fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Joanna Parafianowicz: Nie będę sędzią

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Pokój adwokacki: Nie będę sędzią.

Gdzie dwóch adwokatów, tam trzy opinie. Powiedzenie to straciło na aktualności, bo palestra podzielona jest dziś na dwa obozy. Przedstawiciele liczniejszego są zdania, że koledzy, którzy kandydowali do SN, legitymizowali prawo niezgodne z konstytucją i sprzeniewierzyli się rocie ślubowania. Pozostali uważają, że w SN powinni znaleźć się ludzie kompetentni, o głębokiej wiedzy prawniczej i etycznej (ani chybi adwokaci!). Choć taki powinien być chyba każdy prawnik ubiegający się o sędziowską nominację, okazuje się, że ci, którym miły byłby urząd sędziego sądu powszechnego, muszą przejść istotnie bardziej skomplikowaną ocenę niż chcący orzekać w Sądzie Najwyższym.

Adwokat ubiegający się o urząd sędziego sądu powszechnego musi zgromadzić wiele dokumentów, w tym medycznych, i opinii. Wykazać odpowiedni stan zdrowia (badanie krwi, psychologa o szczególnych uprawnieniach oraz dowieść, że nie cierpi na cukrzycę), merytoryczne przygotowanie do pełnienia urzędu (czemu służy wykaz stu szczegółowo analizowanych przez wyznaczonego sędziego spraw) i predyspozycje moralno-etyczne, których ocenę ułatwić ma, obok innych dowodów nieskazitelności charakteru, zaświadczenie od komendanta policji obejmujące liczbę otrzymanych mandatów.

W toku procedury kandydujący adwokat zobowiązany jest nadto m.in. złożyć oświadczenie o powierzchni jego kancelarii i liczbie zatrudnianych osób, przedłożyć zaświadczenie o niekaralności, a także oświadczenie, że nie toczy się i nie toczyło przeciwko niemu żadne postępowanie. Może następnie liczyć na zaproszenie na posiedzenie kolegium właściwego sądu i poddanie się ocenie przedstawicieli tegoż środowiska. Przy odrobinie szczęścia uzyska więcej głosów za niż przeciw, a droga do urzędu sędziego zostanie skrócona o kilka długości.

Nie śmiem oceniać kolegów, którzy zdecydowali się kandydować w naborze rozgrzewającym niejedno prawnicze serce. Wiem jednak, dlaczego ja w marcu tego roku zdecydowałam się ubiegać o urząd sędziego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy i, co bodaj istotniejsze, cofnęłam następnie swą kandydaturę, już po uzyskaniu pozytywnej oceny Kolegium Sędziów Sądu Okręgowego.

Mogłabym być zapewne niezłym sędzią choćby dlatego, że jako adwokat znam uroki pracy przed, a nie za stołem sędziowskim. Prawdopodobnie wydawałabym sprawiedliwe orzeczenia, bo jako sędzia miałabym pełny ogląd sprawy. Z pewnością byłabym niezawisła, bo niczego tak nie cenię jak samodzielności myślenia i niczego mniej niż próby wywierania na mnie nacisku.

Wiem jednak, że sędzią zostać nie mogę. Nie teraz, gdy ustawodawcy jak nigdy wcześniej nie sposób nazywać racjonalnym. Nie w czasie, gdy prezydent bez kontrasygnaty premiera wysyła do sędziów SN informacje o niewyrażeniu zgody na ich dalszą służbę, choć wymóg ubiegania się o ocenę w tej materii nie jest zgodny z konstytucją. Jak bowiem pisał Orwell: „Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim". Wolę nie mieć takich wątpliwości, patrząc co rano w lustro. Nie tylko teraz, lecz zawsze.

Autorka jest adwokatem, prowadzi blog pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA