Reklama
Rozwiń
Reklama

Cała Polska jechała do Krakowa

Rowerem, koleją, wozem strażackim... Parę prezydencką żegnali żałobnicy z wielu zakątków kraju

Publikacja: 19.04.2010 03:39

Z Warszawy do Krakowa wyjechał specjalny pociąg

Z Warszawy do Krakowa wyjechał specjalny pociąg

Foto: Fotorzepa, Pio Piotr Guzik

– Goździki jednak przetrwały całonocną podróż – cieszyły się Halina Malinowska i Eugenia Bachan, które z biało-czerwonym bukietem przyjechały z Gorzowa Wielkopolskiego. – Bo goździki to najtrwalsze kwiaty. Przekonywała nas do tego kwiaciarka. Widząc, że bukiet jest biało-czerwony, zorientowała się, że to na pogrzeb, i się do niego dołożyła – relacjonują.

Rano na krakowskim dworcu planowały: – Ustawimy się koło Franciszkańskiej, może uda nam się rzucić kwiaty przed kondukt. Potem może wejdziemy na Wawel. Grunt, że tu jesteśmy i możemy pożegnać naszego prezydenta.

[srodtytul]Lekcje patriotyzmu[/srodtytul]

Na krakowskim dworcu z wielu pociągów wysiadały całe rodziny. Dla Marii Czyżyckiej z Dobrociesza (Małopolska) najważniejsze jest, by jej dzieci zapamiętały to, co teraz się dzieje w Polsce.

– Chciałam im pokazać tę atmosferę, żeby poczuły siłę patriotyzmu – mówi. Swoją trójkę: 12-letnią Małgosię, 13-letnią Annę i dziesięcioletniego Romana obudziła o czwartej rano.

Reklama
Reklama

Państwo Jankowscy z Łagiewnik na Dolnym Śląsku także przyjechali do Krakowa całą rodziną, już w sobotę. Zatrzymali się u krewnych. W niedzielę rano z flagami i żółtymi tulipanami ustawili się na trasie orszaku pogrzebowego z lotniska na Rynek. – Tu, w Krakowie, jest fantastyczna atmosfera, a ludzie są w tych dniach wobec siebie tak bardzo mili – opowiadali.

Aż z Żukowa koło Gdańska jechała rodzina Regnickich. Podróż zabrała im 12 godzin. Katarzyna i Rafał Regniccy zabrali ze sobą dziesięcioletnią córkę Roksanę. – Po prostu musieliśmy tu być. Są takie momenty w historii Polski, w których powinno się uczestniczyć osobiście. Oglądanie ich w telewizji to nie to samo. Mam nadzieję, że nasza córka po latach będzie dumna z tego, że brała udział w tym wydarzeniu – mówi pan Rafał.

Rodzinę czekała długa powrotna droga na Pomorze. – Prosto z drogi trzeba będzie iść do pracy. Ale nie narzekamy – dodaje pani Katarzyna.

[srodtytul]Weekend dla prezydenta[/srodtytul]

Wśród tych, którzy przyjechali do Krakowa, wielu było także w sobotę na placu Piłsudskiego w Warszawie. Jak Paulina Nowacka, studentka z Łodzi. – Przyjechałam z szóstką przyjaciół. Trochę jesteśmy zmęczeni, ale to tak wyjątkowa sytuacja, że nie warto o tym mówić. Trzeba tu być, to kwestia patriotyzmu – twierdzi.

Krystyna i Henryk Szetela z Fałkowic (Opolskie) byli w drodze od piątku. Najpierw pojechali do Warszawy, potem do Krakowa. – Postanowiliśmy ten jeden weekend w życiu poświęcić naszemu prezydentowi. Patriotyzm i miłość do ojczyzny mamy wpajane z pokolenia na pokolenie – mówi pani Krystyna, której ojciec był żołnierzem AK.

Reklama
Reklama

Karol Wójcik z Milanówka pod Warszawą stał w piątek wiele godzin w kolejce do Pałacu Prezydenckiego. Do Krakowa przyjechał autokarem z grupą przyjaciół. Na Rynek maszerowali z wielkimi biało-czerwonymi flagami. – W tych dniach Polacy poczuli się wspólnotą. Ta bolesna tragedia pozwoliła narodowi pokazać jego wartości – mówi.

Były i takie rodziny, które podzieliły się, by uczestniczyć w obydwu uroczystościach pogrzebowych. – Pół naszej rodziny pojechało do stolicy, a ja z córeczką przyjechałam do Krakowa – opowiada Marzena Pelc-Dymon z Rzeszowa.

[srodtytul]Uścisk ręki[/srodtytul]

Niektórzy rodacy byli gotowi znieść wiele niedogodności, byle znaleźć się jak najbliżej bazyliki Mariackiej. Marek Dłużniewski z bratem i kolegą dotarli do Krakowa w nocy z soboty na niedzielę. – Od 3 w nocy czekaliśmy na wejście na Rynek. Było potwornie zimno, ale daliśmy radę – opowiada. – Nie zawsze zgadzałem się z Lechem Kaczyńskim, ale i tak moim zdaniem był najlepszym prezydentem w III RP. Jego śmierć to ważny symbol – mówi Dłużniewski.

– Wyjechaliśmy z Poznania w piątek wieczorem. W sobotę byliśmy na uroczystościach w Warszawie, udało nam się też pożegnać w Pałacu Prezydenckim Lecha i Marię Kaczyńskich – opowiada pan Marek.

Tysiące gości przyjechało do Krakowa już w sobotę. Mimo że nie mieli zarezerwowanego noclegu i ryzykowali spędzenie nocy na chłodzie.

Reklama
Reklama

– Okazało się, że z noclegiem nie ma problemu, bo mieszkańcy miasta zapewnili darmową gościnę. Obraz przedstawiany w mediach, jakoby nie chcieli oni pochówku prezydenckiej pary na Wawelu, jest fałszywy. Spotkaliśmy dziesiątki osób i wszyscy cieszą się, że pan prezydent z żoną spoczną właśnie tutaj – dodaje pani Karolina, która ze znajomymi przyjechała z Sycowa (Dolnośląskie). – Jestem zachwycona życzliwością krakowian – mówi. Opowiada, jak w sobotę wraz z młodymi mieszkańcami Krakowa chodziła po mieście i rozklejała nekrologi Lecha i Marii Kaczyńskich.

W kolejce do wejścia na Rynek wspominano prezydenta. – Rok temu, podczas wizyty w naszym mieście, osobiście się ze mną przywitał – wspomina Stanisław Niziołek z Tarnobrzegu. – Był szpaler ludzi, tyle rąk wyciągniętych. Miałem szczęście być najbliżej. Zresztą minister Stasiak i poseł Gosiewski też się wtedy ze mną przywitali.

Jego żona Anna dodaje: – Przyjechaliśmy, żeby oddać hołd prezydentowi. Za uczciwość i patriotyzm.

Jan Joniak z Polańczyka w Bieszczadach rozmawiał z prezydentem półtorej godziny. – W 2002 roku w Sopocie. Nie był jeszcze prezydentem. Dyskutowaliśmy o bieszczadzkich problemach – opowiada pan Jan, który redaguje bieszczadzką gazetkę „Echo Zielonych Wzgórz”. – Ale do Krakowa przyjechałem prywatnie, by ostatni raz pokłonić się parze prezydenckiej. Ja tu musiałem być – opowiada.

Jednak większość żałobników znała parę prezydencką tylko z telewizji. Tak jak Czesław, który przyjechał z kolegami i koleżankami z I LO w Rzeszowie. – Chcieliśmy koniecznie być w tym dniu w Krakowie. Kto ma brać udział w takich uroczystościach, jak nie młodzi, którzy mają dużo sił – mówi. – Atmosfera jest niesamowita. Ludzie się modlą, niektórzy płaczą, ale większość jest po prostu dumna, że Polacy potrafią się w takich chwilach tak świetnie zachować. Mam nadzieję, że trochę tego w nas zostanie – dodaje jego kolega Hubert.

Reklama
Reklama

W Krakowie nie zabrakło harcerzy, związkowców, górali. Strażacy ochotnicy z Nowego Targu przyjechali wozem strażackim. – Mamy sztandar. Trzeba godnie uczcić pamięć prezydenta, jego małżonki, prezydenta na uchodźstwie i wszystkich tragicznie zmarłych – mówił Jan Buczkowicz, prezes zarządu powiatowego straży pożarnej w Nowym Targu.

W Krakowie zaznaczali swoją obecność także mieszkańcy stolicy. Przed Rynkiem jeden z nich stał w stroju powstańca warszawskiego. Rozdawał biało-czerwone naklejki z symbolem Polski Walczącej. Nosili je też obcokrajowcy – para staruszków z Japonii, młoda Amerykanka. – Przeżywam tę tragedię z wami – mówiła. – Cały świat jest poruszony. Dzwonią przyjaciele, pytają o Katyń i są pod wielkim wrażeniem tego, jak Polacy przeżywają żałobę.

[i]gur, ma.go.[/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama