Akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku – gdy Amerykę ogarnęła gorączka nafty. Jednym z ludzi, którzy na pustkowiach Kalifornii zawzięcie poszukują złóż ropy, jest Daniel Plainview (Day-Lewis).
To typ bezwzględny, zimny i enigmatyczny. Jeździ od osady do osady, szukając roponośnych gruntów. W każdej z nich roztacza przed mieszkańcami wspaniałą wizję rozwoju. Przedstawia się jako człowiek rodzinny (ukrywa, że jego syn jest adoptowany), szanujący tradycyjne wartości. A potem zapowiada, że dzięki wydobyciu ropy miasteczka rozwiną się w metropolie.
To pozór. Plainview chce tylko dobrać się do ropy. Gardzi ludźmi, bo – jak zaznacza – widzi w nich to, co najgorsze. Planuje się wzbogacić, ale pieniądze i władzę traktuje jako środek do celu – pragnie mieć ich tyle, by wreszcie uciec od ludzi, całkowicie się od nich odgrodzić.
Realizuje swoje marzenie z przerażającą wręcz konsekwencją. Na jego drodze staje Eli, kaznodzieja Kościoła Trzeciego Objawienia (Dano), który też jest bezwzględnym hochsztaplerem. W końcu dochodzi do konfrontacji dwóch potworów w ludzkiej skórze...
Wizja przedstawiona przez Andersona uderza w mit Ameryki, która zrodziła się dzięki ideałom wolności, zdrowej konkurencji. Hollywoodzkie kino podważało to wyobrażenie wielokrotnie. Jednak Anderson wprowadza nowy ton. Nie tyle polemizuje z amerykańskim snem o sukcesie, ile go unicestwia.
Paul Thomas Anderson nawiązuje do obecnej sytuacji kraju, w którym wygasł optymizm, m. in. z powodu wojny, ujawnianych przez media afer dużych korporacji. Jakby wskazywał, że źródła kryzysu tkwią w jego tożsamości i korzeniach.
Film jest rewelacyjnie sfotografowany, a rola Daniela Day-Lewisa to majstersztyk.
Niestety, starcie głównych bohaterów ogląda się bez emocji. Są tak nieludzcy, że nie sposób przejąć się ich losami.
Dramat. USA 2007, reż. Paul Thomas Anderson, wyk. Daniel Day-Lewis, Paul Dano
Cinema City: Arkadia, Galeria Mokotów, Sadyba, Kinoteka, Multikino: Ursynów, Złote Tarasy, Silver Screen Puławska