Ustawa zwana „dyscyplinującą" lub „kagańcową" dotyczy także sądów administracyjnych. Czy podatnicy spierający się z fiskusem powinni się już bać o los rozstrzygnięć w swoich sprawach?

W sprawie tej ustawy samorząd doradców ma podobne zdanie jak inne samorządy zawodów zaufania publicznego: narusza niezawisłość sędziowską. Jednocześnie jednak widzimy potrzebę zreformowania sądów administracyjnych. Szczególnie chodzi nam o mianowania sędziów. Wielu spo śród nich wcześniej robiło karierę w administracji, a bardzo niewielu było np. radcami prawnymi czy doradcami podatkowymi. To oczywiście wpływa na rozumienie rozpatrywanych spraw i kierunek orzekania.

Jak wygląda takie „urzędnicze" orzekanie?

Mam na myśli na przykład spory o zastosowanie ulgi meldunkowej. Linia orzecznicza zmieniła się na korzyść podatników, ale nie pod wpływem jakiejś refleksji w samych sądach administracyjnych, tylko oburzenia społecznego wyrażanego w mediach. Pisano przecież wprost, że sądy krzywdzą ludzi [sędziowie podchodzili do sprawy formalistycznie, odmawiając prawa do ulgi z powodu niezłożenia oświadczenia, mimo spełnienia warunku rzeczywistego mieszkania w lokalu – red.]. Podobnie zaczyna się zmieniać orzecznictwo w sprawach nadużywania prawa przez urzędy skarbowe poprzez sztuczne wydłużanie terminu przedawnienia podatków. Niestety, wciąż brakuje w tych sądach właściwego zrozumienia ich roli.

Czytaj także: Wybitny doradca podatkowy na celowniku CBA

To jaka powinna być ta rola?

Sądy administracyjne nie tyle rozstrzygają spory między podatnikiem a organem skarbowym, ile kontrolują administrację skarbową. Jeśli dostrzegą jakiekolwiek uchybienie w decyzji organu, to powinny tę decyzję uchylić, a nie zastanawiać się, czy to uchybienie miało znaczenie. To wynika z konstytucji.

Ostatnio sporo ludzi garnie się do waszego zawodu, przecież liczba aktywnych doradców właśnie przekroczyła dziewięć tysięcy. To intratne zajęcie, pewnie znacznie bardziej niż posada sędziego. Trudno się zatem spodziewać, że będzie więcej sędziów z doświadczeniem nieurzędniczym.

Tym bardziej konieczne są nowe kryteria doboru sędziów. Zresztą wcale nie muszą to być doradcy podatkowi. Wystarczy, że sędziowie będą rekrutowani spośród prawników, którzy choć trochę znają sprawy finansów i działalności gospodarczej.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Ostatnio samorząd doradców zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy o raportowaniu schematów podatkowych, zwane MDR. Czego się spodziewacie? Przecież Trybunał działa ostatnio niespiesznie i raczej nie ma skłonności do podważania prawa ustalonego przez obecną władzę.

Te regulacje naruszają konstytucję tak drastycznie, że czuliśmy się w obowiązku złożyć skargę. Zresztą wykorzystaliśmy to uprawnienie pierwszy raz. Byliśmy zdeterminowani to zrobić, nawet jeśli można podejrzewać, że Trybunał Konstytucyjny nie rozpozna sprawy zgodnie z naszym wnioskiem. Mam jednak nadzieję, że uświadomiło to wielu osobom, nie tylko urzędnikom, jak złe jest to prawo i ile wątpliwych obowiązków narzuca. I to nie tylko nam, doradcom, ale przede wszystkim podatnikom. Wielu z nich nie sposób prawidłowo spełnić, choćby dlatego, że niejasno je sformułowano. Nas oczywiście najbardziej bulwersuje ingerencja w tajemnicę zawodową.

Liczy pan na to, że Ministerstwo Finansów zmieni przepisy o MDR, zanim Trybunał Konstytucyjny cokolwiek zrobi w tej sprawie?

Mam taką nadzieję. Jeśli nowe kierownictwo Ministerstwa Finansów chce rzeczywiście, jak deklaruje, pokazać jakieś nowe otwarcie, to ma znakomitą okazję. Zresztą można naprawić nie tylko przepisy o MDR, ale też na przykład te o podatku od wyjścia [ang. exit tax - red.] oraz podatku u źródła. Exit tax sformułowano niejasno i bardzo restrykcyjnie, znacznie wychodząc poza wymogi europejskiej dyrektywy. Zmiany w podatku u źródła miały zapobiegać wyprowadzaniu zysków z Polski. Jednak ministerstwo samo odraczało ich wejście w życie za pomocą rozporządzenia. To chyba znaczy, że nie jest pewne ich słuszności.

Co jeszcze należałoby poprawić w polskim prawie podatkowym?

Jest wiele takich przepisów, choć zdaję sobie sprawę, że niektóre są wprowadzone z pobudek politycznych i trudno będzie je zmienić. Na przykład zwolnienie z podatku dochodowego osób w wieku poniżej 26 lat. Przecież to tworzenie nierówności w opodatkowaniu, sprzeczne z konstytucją. Równie dobrze można by zwolnić z podatku osoby o innym kolorze skóry czy leworęczne. Ale już przepisy o MDR to zupełnie inna sprawa.

To nie polityka, lecz kwestia pewnego wyolbrzymienia problemu optymalizacji podatkowej oraz zwykłego niechlujstwa legislacyjnego i braku konsultacji społecznych. Te przepisy naprawdę są uciążliwe w stosowaniu. W pewnych sytuacjach trzeba raportować nawet zwykłe przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę kapitałową. A przecież w takim przypadku nie ma żadnej korzyści podatkowej. Myślę, że administracja podatkowa może w ten sposób zbierać informacje np. o tym, jaka jest skala wykorzystania różnych ulg podatkowych. Ale ja to oceniam jako nadmierne obciążanie podatników obowiązkami, nie zawsze koniecznymi.

Wy na tym też zarabiacie. Przecież wystawiacie faktury za doradztwo związane z MDR.

Przecież to nie my wykreowaliśmy popyt na takie usługi. Zresztą słyszałem już opinię, że kiedyś do doradcy podatkowego chodziło się z chęci zysku, a dziś – ze strachu.

Co ma zrobić doradca podatkowy, jeśli umowa z klientem zobowiązuje go do ujawniania fiskusowi schematów podatkowych u tegoż klienta?

Powinien taką umowę wypowiedzieć. Powtarzam to przy każdej okazji, nawet osobom, które składają ślubowanie zawodowe. Zresztą samorządy adwokatów i radców prawnych prezentują identyczne stanowisko.

Wróćmy do postulatów zmian w podatkach. Co pan sądzi o pomyśle premiera, by wprowadzić „estoński CIT", czyli odroczenie obowiązku podatkowego do momentu wypłaty dywidendy?

To rzeczywiście mogłaby być pewna zachęta do przeznaczania zysku spółek na inwestycje, a nie do kieszeni udziałowców. Niemniej trzeba pamiętać, że jeśli spółka zamierza wypłacić dywidendę, to i tak ją wypłaci, a wtedy i tak trzeba będzie zapłacić podatek dochodowy. Niemniej raczej nie będzie to zachęta dla małych i średnich firm, bo one rzadko prowadzą działalność w formie spółek kapitałowych. Z tego samego powodu rzadko korzystają też z innej zachęty, czyli 9- proc. stawki podatku dochodowego od osób prawnych. Taka niska stawka ładnie brzmi w przekazie propagandowym, ale w praktyce niewielki odsetek małych firm z niej korzysta.

Za to system opieki zdrowotnej ma skorzystać na nowych daninach od słodkich napojów, reklam suplementów diety i alkoholi w małych opakowaniach.

To kolejny przykład psucia systemu podatkowego. Przypomina mi to trochę tzw. daninę solidarnościową od dochodów ponad 1 mln zł. Też nie nazwano jej podatkiem, chociaż de facto nim jest. Zepsuła ona system podatkowy choćby dlatego, że w praktyce zlikwidowała liniowy PIT dla indywidualnych przedsiębiorców. Już nie ma jednolitej stawki 19 proc., bo kto zarobi ponad milion – zapłaci więcej. I uprzedzam pytanie: o podobne daniny my wcale nie zabiegamy, by sobie nakręcić rynek.

Wielkie koncerny farmaceutyczne i tak za chwilę zapukają do waszych drzwi, by zapytać, jak można uniknąć nowej opłaty od suplementów diety. Co najmniej kilku pańskich kolegów i koleżanek z pewnością dobrze na tym zarobi.

My nigdy nie doradzamy unikania opodatkowania. Niemniej w tym przypadku próba zmniejszenia obciążeń może być trudna. Gdybyśmy na przykład nazwali te preparaty inaczej, to niewykluczone, że nie sprzedawałyby się tak dobrze jak dzisiaj.

Mówi pan o strachu, który napędza klientów doradcom. Czy ten strach by znikł, gdyby wprowadzono w życie odłożony na półkę projekt nowej ordynacji podatkowej? Były tam przecież propozycje przepisów ułatwiających porozumienie na linii fiskus–podatnik.

Przy okazji prac nad tym projektem uczestniczyłem w kilku spotkaniach dotyczących tych „niewładczych" procedur. Sam pomysł jest dobry, ale w administracji skarbowej mamy do czynienia z wielkim problemem decyzyjności urzędników, którzy mogliby np. pójść na ugodę w wyniku mediacji. Dopóki taki urzędnik nie będzie miał gwarancji, że kilka dni po ugodzie nie zapuka do niego Centralne Biuro Antykorupcyjne – nigdy na takie porozumienie nie pójdzie. Zresztą projekt ordynacji nie był idealny. Nie zapobiegał nadużywaniu przez urzędy skarbowe instytucji czynności sprawdzających, które w praktyce często przeradzają się w regularną kontrolę.

Projekt może nie był idealny, ale pracował nad nim przez kilka lat zespół wybitnych fachowców, zresztą z różnych środowisk, w tym urzędników, sędziów i doradców podatkowych. Warto do tego projektu wrócić?

Na pewno usystematyzowano w nim wiele przepisów. To niewątpliwa zasługa komisji kodyfikacyjnej. Niemniej zaproponowali oni tylko mały kroczek w kierunku ucywilizowania relacji podatnika z administracją skarbową. Trzeba na przykład wyraźnie zaznaczyć, że organ skarbowy nie może nadużywać prawa. Gdyby tę zasadę wprowadzono, to wszystkie dowody uzyskane przez organ podatkowy w wyniku błędnie stosowanych przepisów o czynnościach sprawdzających trafiłyby do kosza. Mimo wszystko uważam, że ten projekt jest dobrą podstawą do dalszej dyskusji. Oby uwzględniano w niej nasz głos i wystarczająco gwarantowano prawa podatnikom.

Sądzi pan, że gdyby wprowadzono możliwości porozumień z fiskusem i różne gwarancje, o których mówiliśmy, to obywatele chętniej płaciliby podatki?

Dla wzbudzenia takiej chęci trzeba równocześnie spełnić trzy warunki: przepisy podatkowe są zrozumiałe, podatnicy znają przeznaczenie pieniędzy z danin i jest możliwość dyskusji z fiskusem o różnych trudnych sprawach. Jednak sama ordynacja tego nie zapewni. Potrzebne są zmiany w kadrach Krajowej Administracji Skarbowej. Doceniam to, że np. w sprawach cen transferowych rozmowy z urzędnikami coraz częściej prowadzimy na bardzo wysokim poziomie – raczej rachunku ekonomicznego niż samych tylko przepisów. Oby tak się stało i w innych obszarach prawa podatkowego.

Jaki jest patent na tworzenie dobrego prawa podatkowego?

Przede wszystkim należy je dobrze skonsultować na wszystkich etapach jego tworzenia. Z tym nie jest najlepiej, czego przykładem jest choćby ostatnia podwyżka akcyzy na alkohole i wyroby tytoniowe – jej skali praktycznie z nikim nie konsultowano. A przecież można by powołać stałe zespoły konsultacyjne do spraw PIT, CIT, VAT czy procedur. Można by w ten sposób stworzyć takie prawo podatkowe, które ułatwiłoby podatnikom życie, a nie spowodowałoby zmniejszenia wpływów budżetu. Przecież podatku od wyjścia i tak chyba nikt dotychczas nie zapłacił, a przepisy o nim są niezrozumiałe i koniecznie trzeba je poprawić.

Słyszałem, że jednak były pojedyncze przypadki zapłacenia tego podatku.

Może ci, co zapłacili, mieli kiepskich doradców...

dr hab. Adam Mariański

jest profesorem nadzwyczajnym w Katedrze Prawa Podatkowego Uniwersytetu Łódzkiego, adwokatem oraz partnerem zarządzającym w kancelarii Mariański Group. Napisał wiele publikacji naukowych i poradniczych dotyczących m.in. opodatkowania biznesu, sukcesji firm rodzinnych czy ordynacji podatkowej. Od 2018 r. kieruje samorządem doradców podatkowych