Reklama

Armia musi pożyczać lekarzy

Polskich żołnierzy będą leczyć Ukraińcy. Eksperci: brak polskich lekarzy to skandal

Publikacja: 09.04.2010 03:37

Polski żołnierz w Afganistanie

Polski żołnierz w Afganistanie

Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys

Minister obrony Bogdan Klich zawarł wstępne porozumienie z Ukrainą, która zgodziła się wypożyczyć na potrzeby polskiej misji w Afganistanie swoich wojskowych lekarzy. Mieliby służyć w szpitalu polowym w polskiej bazie Ghazni. [wyimek]MON szukał przede wszystkim ortopedów, chirurgów i anestezjologów[/wyimek]

– To projekt porozumienia między Polską a Ukrainą – potwierdza informacje „Rz” Janusz Sejmej, rzecznik prasowy MON. – Chodzi o zwiększenie zabezpieczenia medycznego naszych żołnierzy na misji. Tym bardziej że ruszył właśnie w Ghazni bardzo nowoczesny szpital polowy.

Sejmej dodaje, że szczegóły współpracy są „w fazie ostatecznej akceptacji”. – Uzgodniliśmy już, że strona polska będzie zabezpieczała transport ukraińskich lekarzy do Afganistanu. Natomiast ich wynagrodzenie pokryje strona ukraińska – zaznacza. – Nie jesteśmy jeszcze w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy będzie to współpraca długofalowa.

Były minister obrony Ukrainy Anatolij Hrycenko mówi „Rz”, że ich lekarze wojskowi już leczą w Afganistanie w litewskiej strefie. – Są dobrymi i uznanymi fachowcami – podkreśla Hrycenko. Nie jest zaskoczony tym, że ukraińscy medycy mają jechać do polskiego szpitala w Ghazni.

Janusz Zemke, eurodeputowany SLD, uważa, że sytuacja, w której polskie wojsko musi prosić o pomoc Ukrainę, by zabezpieczyć medycznie misję, źle świadczy o stanie wojskowej służby zdrowia.

Reklama
Reklama

– Sądzę, że dzieje się tam coś niedobrego – podejrzewa.

Jak ustaliła „Rz”, resort obrony poprosił władze Ukrainy o wypożyczenie lekarzy konkretnych specjalizacji, których brakuje w polskiej armii. MON szczególnie zależało na ortopedach, chirurgach i anestezjologach.

Niebawem zacznie służyć w Afganistanie siódma zmiana polskich żołnierzy. W szpitalu polowym w Ghazni powinno nad ich zdrowiem czuwać 15 wojskowych medyków. Tymczasem armia wciąż ma kłopot ze znalezieniem chętnego do wyjazdu anestezjologa i szefa wydziału służby zdrowia w kontyngencie.

– Pozyskanie anestezjologa jest ważne, ale funkcjonujący w bazie Ghazni szpital polowy jest pod tym względem zabezpieczony dzięki współpracy sojuszniczej – uspokaja mjr Piotr Jaszczuk z wydziału prasowego Dowództwa Operacyjnego.

Dlaczego brakuje wojskowych lekarzy? Bo uciekają do cywila. Gdy zrzucają mundury, ich zarobki wzrastają nawet trzykrotnie.

– Moi koledzy, którzy niedawno odeszli z wojska, są teraz ordynatorami w kilku cywilnych szpitalach w pobliżu Warszawy – mówi „Rz” jeden z wojskowych lekarzy. – Przede wszystkim więcej zarabiają, ich dochody nie są już uzależnione wyłącznie od stopnia.

Reklama
Reklama

– Od kilku lat systematycznie niszczono wojskową służbę zdrowia i pozbywano się najbardziej wykwalifikowanego personelu – komentuje gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. – Efekt jest taki, że polska armia teraz nie jest w stanie zabezpieczyć medycznie naszych żołnierzy w Afganistanie. To, że przez te zaniedbania musimy prosić o pomoc Ukraińców, uważam za olbrzymi skandal.

Podobnego zdania jest wiceszef BBN Witold Waszczykowski: – Niedopuszczalną sytuacją jest to, że nasza armia sama nie potrafi zapewnić pełnej opieki medycznej własnym żołnierzom.

Za opiekę medyczną w armii odpowiada Inspektorat Wojskowej Służby Zdrowia. Jego przedstawiciele nie odpowiedzieli „Rz” na pytania dotyczące kłopotów z leczeniem żołnierzy.

[ramka][srodtytul]Szpitalna droga rannych na misjach[/srodtytul]

Gdy polski żołnierz służący w Afganistanie zostanie ranny, pomocy udzielają mu sanitariusz lub ratownik medyczny, którzy muszą być w każdym plutonie. Potem wzywany jest śmigłowiec medyczny w ramach procedur MEDEVAC (ang. Medical Evacuation). Do niedawna w polskiej strefie nie było szpitala polowego, więc rannych zabierano do najbliższego, najczęściej amerykańskiego. Lekarze oceniają stan żołnierza i decydują o dalszym leczeniu. Ranni najczęściej są transportowani do szpitala w afgańskim Bagram, a potem do Ramstein w amerykańskiej bazie w Niemczech. Tam mogą przebywać nawet kilka miesięcy. Żołnierze opowiadają anegdotę o Polaku, który trafił tam na dłużej. – Nie mówił po angielsku, więc nie potrafił powiedzieć, że jest głodny. Schudł 18 kg – żartują.

Gdy stan żołnierza jest stabilny, polskie wojsko powinno go przewieźć z Niemiec do kraju.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama