Wydarzenia ostatnich dni związane z nowelizacją kodeksu karnego wywołują zdumienie i wprawiają w stan oszołomienia wszystkich, którzy choć trochę zajmowali się lub zajmują prawem karnym. Większość wypowiadających się na ten temat ekspertów zastrzega, że ich opinie mają charakter wstępny, a w miarę przebiegu procesu legislacyjnego, że nie są pewni, które z proponowanych zmian uznać można za nadal aktualne (zgłoszono bowiem szereg poprawek do projektu). Nie wchodząc w szczegóły licznych zmian, warto się pokusić o dwie refleksje natury ogólnej.

Czytaj także: Nowelizacja kodeksu karnego: ekspresowe zaostrzanie kar

Pierwsza z nich dotyczy kierunku wprowadzanej nowelizacji. Zmiany przepisów prowadzą do zaostrzenia zagrożenia karami, w tym przede wszystkim karą pozbawienia wolności, i to zarówno poprzez podniesienie górnej granicy, w jakiej może być orzekana, jak i dolnych progów wyznaczonych w konkretnych przepisach. Wiemy, że projekt i tempo jego uchwalania stanowić ma odpowiedź na ujawnioną skalę przestępczości wobec dzieci. Pierwszą reakcją każdego normalnego człowieka, który dowie się o krzywdzeniu dzieci, jest chęć surowego ukarania sprawcy. Tacy sprawcy rzeczywiście powinni być i są surowo karani. Najważniejsze przy tym jest, aby przestępstwa tego rodzaju były ujawniane, aby zawiadomienia o nich spotykały się z szybką i właściwą reakcją, oraz by w skuteczny sposób ścigać ich sprawców. Można przy tym także zastanawiać się nad zagrożeniem karą, choć jest to tylko jeden z elementów zwalczania przestępczości i to nie najbardziej skuteczny, w tym sensie, że sprawca z reguły nie kalkuluje, jaka potencjalna kara mu grozi, licząc na to, że nie zostanie ujęty i pociągnięty do odpowiedzialności.

Na tle społecznego oburzenia ujawnionymi przypadkami pedofilii i oczekiwania reakcji, także ze strony państwa, zaostrza się jednak kary wobec wszystkich sprawców przestępstw. Wejście w życie takich regulacji spowoduje statystyczny wzrost przeciętnie orzekanej kary pozbawienia wolności i istotnie zwiększy liczbę osób, które kary takie będą odbywać. Już w tej chwili jesteśmy w czołówce europejskich krajów, jeśli chodzi o liczbę więźniów na 100 tys. mieszkańców, a po wejściu w życie zmienionego kodeksu karnego mamy szansę na pozycje medalowe. Można sobie zadać pytanie, w jakich jeszcze kategoriach mamy na to szansę. Zwiększona liczba więźniów (nie słyszałem o szacunkach w tym zakresie załączonych do projektu) oznacza konieczność ich utrzymywania przez społeczeństwo, a także konieczność budowy nowych zakładów karnych, te, którymi dysponujemy, są na granicy wydolności, a liczba oczekujących na odbycie kary jest znacząca. Dyskutując na temat zmian, powinniśmy, jako społeczeństwo, brać to pod uwagę, a więc być świadomym konsekwencji.

Warto by w tym miejscu przeanalizować także dane dotyczące poziomu przestępczości w Polsce. Powinna to być podana do wiadomości publicznej rzetelna analiza przeprowadzona przez specjalistów – kryminologów, uwzględniająca wszystkie czynniki wpływające na wynik. Na podstawie ogólnie dostępnych danych można jednak twierdzić, że przestępczość w Polsce nie tylko nie rośnie, ale że jej poziom spada. Zadać sobie zatem można pytanie, po co zaostrzać odpowiedzialność karną. Czy wystarczającym powodem jest zaspokajanie oczekiwań społecznych i zyski natury politycznej? Czy zaostrzenie kar rzeczywiście ograniczy przestępczość, w tym przestępczość wobec dzieci? Czy jako społeczeństwo poczujemy się lepiej z surowym kodeksem karnym i armią więźniów?

Gdyby nawet odpowiedzieć twierdząco na zadane pytania, nie można uniknąć drugiej z zapowiadanych refleksji. Dotyczy ona sposobu i tempa uchwalania tak szeroko zakrojonych zmian w kodeksie karnym. Nie sposób ich zaakceptować. Prawo karne to dziedzina skomplikowana, przepisy kodeksu karnego stanowią pewną całość, oddziałują na siebie nawzajem i nawet drobne zmiany powodują często trudne do przewidzenia konsekwencje. Tego typu projekty wymagają choćby kilkutygodniowego namysłu różnych ekspertów, zarówno teoretyków, jak i praktyków. Ryzyko poważnych błędów wzrasta wraz z tempem procesu legislacyjnego. Respektując społeczną potrzebę sprawnego wprowadzania zmian, nie można odpowiedzialnie tworzyć prawa w taki sposób. Ośmiesza to Sejm i Senat, ośmiesza państwo jako takie. Warto zwrócić uwagę na liczbę poprawek do projektu. Czy rzeczywiście kilkumiesięczne konsultacje zniweczyłyby wartość w postaci szybkiej reakcji, czy z punktu widzenia dobra wspólnego warto ponosić ryzyko wprowadzenia do kodeksu przepisów błędnych, niespójnych, powodujących niezamierzone skutki?

Próbujmy zadawać te pytania sobie i przedstawicielom władzy i szukać na nie wspólnie odpowiedzi, spróbujmy zdystansować się od bieżących wydarzeń, od kalendarza wyborczego, spróbujmy nie traktować prawa karnego jako narzędzia do osiągania politycznych celów i twórzmy kodeks karny na miarę nie tyle bieżących oczekiwań, które, co naturalne, rodzą się na skutek ujawnianych wydarzeń, ile kodeks dostosowany do prawdziwego, statystycznie i naukowo zweryfikowanego obrazu społeczeństwa, a nadto kodeks spełniający minimalne wymagania co jego wewnętrznej spójności, stanowiący sprawne narzędzie służące ograniczaniu przestępczości. Tej całkiem zlikwidować się bowiem nie da, a prawo karne jest tylko jednym z narzędzi służących do jej zwalczania.

Autor jest sędzią Sądu Najwyższego orzekającym w Izbie Karnej i rzecznikiem prasowym SN