Podatki, zwłaszcza te dotyczące biznesu, nie są proste i już nie będą. Dlatego właśnie od niemal 30 lat istnieje zawód doradcy podatkowego. Niełatwy, wymagający stałego aktualizowania wiedzy i praktyki. Reguluje go ustawa, a w niej wyraźnie wskazano: doradco, pracujesz dla tych, którzy płacą podatki. „Będę się kierował dobrem swoich klientów z całą sumiennością i rzetelnością” – ślubuje każdy doradca podatkowy u progu swojej drogi zawodowej.
Fiskus potrafi opróżnić kieszeń firmy. Czy doradcy powinni im pomagać?
Z drugiej strony jest fiskus. Wyposażony w coś groźniejszego niż wiedza o podatkach: we władzę. Czasem potrafi mocą tej władzy opróżnić kieszeń firmy, a nawet doprowadzić ją do bankructwa.
Zdarza się jednak, że ta wiedza jest dość słaba, zwłaszcza gdy rolę fiskusa pełni gmina. Na przykład co do podatku od nieruchomości. On też bywa skomplikowany, a wiele gmin, zwłaszcza tych uboższych, nie ma wśród swoich urzędników specjalistów od tych spraw. Ale władzę mają.
Czytaj więcej:
Administracja skarbowa nie powinna karać przedsiębiorców za błędy, które w nowej cyfrowej rzeczywistości sama bez trudu zidentyfikuje – mówi Andrze...
Pro
I tu niektórzy doradcy podatkowi zwąchali konfitury. Pracują dla takich gmin, czyli dla kogoś, kto podatki pobiera, a nie płaci. Innymi słowy: dostarczają broń na drugą stronę barykady. W konkretnych sprawach konkretnych podatników. I bynajmniej nie robią tego za darmo. No cóż, pecunia non olet.
Oburza się na takie praktyki znaczna część środowiska doradców. Słychać głosy, że to nie do pogodzenia z etyką zawodową i samą istotą doradztwa podatkowego. Doświadczeni przedstawiciele zawodu przypominają: gdyby efektem naszych usług było pogorszenie sytuacji podatników, powinniśmy się powstrzymać od ich świadczenia.
Czytaj więcej:
Jest precedens, na który czekały lokalne władze. Skorzystanie przez samorząd z pomocy kancelarii doradztwa podatkowego przy wydawaniu decyzji podat...
Pro
Podatnik jest słabszy w starciu z machiną urzędniczą
Spór o tę sprawę sięgnął Naczelnego Sądu Administracyjnego, co opisujemy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. Niestety, sędziowie skupili się na proceduralnych aspektach sprawy, a zabrakło im odwagi, by sięgnąć do sedna problemu. A ten jest taki: podatnik jest zwykle słabszy w starciu z państwową czy nawet samorządową machiną urzędniczą. Należy mu się fachowa obrona. Gdy jednak obrońca przechodzi na drugą stronę, jest po prostu zdrajcą. I to sąd, a nie tylko samorząd zawodowy powinien takie praktyki napiętnować. Bo sądy powinny się kojarzyć ze sprawiedliwością.