[b]Rz: Korea Północna ostrzelała Koreę Południową. To próba wywołania wojny?[/b]
[b] Dr Werner Pfennig:[/b] Wątpię. Dla mnie ten atak to część strategii Phenianu, która służy przede wszystkim potrzebom wewnętrznym. Władze Korei Północnej działają tak od lat: atak i rozmowy, brutalne prowokacje i siadanie do stołu rozmów. Nie tak dawno Phenian zatopił południowo-koreański okręt. W 1983 roku reżim Kim Ir Sena kazał dokonać zamachu na południowokoreańską delegację w Birmie. Zginęło 21 osób. Z tego powodu też nie wybuchła wojna. Jest to więc kolejna demonstracja siły, która ma pokazać, że kraj jest suwerenny, potrafi się obronić i nie da sobie niczego narzucić przez południowych sąsiadów i Zachód. W ten sposób Phenian nie traci twarzy, zasiadając do negocjacji. Niedługo mają być wznowione rozmowy sześciostronne w sprawie programu atomowego Korei Północnej. Ostrzał wyspy ma przestrzec Zachód przed wywieraniem w tej sprawie zbyt wielkiej presji.
[b] Zachód znów da się nabrać na ten szantaż?[/b]
Zachód nie ma innego wyjścia. Chinom nie zależy na tym, by reżim północnokoreański upadł, bo zaleją je setki tysięcy wygłodzonych uciekinierów. Więc po cichu, za kulisami, go wspierają. Dlaczego nigdy nie udało się uchwalić w Radzie Bezpieczeństwa ONZ ostrej rezolucji przeciwko Korei Północnej? Bo Chiny i Rosja na to nie pozwoliły. Kilka dni temu amerykańskiemu naukowcowi pokazano w Korei Północnej nowoczesne instalacje atomowe z setkami wirówek. Kto dostarczył tę technologię? Ja postawiłbym na Pekin.
[b] Pozostają sankcje gospodarcze...[/b]