fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Parafianowicz: nie zawsze wiadomo, kto wie lepiej

AdobeStock
Zdarzyło mi się żałować, że nie doceniłam uporu klienta.

Internet pełen jest memów przedstawiających adwokata zdziwionego do granic możliwości: przyznaniem się klienta na rozprawie do winy pomimo wcześniejszych zapewnień (także w formie procesowej) o niepopełnieniu przestępstwa, zmianą stanowiska procesowego bez uzgodnienia z pełnomocnikiem czy złożeniem w sprawie dokumentów, które przeczą wszelkim wcześniejszym dowodom. Prawnicza praktyka obfituje w przykłady niespodzianek przygotowanych przez klientów przekonanych, iż wiedzą lepiej niż ich obrońca lub pełnomocnik, niezachwianych w pewności, iż trafniej wyczuwają nastawienie sądu czy wierzących, iż ich umiejętność przewidywania losów postępowania na kilka kroków do przodu przewyższa wyczucie adwokata. Bywa, że wymienieni wyżej klienci mają rację.

My, prawnicy, mamy skłonność przyjmować, że jesteśmy nieomylni. Edukacja zajęła nam przecież wiele długich lat, pochłonęła niemałe koszty i jeszcze więcej wysiłku. Mamy doświadczenie procesowe, prowadziliśmy podobne sprawy, szkolimy się. Jesteśmy na bieżąco z legislacją, czytamy, publikujemy, analizujemy doniesienia prasowe o ważnych postępowaniach i prawniczych zjawiskach. Trudno się zatem dziwić, że na co dzień towarzyszy nam przekonanie, iż w konfrontacji z klientem to my mamy rację. Gdyby jednak tak miało być, wobec równoważności racji pełnomocników po obu stronach spory pozostawałyby nierozstrzygnięte, a sądy straciły rację bytu.

Oczywiście, lata szkolenia i zdobywane z upływem lat doświadczenie uczą. Miewam jednak wrażenie, iż tak jak zmysły człowieka żyjącego w cywilizacyjnym kokonie słabną, tak i u prawników, wraz z postępującym u nich obyciem w zawodowej praktyce dostrzec można niekiedy spadek wrażliwości na niektóre aspekty prowadzonych spraw oraz sugestie klientów. Tymczasem nie raz ja sama przyznawałam rację mocodawcy w tych obszarach stanu faktycznego, które z perspektywy pełnomocnika nie wysuwały się na pierwszy plan, a otoczone odpowiednią uwagą okazywały się kluczowe dla sprawy. Wielokrotnie wsłuchiwałam się w swobodny z pozoru potok myśli klienta po to tylko, aby spojrzeć na sprawę jego oczami i dostrzec ten aspekt sprawy, który nie rzucał się w oczy przy pobieżnym oglądzie. Zdarzyło się także, iż żałowałam, że upór klienta w danym obszarze sprawy został przeze mnie niedoceniony.

Prawnicy, mając do czynienia z ludźmi, nie mogą tracić ich z pola widzenia. Winni są im uwagę i czas. Nie oznacza to, rzecz jasna, iż zobowiązani są do poświęcania go w każdym momencie, ze szkodą dla innych spraw i własnego wypoczynku. Wydaje się jednak, iż tak jak adwokat prowadzący swoją własną sprawę nie ma najmądrzejszego klienta, tak i mocodawca, którego sugestie są ignorowane, pomijane lub dla zasady bagatelizowane, mógł trafić pod lepszy adres. Rację miał bowiem Carl Jozeph Anton Mittermeier, twierdząc, że adwokaci istnieją ze względu na społeczeństwo, a nie obywatele ze względu na adwokatów.

Autorka jest adwokatem, założycielką prawniczego bloga www.pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA