Reklama

Polacy i Amerykanie pokłócili się o SOFĘ

Podpisanie umowy się opóźnia, bo obie strony spierają się o interpretację zapisów dotyczących odpowiedzialności amerykańskich żołnierzy.

Aktualizacja: 10.12.2009 21:07 Publikacja: 10.12.2009 11:27

Polacy i Amerykanie pokłócili się o SOFĘ

Foto: AFP

Pod negocjowaną przez 14 miesięcy umową określającą status amerykańskich wojsk w Polsce (SOFA) mieli w czwartek złożyć podpisy wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski i podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń Ellen Tauscher. Jednak jak dowiedziała się „Rz” ze źródeł dyplomatycznych, Amerykanie w nocie dyplomatycznej poinformowali, że inaczej niż Polska interpretują zapisy porozumienia dotyczące jurysdykcji nad żołnierzami USA.

MSZ, MON i amerykańska ambasada odmówiły dziś jakichkolwiek informacji na ten temat. Nieoficjalnie mówiono o „błędach redakcyjnych i błędach w tłumaczeniu”. W środę z ambasadorem USA w Polsce spotkał się wiceminister Komorowski, który prowadził negocjacje w sprawie umowy. W czwartek przez cały dzień trwały w MON gorączkowe polsko-amerykańskie rozmowy, które miały przełamać impas. Włączył się w nie nawet szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, który spotkał się z Tauscher.

Umowa SOFA (Status of Forces Agreement) określa warunki pobytu w Polsce żołnierzy, personelu cywilnego, członków rodzin i pracowników kontraktowych. Porozumienie otwiera drogę do umieszczenia w Polsce wyrzutni rakiet Patriot, które mają być obsługiwane przez 100 Amerykanów, a w przyszłości także innych jednostek USA. Ustalanie szczegółów porozumienia zajęło 14 miesięcy. Odbyło się 12 rund negocjacyjnych. Najtrudniejsza okazała się właśnie sprawa odpowiedzialności karnej amerykańskich żołnierzy bazy. Negocjacje zakończyły się w połowie listopada. Szef MON Bogdan Klich zapewnił, że Polska uzyskała korzystne warunki, które jako jedyni zdołali wcześniej wywalczyć Hiszpanie.

Polska miała uzyskać pierwszeństwo w sądzeniu amerykańskich żołnierzy, którzy nie będąc na służbie, popełniliby poza bazą przestępstwo. Na prośbę USA mogłaby się zrzec tego prawa, gdyby uznała, że sprawa nie jest dość poważna.

– Takie umowy obowiązują w wielu krajach, nie tylko w Hiszpanii. Różnice dotyczą szczegółów. Niektóre kraje, jak Węgry, automatycznie zrzekły się prawa do stawiania Amerykanów przed sądem i tylko w nadzwyczajnych okolicznościach mogą próbować je uzyskać. W praktyce to dość trudne. Można też zachować prawo do sądzenia obywatela USA i według własnego uznania, na prośbę USA, z niego rezygnować – mówi „Rz” dr Aurel Sari, prawnik z brytyjskiego uniwersytetu w Exeterze specjalizujący się w tej problematyce. Ta druga zasada obowiązuje m.in. w Hiszpanii, Niemczech czy Korei Południowej. Jednak to, kiedy kraj goszczący Amerykanów rezygnuje z prawa do ich sądzenia, nie jest jasne.

Reklama
Reklama

– To decyzja polityczna, która nie jest sprecyzowana, więc może być powodem różnych sporów. Jedno jest pewne. Amerykanie zawsze starają się mieć maksymalną jurysdykcję nad swoimi żołnierzami – mówi Sari.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama