Jest szansa na pozytywne zakończenie konfliktu między miłośnikami graffiti a znaną firmą sportową. Ruszyły właśnie pertraktacje między przedstawicielami Adidasa a obrońcami kultowej ściany.
Pomogą, ale anonimowo
Środowiska streetartowe i hiphopowe chcą, by mur został odrestaurowany, ponieważ w wielu miejscach jest już mocno uszkodzony. Nie brak na nim dziur, w wielu miejscach odpada tynk. – W tej chwili wspólnie zastanawiamy się, w jaki sposób można odnowić ścianę – mówi raper Łukasz Stasiak, który wraz z innymi muzykami i grafficiarzami działa w Adisucks (grupie nawołującej do bojkotu Adidasa).
Warszawiacy liczą też, że po renowacji muru odbędzie się tu graffiti jam (czyli zbiorowe malowanie farbami), na który przyjadą twórcy z całego świata.
– Chcemy, aby mur odżył na nowo. Ostatnie lata to czas stagnacji. Na Służewiu powstawało znacznie mniej prac. Nie było dużych imprez. Chcemy przywrócić ścianie dawną sławę – dodaje Stasiak.
Adidas planuje w ramach przeprosin zaangażować się w projekt, ale chce to zrobić anonimowo, aby nie było to odebrane jako forma przekupstwa. Tymczasem mówi się również o innym pomyśle – konkursie dla wszystkich firm, które chciałyby wesprzeć organizację imprez i prac mających na celu utrzymanie w jak najlepszym stanie ulicznej galerii na służewieckim murze.
Czarny, ale skuteczny PR
Cała sprawa rozpoczęła się dwa tygodnie temu. Wtedy to mur otaczający tor wyścigów konnych przy ul. Puławskiej (miejsce, gdzie od 20 lat tworzą swoje prace artyści graffiti) zaczęto zamalowywać czarną farbą. Okazało się, że jest to wstęp do nowej kampanii reklamowej Adidasa. Dopiero, gdy internauci zagrozili protestem i bojkotem konsumenckim, wstrzymano malowanie. Po kilku dniach wycofano się z całego projektu.
Łukasz Stasiak przyznaje, że o ile sama akcja reklamowa Adidasa była zagraniem nieczystym, o tyle protest wyszedł na dobre murowi. – Teraz znacznie częściej powstają tu nowe graffiti – mówi raper. Dodaje, że dzięki głośnemu sprzeciwowi wobec działań firmy ścianą zainteresowały się nawet te osoby, które nie miały pojęcia, że takie grafficiarskie miejsce istnieje w stolicy.
Mimo kilkakrotnych prób nie udało się nam skontaktować z przedstawicielami Adidasa.