Reklama
Rozwiń
Reklama

USA: Co tym razem ujawniło WikiLeaks

Putin to „samiec alfa”, Sarkozy – „nagi cesarz”. Tak między sobą nazywają ich amerykańscy dyplomaci

Aktualizacja: 29.11.2010 12:53 Publikacja: 29.11.2010 03:33

USA: Co tym razem ujawniło WikiLeaks

Foto: AFP

Z not dyplomatycznych przesyłanych z rozsianych po całym globie placówek dyplomatycznych można się również dowiedzieć, że prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew jest „niezdecydowany” i brakuje mu „brawury” Putina. Niemiecka kanclerz Angela Merkel została przedstawiona jako osoba, która „unika ryzyka i jest mało kreatywna”. Przywódca Afganistanu Hamid Karzaj to według Amerykanów „paranoik”, a o prezydencie Iranu Mahmudzie Ahmadineżadzie amerykańscy dyplomaci mają mówić per „Hitler”.

Z raportów wyłania się też niepochlebny obraz premiera Włoch Silvia Berlusconiego, który w notach dyplomatycznych ma być przedstawiany jako „nieodpowiedzialny, próżny i nieskuteczny lider współczesnej Europy”, któremu zamiłowanie do nocnych zabaw nie pozwala na dostateczny wypoczynek.

W telegramach do Departamentu Stanu można też – według dziennikarzy, którzy mieli do nich dostęp – przeczytać o bardzo bliskich związkach między Putinem a Berlusconim, w tym m.in. o drogich prezentach i lukratywnych kontraktach energetycznych. Amerykanie napisali nawet, że Berlusconi „zdaje się w coraz większym stopniu stawać rzecznikiem Putina” w Europie.

Są w nich też podejrzenia o związki między rosyjskim rządem a grupami przestępczymi. A także informacje, że Biuro Polityczne Chin rozkazało przeprowadzenie internetowego ataku na Google’a, chińscy hakerzy włamują się m.in. na serwery amerykańskiego rządu, a także komputery ludzi Dalajlamy.

[srodtytul]O atomie, papieżu i Turcji[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Uzyskane przez WikiLeaks raporty zdradzają też, że król Bahrajnu i książę Abu Dhabi przekonywali USA do ataku na Iran. O to samo miał również apelować król Arabii Saudyjskiej Abdullah, wzywając Amerykanów do „odcięcia wężowi głowy”. Z not dyplomatycznych wynika także, że Amerykanie próbowali od 2007 roku usunąć z jednego z pakistańskich reaktorów wysoko wzbogacony uran, obawiając się, że mógłby zostać użyty do produkcji bomby atomowej. Według włoskiego dziennika „La Stampa” jest tam także notka wysłana w 2005 r. przez ambasadę USA przy Stolicy Apostolskiej do Waszyngtonu, z której wynika, że wybór kardynała Josepha Ratzingera na papieża był dla Amerykanów „szokiem”.

Publikacja not nie poprawi też i tak ostatnio napiętych relacji między Waszyngtonem a Ankarą. Według amerykańskich dyplomatów turecki premier Recep Tayyip Erdogan zrobił fortunę na prywatyzacji państwowych firm, a teraz dąży do islamizacji kraju. Amerykanie mają też mieć wątpliwości, czy Erdogan jest partnerem, któremu USA mogą ufać.

[srodtytul]Zapobiec publikacji[/srodtytul]

Nic więc dziwnego, że Waszyngton ostrzegł sojuszników przed „wybuchową” zawartością dokumentów, a władze USA do ostatniej chwili próbowały zapobiec publikacji setek tysięcy tajnych dokumentów. „Te noty mogą narazić na szwank prywatne rozmowy z przedstawicielami obcych rządów oraz liderami opozycji” – oświadczył Biały Dom, przyznając, że obecny przeciek może mieć dużo poważniejsze konsekwencje od dwóch poprzednich serii dokumentów opublikowanych przez WikiLeaks, a dotyczących wojen w Iraku i Afganistanie. I to nie tylko dlatego, że przeznaczony do ujawnienia zbiór dokumentów jest siedem razy większy niż wcześniejsze przecieki. Według przedstawicieli portalu upublicznione noty dyplomatyczne mogą bowiem „zmienić świat”.

Do ostatniej chwili władze USA próbowały przekonać administratorów WikiLeaks, by jednak zrezygnowali ze swych zamiarów. W sobotę wieczorem doradca prawny Departamentu Stanu USA Harold Koh wystosował do Assange’a list, w którym wyjaśnił, że ujawnienie dokumentów „będzie stanowiło pogwałcenie prawa amerykańskiego” i „będzie miało poważne konsekwencje”. Bo zagrażają życiu „niezliczonych niewinnych ludzi”. Nie przyniosło to efektu.

[srodtytul]Codziennie nowe noty[/srodtytul]

Reklama
Reklama

– Dokumenty, które mamy zamiar ujawnić, dotyczą wszystkich wielkich tematów – zapowiedział wczoraj szef portalu Julian Assange w trakcie wideokonferencji zorganizowanej dla dziennikarzy w Jordanii. Według brytyjskiego „The Sunday Telegraph” władze USA czeka więc teraz ponad tydzień żenujących rewelacji, bowiem dokumenty mają zostać opublikowane tylko w części. – „Będą publikowane tematycznie. Codziennie inna odsłona tajnej dyplomacji” – informuje gazeta. W sobotę przez chwilę na stronach internetowych „Der Spiegel” pojawił się fragment przygotowywanej publikacji z informacją, że chodzi o przeszło ćwierć miliona depesz dyplomatycznych, z czego ponad 20 tys. to „tajne”, choć nie ściśle tajne dokumenty. Większość powstała po 2004 r., a 9 tys. pochodzi z okresu między styczniem 2009 i czerwcem 2010 r. Dokumenty mają zawierać „nazwiska wielu informatorów”, a używany język ma być „obraźliwy”, co skłoniło tygodnik do tego, by nie publikować ich w całości.

Ujawnienie not dyplomatycznych to nie pierwszy przypadek, gdy o informacjach pochodzących z tego portalu mówią media na całym świecie. Skąd WikiLeaks bierze te dokumenty? Przedstawiciele portalu odmawiają ujawniania informatorów, ale w maju śledczy aresztowali 22-letniego szeregowca, który prawdopodobnie był autorem przecieku. Bradley Manning, analityk wywiadu armii USA, zanim został aresztowany, miał zapowiedzieć, że „Hillary Clinton i wiele tysięcy dyplomatów na całym świecie dostaną ataku serca, gdy obudzą się pewnego ranka i dowiedzą, że całe archiwum tajnych dokumentów dotyczących polityki zagranicznej jest udostępnione opinii publicznej”.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:

[mail=j.przybylski@rp.pl]j.przybylski@rp.pl[/mail][/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama