Mieszkańców tarnobrzeskiego osiedla Wielowieś w maju zalała woda z Wisły. Teraz domagają się ustalenia winnych zaniedbań, które doprowadziły do pęknięcia wału przeciwpowodziowego.

Kilkuset z nich złożyło do Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu zbiorowy wniosek w tej sprawie. – Chcemy wiedzieć, dlaczego doszło do takiej sytuacji, kto za to odpowiada – mówi "Rz" Emilian Kukiełka z ulicy Grobla.

Część mieszkańców ma już własną teorię. – Władze Tarnobrzega i Sandomierza nie mogły ustalić granicy na wałach. Powstał bezpański odcinek wału wiślanego, który został przerwany – twierdzą.

Marta Wnuk-Walczak, zastępczyni szefa prokuratury w Tarnobrzegu, mówi "Rz", że sprawa zostanie zbadana. – Ja też jestem ofiarą powodzi i też chciałabym wiedzieć, czy dałoby się jej uniknąć – dodaje.

[srodtytul]Pewni, że wytrzyma [/srodtytul]

Granica między Sandomierzem a Tarnobrzegiem znajduje się w Koćmierzowie. Pół osiedla należy do jednego miasta, pozostała część do drugiego. To również granica dwóch województw: podkarpackiego i świętokrzyskiego. Tam w nocy 19 maja pękł wał.

Woda przerwała umocnienia ok. 100 metrów od granicy województw, po świętokrzyskiej stronie.

Już kilka godzin po przerwaniu wału w Koćmierzowie prezydent Tarnobrzega Jan Dziubiński wytykał sąsiadom: – Co z tego, że po podkarpackiej stronie Tarnobrzega wał został wzmocniony i podwyższony, gdy władze sąsiedniego Sandomierza nie zrobiły tego i zabrakło im determinacji, by odpowiednio zabezpieczyć go przed nadejściem dużej fali.

Janusz Kubiatowski, dyrektor świętokrzyskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Kielcach, przyznaje, że nikt nie spodziewał się aż tak dużej fali. – Ten świętokrzyski odcinek w Koćmierzowie został wyremontowany w 2001 roku i byliśmy pewni, że wytrzyma napór wody – mówi i zaznacza, że ZMiUW zlecił Politechnice Krakowskiej wykonanie ekspertyz. Mają wyjaśnić, dlaczego wał został przerwany.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Małgorzata Wajda, dyrektorka podkarpackiego ZMiUW w Rzeszowie, prosi, by nie obwiniać samorządów i instytucji administrujących wałami za skutki powodzi. – Jeżeli dostaliśmy zaledwie 20 procent środków potrzebnych na utrzymanie wałów, to o czyjej winie mówimy? – pyta.

Wajda przypomina, że już w lutym w związku ze śnieżną zimą wspólnie z marszałkiem Podkarpacia Zygmuntem Cholewińskim apelowała o pieniądze na zabezpieczenie wałów, przewidując, że wiosną może być wielka powódź. Ministerstwo Rolnictwa odpowiedziało, że ZMiUW na żadne dodatkowe pieniądze nie może liczyć.

[srodtytul]Atakują i bronią strażaków [/srodtytul]

Mieszkańcy zalanych terenów w Tarnobrzegu mają też pretensje do władz Sandomierza, że przed nadejściem ogromnej fali całą noc zabezpieczano wał po stronie podkarpackiej, a po stronie sandomierskiej strażaków wycofano i godzinę później woda przerwała tam umocnienia.

– Ja bardzo prosiłem kierującego akcją w nocy jeszcze o 3, zostańmy choćby pół godziny, bo tyle pracy włożonej, tyle wysiłku, może obronimy ten wał, bo ta woda przeciekała, przelewała się wierzchem, ale jednak padła komenda, że muszą schodzić – relacjonował Radiu RMF burmistrz Sandomierza Jerzy Borowski kilka godzin po zalaniu prawobrzeżnej części miasta.

– Pan tu nie będzie rządził – usłyszał burmistrz w sztabie. Tłumaczono, że trzeba było zadbać o bezpieczeństwo pracujących przy zabezpieczaniu wałów.

Strażaków, którzy brali udział w majowej akcji, bronią mieszkańcy prawobrzeżnego Sandomierza.– Gdyby rząd skierował większe siły i wojsko, to ten wał byśmy uratowali – powtarzają.

Część z nich uważa, że zostali zalani przez... Kraków. Tłumaczą, że to tam wysłano służby ratunkowe z całego kraju i wojsko. Dlatego – ich zdaniem – gdy kilka dni później wielka woda dopłynęła do Sandomierza, to już nie było komu bronić miasta przed zalaniem.

[srodtytul]Umoczeni w niecce [/srodtytul]

Powodzianie z pogranicza Tarnobrzega i Sandomierza uważają, że również teraz żyją na "bezpańskiej ziemi", bo nikt nie chce wypompować wody.

Wiceprezydent Tarnobrzega Wiktor Stasiak zaprzecza jednak, by istniał spór o to, kto ma usunąć wodę. – Jest wypompowywana, ale było jej tak dużo, że nie da się tego zrobić w jeden dzień – tłumaczy.

Przyznaje, że kilka lat temu istniała na tym terenie przepompownia, która pozwalała na odpływ nadmiaru wody. Została zlikwidowana, a śluzę zakopano, by woda nie zagrażała Hucie Szkła w Sandomierzu. Teraz na osiedlu Wielowieś woda zatrzymała się w niecce i nie ma gdzie odpływać. Niektórzy mieszkańcy od miesiąca nie mogą wrócić do domów. Domagają się od władz obu miast, by przekopano wał. By woda mogła wreszcie spłynąć z ich posesji.