– Wyjaśnienie przyczyn katastrofy rządowego samolotu będzie wymagało żmudnej pracy i nie nastąpi w najbliższym czasie – powiedział prokurator generalny Andrzej Seremet na wczorajszej konferencji.
Katastrofę tupolewa, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, badają prokuratury obu państw. Główne śledztwo prowadzi rosyjska i to w jej dyspozycji znajdują się wszystkie zebrane w jego trakcie dowody rzeczowe. Choć nasi prokuratorzy brali udział m.in. w zabezpieczaniu miejsca katastrofy, przesłuchaniach rosyjskiej obsługi lotniska, wszystko, co dotąd zgromadzono w śledztwie, należy do strony rosyjskiej.
– Bez jej zgody nie możemy upubliczniać treści dowodów – wyjaśniał płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie toczy się odrębne śledztwo.
Nasza prokuratura czeka na materiały od rosyjskich śledczych. – Wystąpiła już do Rosji o wszystkie istotne dowody zabezpieczone przez stronę rosyjską – wyjaśniał Seremet. Chodzi m.in. o protokoły przesłuchań, oględzin i materiały fotograficzne. Śledczy czekają głównie na analizy czarnych skrzynek tupolewa. – Jeszcze dzisiaj skierujemy wniosek do strony rosyjskiej o udostępnienie wstępnej analizy zapisanych przez rejestratory lotu rozmów – mówił prokurator generalny. Jak wyjaśnił, chodzi o stenogramy zapisów rozmów, a nie same skrzynki. Kiedy je otrzymamy? – Liczę, że Rosjanie przekażą zapisy w stosunkowo krótkim czasie – zaznaczył Seremet.
Czy przyniosą one przełom w śledztwie? – Po poznaniu zapisów z czarnych skrzynek wiele się wyjaśni – uważa Aleksandr Koronczik, były pilot myśliwców ze Smoleńska. – Trzeba nałożyć rozmowę na parametry lotu i sprzętu, to, na jakiej wysokości pilot dostał jaką informację. Należy też wziąć pod uwagę specyfikę ludzkiej natury, co mógł pomyśleć pilot – miał przecież tylko kilka sekund na reakcję.