– Praca wre, szkoda każdej godziny – mówił wczoraj Donald Tusk w drodze do Belwederu. Premier o nowym rządzie rozmawiał z Bronisławem Komorowskim. Prezydent przed spotkaniem podkreślał, że zależy mu na jak najszybszym wyłonieniu nowego premiera, który będzie dysponował większością w parlamencie.
– Logika wskazuje, iż kandydatem zostanie szef zwycięskiej partii – PO, obecny szef rządu Donald Tusk – mówił prezydent.
– Premierowi nie bardzo podobały się słowa dystansującego się prezydenta – twierdzi polityk z otoczenia szefa rządu. A jak wynika z informacji "Rz", do poważnego zgrzytu doszło podczas rozmowy w Belwederze.
– Komorowski oznajmił, że najpierw chce przeprowadzić konsultacje z klubami parlamentarnymi, a potem po ogłoszeniu oficjalnych wyników przez PKW zapowie powierzenie Tuskowi misji tworzenia nowego rządu – opowiada polityk z otoczenia premiera.
To miało zdenerwować lidera PO. Po półgodzinie Tusk szybko opuścił Belweder.
Po południu miał umówioną rozmowę o koalicji z liderem PSL Waldemarem Pawlakiem.
Ludowcy zapowiadają, że chcą 20 proc. władzy, czyli czterech ministerstw.
Zabiegają o utrzymanie resortów, którymi kierowali do tej pory: gospodarki oraz funkcji wicepremiera dla Pawlaka, rolnictwa i pracy. Poza tym chętnie wzięliby ministerstwo, które powstanie z podziału innych – premier ma takie plany m.in. wobec resortu infrastruktury.
– Nie sfinalizowaliśmy rozmowy – mówił Pawlak po spotkaniu. I zapowiedział, że kolejne odbędzie się po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów.
– Zrobili słaby wynik, na więcej, niż mieli, raczej nie mają co liczyć – komentuje polityk Platformy. – Zawsze w odwodzie mamy Ruch Palikota i SLD, z którymi też możemy zrobić koalicję.
Zanim prezydent przyjął premiera, zdążył porozmawiać z Grzegorzem Schetyną. Mieli mówić o zwycięstwie PO i obsadzie stanowisk.
– Schetyna chce utrzymać funkcję marszałka Sejmu – zdradza "Rz" polityk z jego otoczenia.
Nieoficjalnie wiadomo, że w tej sprawie może liczyć na wsparcie Komorowskiego. Ale o wskazaniu kandydata zdecyduje Tusk.
Nieoficjalnie wiadomo, że funkcją marszałka zainteresowani są także minister zdrowia Ewa Kopacz i minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Kopacz była wczoraj gościem w Kancelarii Premiera, natomiast nie doszło do zapowiadanej na wieczór rozmowy Tuska ze Schetyną. Spotkanie przeniesiono na dziś – wynika z informacji "Rz".
Politycy z otoczenia premiera twierdzą, że lider PO, odwołując anonsowane w mediach przez Schetynę spotkanie, chciał zamanifestować swą przewagę w partii. Pozycja marszałka Sejmu w Platformie się umocniła, bo jego współpracownicy osiągnęli w wyborach dobre wyniki.
Uchodzący za polityka bliskiego Schetynie minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zdystansował Cezarego Grabarczyka startującego w Łodzi z pierwszego miejsca.
W Krakowie Jarosław Gowin przeskoczył Ireneusza Rasia, w Lublinie Joanna Mucha – Magdalenę Gąsior-Marek, a na Podlasiu Robert Tyszkiewicz – tamtejszego lidera PO Damiana Raczkowskiego.
– Na tle rewelacyjnego wyniku Platformy w skali kraju jej wynik w Małopolsce można nazwać połowicznym sukcesem – mówi "Rz" Gowin, wiceszef małopolskiej PO. – W Krakowie mamy jeden mandat więcej, ale w Małopolsce przegraliśmy z PiS.
Na Podlasiu Tyszkiewicz najprawdopodobniej będzie się domagał zjazdu nadzwyczajnego, by spróbować odebrać przywództwo Raczkowskiemu, który uchodzi za polityka z otoczenia premiera.
We wszystkich regionach współpracownicy Tuska i Schetyny liczą szable.
– Ważne jest zaplecze w partii i klubie, a nie liczba głosów – kwituje jeden z posłów bliższych premierowi.
Wiadomo, że otoczenie ministra infrastruktury będzie zabiegać dla niego o funkcję w rządzie. – Cezaremu Grabarczykowi należy się ministerstwo, które pozwoliłoby mu oddać do użytkowania drogi i autostrady, których budowę rozpoczął – mówi Andrzej Biernat, lider łódzkiej PO. – Nikt tak jak on nie zna się na prowadzeniu negocjacji i prawnym przygotowaniu tych inwestycji.