jest według mnie niemożliwe, to koszty byłyby bardzo duże, ale sektor dysponuje dużymi nadwyżkami kapitału. Nie należy w ugodach z klientami upatrywać jakiegokolwiek zagrożenia w postaci braku finansowania ze strony całego sektora dla gospodarki. Usunięcie niepewności dotyczącej hipotek frankowych wyszłoby sektorowi na dobre, ale trudno to będzie zrobić. Należy zastanowić się, czy rozsądne jest rozliczenie jednorazowo czy rozłożyć koszty na kilka lat. Widać, że nie wszystkie banki entuzjastycznie podchodzą do jednorazowego przewalutowania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA