fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Marek Kozubal: Cytadela wolności

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Chociaż nie zostały oficjalnie ogłoszone miejsca, w których zostanie wzmocniony kontyngent wojsk USA, lokalizacje te są już ustalone.

Gdyby do Polski przyleciał Donald Trump, najpewniej publicznie ogłoszona zostałaby uzgodniona lista miejsc, w których zwiększona zostanie liczba żołnierzy amerykańskich. Tak się nie stało, chociaż gotowość do ujawnienia takich informacji i podpisania odpowiednich umów od kilku dni sygnalizowało MON, a potwierdził to także w trakcie swojego wystąpienia w Pałacu Prezydenckim wiceprezydent USA Mike Pence.

O tym, że takie uzgodnienia są na finiszu, mówił kilka dni temu minister Mariusz Błaszczak po rozmowie telefonicznej z sekretarzem obrony Markiem Esperem. Z naszych informacji wynika, że przygotowany był już projekt umowy, która sankcjonowałaby zwiększenie liczby wojsk amerykańskich w Polsce do 5,5 tys. żołnierzy – o tysiąc więcej niż dziś. Sprawa nie została teraz dopięta, ale niewątpliwie stanie się jednym z kluczowych punktów wizyty prezydenta Donalda Trumpa w niedalekiej przyszłości – być może jeszcze w tym roku.

Przeczytaj też: W przyszłe lato do Ameryki bez wiz

Czy to oznacza, że proces wzmacniania wschodniej flanki NATO zostanie zamrożony? Nie. Miejsca stacjonowania wojsk amerykańskich są już nie tylko znane, ale trwa też ich przystosowywanie do przyjęcia żołnierzy. Jednak proces ten musi zostać sformalizowany.

Część miejsc – mowa w sumie o siedmiu lokalizacjach – została ustalona już w czerwcu, w trakcie wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie. Warto przypomnieć, że w podpisanej wówczas przez obu prezydentów deklaracji znalazło się m.in. utworzenie wysuniętego dowództwa dywizyjnego USA – jego szkielet już jest w Poznaniu, wspólnego Centrum Szkolenia Bojowego w Drawsku Pom. i innych miejscach. Mowa też o utworzeniu eskadry bezzałogowych statków powietrznych MQ-9 Sił Powietrznych USA „przeznaczonych do działań wywiadowczych, zwiadowczych i rozpoznawczych". Operują one już z Mirosławca. Ustalono powstanie bazy lotniczej z zapleczem logistycznym (prawdopodobnie w Powidzu), a także uzyskanie „zdolności sił specjalnych USA w celu wsparcia operacji powietrznych, lądowych i morskich" (w tym przypadku rozwijana jest współpraca komandosów w Krakowie oraz Lublińcu). W trakcie spotkania prezydentów ogłoszona zostanie też dodatkowa lokalizacja dla wojsk lądowych – w tym przypadku mowa o Żaganiu (tam są już pancerniacy) i takie rozwiązanie preferują Amerykanie, lub w Nowej Dębie – co jakiś czas temu forsowało MON.

O tym, że temat współpracy wojskowej nie został pominięty, świadczy fakt, że delegacje rozmawiały na temat zakupu samolotów F-35. Duda w trakcie swojego wystąpienia wyraził także nadzieję, że firmy amerykańskie będą uczestniczyły w sprzedaży śmigłowców naszej armii, a przynajmniej przedstawią swoją ofertę. Wiceprezydent Pence nie tylko chwalił nas za zakup systemów Patriot, ale zwrócił też uwagę, że Polska wydaje na obronę narodową 2 proc. PKB, a prezydent Duda obiecuje i tak zwiększenie takich wydatków.

Pence, opisując wzmocnienie obecności wojskowej w Polsce, nie użył nośnego określenia „Fort Trump", ale chyba bardziej trafnego: „cytadela wolności".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA