Na polskim rynku wciąż jest dużo miejsca na nowe sklepy, z tym że nie na małe sklepy osiedlowe, ale na supermarkety i dyskonty. Czym różnią się zakupy w małych sklepikach od robionych w wielkich supermarketach?
prof. Andrzej Falkowski:
Supermarkety i wielkie centra handlowe przede wszystkim gwarantują nam anonimowość. A ludzie dziś nie chcą być rozpoznawani.
Koniecznie potrzebujemy anonimowości w sklepie?
W dużych miastach daje nam ona poczucie bezpieczeństwa. Nie chcemy pokazywać, kim naprawdę jesteśmy. Dlatego ze sklepów osiedlowych, które nie chronią naszej anonimowości, korzystają raczej ludzie starsi, zżyci ze sprzedawcami i swoimi sąsiadami.
Młodzi nie potrzebują więzi sąsiedzkich?
Nie tylko młodzi, już ludzie w średnim wieku nie chcą budować tych więzi. Oni budują własne sieci więzi społecznych, ale tylko w Internecie, a fizyczne wchodzenie w relacje społeczne ich w ogóle nie interesuje.
Czy to oznacza koniec małych sklepików?
Ależ nie, sklepy osiedlowe są społecznie potrzebne. W mieście się nie znamy, ale w takich miejscach spotykają się przecież ciągle ci sami ludzie. Można w nich porozmawiać, dowiedzieć się czegoś, poznać sąsiadów, a co za tym idzie, wzmocnić obraz samego siebie. A to jest nam potrzebne.
To dlaczego wolimy jechać do centrum handlowego, niż wyskoczyć na chwilę do sklepiku pod blokiem?
Bo nasze nawyki konsumenckie się zmieniły. W centrach handlowych tracimy wiele czasu, ale są tam restauracje, miejsca rozrywki itd. Zaspokajamy tam różne potrzeby.
Kiedyś wchodziliśmy do sklepu i kupowaliśmy to, co było nam potrzebne. W supermarkecie, szukając upragnionego produktu, musimy przejść przez dziesiątki regałów i w rezultacie, idąc tylko po proszek do prania, wychodzimy z pełnym wózkiem zakupów.
Czyli tracimy też dwa razy tyle pieniędzy...
Ale nie jest też tak, że kupionych w taki sposób rzeczy w ogóle nie potrzebujemy. W sklepiku osiedlowym kupimy tylko potrzebny nam proszek, potem wrócimy do domu, a tam przypomni się nam, że nie mamy pięciu innych artykułów, i będziemy musieli do sklepu wracać.