fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

40-lecie NZS

Gmyz: Życie w NZS-ie przenikało się z codziennością

Archiwum prywatne
- NZS dał mi wspomnienia. W tamtym czasie poznałem wielu ludzi, którzy dziś sprawują ważne stanowiska - mówi Cezary Gmyz, dziennikarz.

Proszę opowiedzieć krótką anegdotkę związaną z działalnością w NZS.

Pamiętam jak brakowało wszystkiego, cenzura była nałożona właściwie na wszystko. Jednak u nas, na Akademii Teatralnej mieliśmy dość dużą swobodę. Cała uczelnia dość mocno sprzeciwiała się ówczesnej władzy, jednak mimo to, nie pamiętam by kiedykolwiek ją kontrolowano. Przez tak małą inwigilację dużo studentów angażowało się w „nielegalną” działalność, szczególnie sprzedaż książek. Organizowaliśmy tajne kiermasze, o których wiedzieli nieliczni, później zaczęła się produkcja bibuł i prowizorycznych ulotek.

Co pan czuje patrząc na dalsze działania organizacji, do której pan należał?

Przede wszystkim cieszę się, że NZS nadal, od tylu lat, gromadzi studentów. Są to inteligentni, młodzi ludzie, którym chcą robić coś więcej, niż tylko studiować. Wielu obecnych polityków rozpoczynało swoją karierę właśnie w NZS-ie. Dobrze, że dla młodych ludzi nadal są ważne takie wartości jak wolność i ojczyzna.

Co dał panu NZS?

NZS dał mi wspomnienia. W tamtym czasie poznałem wielu ludzi, którzy dziś sprawują ważne stanowiska. To bardzo pomogło i nadal pomaga w pracy dziennikarza.

Dlaczego zdecydował się pan dołączyć do NZS-u?

Tak się stało, że zakładałem NZS na Akademii Teatralnej. Było to naturalne. Nasza uczelnia miała dużą swobodę, nie istniała na niej żadna konkurencyjna organizacja studencka wspierana przez komunistyczne władze. Studenci chcieli mieć coś swojego. Pamiętam, że wydawaliśmy czasopismo „99” – tak zwane „dziewiątki”. Publikowane były w nakładzie 99 sztuk, ponieważ od 100 obowiązywała cenzura. Oczywiście „pod stołem” tych egzemplarzy było dużo, dużo więcej.

Jak wglądał pana "typowy dzień" związany z działalnością z NZS-ie.

Życie w NZS-ie przenikało się z naszą codziennością. Nikt tego nie rozgraniczał. Zebrania Członków organizowaliśmy w barze uczelnianym, gdzie dyskutowaliśmy o przyszłości Polski i naszej. Do dziś dziwię się, że SB nigdy nas tam nie „odwiedziło”. Jednego roku swoje urodziny obchodziłem w dniu rozpoczęcia jednego z największych strajków, zamiast na spotkanie z przyjaciółmi do kawiarni, poszliśmy na demonstracje. Poza tym, byliśmy tylko młodymi ludźmi, którzy próbowali żyć normalnie w tych niespokojnych czasach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA