Południowy Izrael wyglądał dziś jak strefa wojny. Na drogach i w miastach można było zobaczyć przemieszczające się kolumny wojsk. Nad głowami mieszkańców latały śmigłowce. W miastach co chwila ogłaszano alarmy i ludzie uciekali do schronów. We wszystkie strony pędziły karetki pogotowia na sygnałach. Na miasta Aszkelon, Beer Szewa, Aszdod i Kirjat Gat spadło kilkanaście rakiet Kassam i Grad wystrzelonych przez Palestyńczyków ze Strefy Gazy.
Kilka zostało zestrzelonych przez nowoczesny system obrony przeciwrakietowej Iron Dome, jedna uderzyła jednak w szkołę rabiniczną, a kolejna w zakład przemysłowy. Rannych zostało co najmniej siedem osób, w tym jedna ciężko. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Izraelskie lotnictwo ruszyło do akcji i zaatakowało kilka celów na terenie Strefy Gazy. W powietrze wyleciała elektrownia, kilka zakładów produkujących broń i materiały wybuchowe oraz siedziby organizacji terrorystycznych. Wcześniej izraelskie pociski spadły na dom, w którym znajdował się przywódca organizacji Ludowe Komitety Oporu (PRC) Kamal al Nairab oraz szef jej organizacji bojowej Immad Hammad. To właśnie oni mieli zaplanować czwartkowy zamach w Izraelu.
Obaj mężczyźni zginęli w wyniku eksplozji izraelskich rakiet. Według źródeł palestyńskich izraelskie uderzenie nie było jednak precyzyjne i w nalotach zabitych zostało również kilku cywilów, w tym dzieci.
PRC to grupa, która skupia bezkompromisowych palestyńskich bojowników. Na przykład byłych członków Fatahu, którzy nie pogodzili się z tym, że ich macierzysta organizacja prowadzi negocjacje pokojowe z Izraelem. – PRC ma na swoim koncie szereg krwawych ataków na Żydów. Choć formalnie są niezależni, nie robią jednak nic bez zgody Hamasu – powiedział „Rz" gen. Emanuel Sakal, były dowódca sił lądowych izraelskiej armii. W czwartkowych zamachach bojownicy PRC zamordowali ośmiu Izraelczyków. Na teren państwa żydowskiego dostali się z Egiptu, do którego przeszli z kolei tunelem ze Strefy Gazy. Celem operacji było uprowadzenie izra-elskiego żołnierza. – Jeżeli Egipcjanie szybko nie zabezpieczą granicy, możemy się spodziewać kolejnych takich zamachów – podkreśla gen. Sakal. – Czy obecna wymiana ognia przeistoczy się w kolejną wojnę? Nie sądzę. Obie strony pewnie trochę postrzelają i się uspokoi. Ale na Bliskim Wschodzie nigdy nic nie wiadomo...