Afera taśmowa

Cimoszewicz: Nagranie kompromituje politycznie Morawieckiego

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Zdaniem byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza "absolutnie skandalicznie" brzmiał fragment nielegalnie zarejestrowanej rozmowy w restauracji "Sowa i Przyjaciele", w czasie której Mateusz Morawiecki, wówczas prezes BZ WBK, oferował "ciche" wsparcie dla byłego ministra skarbu Aleksandra Grada w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Onet od dwóch tygodni publikuje artykuły oparte na analizie akt ze śledztwa ws. afery taśmowej. W jednym z materiałów umieszczono zapis rozmowy nielegalnie nagranej w restauracji "Sowa i Przyjaciele" w 2013 roku. Na taśmie słychać m.in. jak Morawiecki, wówczas prezes BZ WBK, rozmawia o jakiejś formie wsparcia finansowego dla byłego ministra skarbu, Aleksandra Grada. W innym fragmencie nagrania Morawiecki dziwi się skuteczności kampanii reklamowej banku z udziałem Chucka Norrisa (ówczesny prezes BZ WBK mówi w tym kontekście "ludzie są tacy głupi, że to działa").

- To w moich uszach brzmiało absolutnie skandalicznie, żeby człowiek kierujący poważną instytucją finansową żyjącą z pieniędzy dawanych czy wpłacanych przez klientów mógł oferować prezent rzędu, jak sam mówił, 50, 70 albo 100 tysięcy złotych. To jest w moim przekonaniu niezwykle kompromitujące - mówił w TVN24 o fragmencie rozmowy dotyczącej Grada Cimoszewicz. Jego zdaniem w wielu krajach byłby to powód do tego, aby polityk wypowiadający takie słowa "zniknął ze sceny".

Cimoszewicz nie wykluczył, że prezes PiS Jarosław Kaczyński może odwołać ze stanowiska Morawieckiego w związku z ujawnieniem taśm. - Kiedyś wyciągnął pana (Andrzeja) Dudę jak królika z kapelusza. Potem awansował pana Morawieckiego, panią (Beatę) Szydło zrobił premierem, mimo że nie miała żadnych kwalifikacji - przypominał były premier podkreślając, że Kaczyński często zaskakuje opinię publiczną swoimi decyzjami personalnymi.

Cimoszewicz stwierdził również, że zapowiadający wniosek o wotum nieufności wobec premiera Grzegorz Schetyna powinien domagać się wyjaśnień od prokuratury ws. zeznań kelnerów, którzy nagrywali polityków w restauracjach, o których również pisał Onet. Jeden z kelnerów mówi o taśmie, na której miał zostać nagrany premier Morawiecki rozmawiający o zakupie nieruchomości na podstawione osoby (tzw. słupy).

Jak zaznaczył były premier, gdyby na "ujawnionych i nieujawnionych taśmach były informacje, które mogą być podstawą do zarzutów natury prawno-karnej, kryminalnej". - I to by była już kompletna katastrofa. To by dyskwalifikowało pana Morawieckiego - podsumował.

Źródło: TVN24

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL