Rz: Niedługo minie miesiąc od tragedii w Smoleńsku. W Polsce wciąż wspominamy 96 ofiar. Nie za długo? Przecież od dnia katastrofy codziennie umierają kolejni ludzie.
o. Maciej Zięba:
Każda śmierć jest dramatem i każda powinna być pamiętana. Ale tragedia w Smoleńsku była czymś bezprecedensowym w historii Polski, a nawet w historii powszechnej. Przeżywamy ją wspólnie, dotyka ona całego narodu, a nie tylko kręgu rodziny i znajomych. To fundamentalna różnica.
Wspólne przeżywanie tej tragedii usprawiedliwia przedłużanie żałoby?
Nie da się zadekretować tego, czy przeżywamy za dużo czy też za mało żałoby. To jest naturalne, spontaniczne zjawisko społeczne. Byłoby niemądrą rzeczą wydłużanie żałoby na siłę, kreowanie i wzmacnianie jej w sposób sztuczny. Jednak równie niemądrą rzeczą jest krytykowanie faktu żałoby, insynuowanie, że to jakieś niezdrowe polskie upodobanie w celebrowaniu żałoby czy w świętowaniu porażek.
Kiedy skończy się żałoba?
Nikt tego nie wie. Ja w klapie wciąż noszę czarną wstążkę i nie wiem, kiedy ją zdejmę. Tego się nie planuje. Dzisiaj wciąż jest we mnie jakaś wyrwa, jakieś poczucie pustki. To naturalna reakcja, przecież tak wiele osób, które dobrze znałem, było na pokładzie tego samolotu.
Niektórzy są już zmęczeni. Na przykład politolog Radosław Markowski obliczył, że od 10 kwietnia zmarło w Polsce ponad 30 tys. ludzi, którzy pozostawili w żałobie kilkaset tysięcy swoich bliskich. Domagał się więc, występując w Radiu TOK FM, aby nie przesadzać z żałobą po tych 96 ofiarach wypadku pod Smoleńskiem i wrócić do normalnej polityki.
Też jestem zmęczony żałobą. Nikt z nas jej nie zaplanował. Żałoba nie jest niczym miłym. Śmierć 96 osób w katastrofie poruszyła miliony Polaków i ten fakt nie ma nic wspólnego z polityką, acz rzutuje na kampanię wyborczą. Powtarzam jednak: każda indywidualna śmierć jest tragedią, ale ta pod Smoleńskiem była tragedią narodową. To nie patos, to opis faktu.