Pełnego otwarcia rynku pracy nie chciałoby tylko 15 proc. badanych – wynika z sondażu GfK Polonia dla „Rz”. 40 proc., mając wybór, wolałoby wprawdzie mieć szefa Polaka, ale ponad połowa deklaruje, że narodowość przełożonego nie ma dla nich znaczenia.

[wyimek]51 procent Polaków deklaruje, że narodowość szefa nie ma dla nich znaczenia [/wyimek]

Podobnie blisko połowa badanych nie zwraca uwagi na to, czy firma, z której usług korzysta, ma polskiego czy zagranicznego właściciela. Polskość firmy jest ważna dla 27 proc.

– Jeżeli naszym właścicielem są Amerykanie, sprzedajemy wyroby na całym świecie, to trudno, byśmy chcieli zamykać kraj przed fachowcami z innych krajów i przed zagranicznymi wyrobami – tłumaczy Adam, od 20 lat pracownik rzeszowskiej WSK. – To właśnie kryzys wymusza na ludziach kupowanie tanich wyrobów, a te przecież najczęściej pochodzą z Chin. 

Beata Cholewska, informatyczka z Kielc, pracowała w kilku polskich firmach, a od pół roku jest specjalistką w oddziale międzynarodowego koncernu. Głównym szefem jest Holender, a bezpośrednim kierownikiem Szwed. – Nie widzę większej różnicy między szefem Polakiem a Szwedem. Plusem jest to, że w pracy doskonalę angielski. – mówi. – Ale rachunek mam w polskim banku, bo zaoferował korzystny kredyt hipoteczny.

Polacy oczekują jednocześnie pełnego otwarcia europejskiego rynku pracy i dostępu do zagranicznych uczelni. 71 proc. uważa, że biorąc pod uwagę sytuację młodzieży w Polsce, studiowanie w innym kraju daje prawo do kontynuowania tam kariery zawodowej. Blisko dwie trzecie nie chce jednak, by ich dzieci wyemigrowały na stałe.

– Normalniejemy – ocenia krótko dr Krzysztof Pawłowski, prezydent Wyższej Szkoły Biznesu National-Louis University w Nowym Sączu.

– Stajemy się społeczeństwem otwartym – dodaje prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zwraca uwagę, by rozróżnić sferę zawodową i rodzinną. – Chcemy podróżować, kształcić się za granicą, robić tam karierę, ale na stałe mamy mieszkać blisko mamusi i tatusia – komentuje.