Rz: W Szczecinie 24 organizacje społeczne domagają się likwidacji pomników wdzięczności Armii Czerwonej. Co to za inicjatywa?

Danuta Jeżowska-Kaczanowska:

To inicjatywa obywatelska zrzeszająca różne organizacje, głównie młodych ludzi.

Ale prezydent Szczecina nie chce likwidować pomników. Uważa, że wystarczą IPN-owskie tablice informujące o ich symbolice. Może to wystarczy?

Ostrożność władz spowodowana jest obawami przed wielkim sąsiadem. Jest to obraźliwe dla wszystkich obywateli, a w szczególności dla tych, których uważa się za twórców polskiej niepodległości. Problem w całej Polsce jest ten sam i z tego samego wynika – dotąd nie do końca znamy własną historię.

Czy gdzieś w Polsce udało się takie pomniki zdemontować?

W Nowym Sączu środowiskom kombatanckim udało się doprowadzić do tego, by taki pomnik został przeniesiony na cmentarz. Podobne pomniki zostały usunięte w Gdańsku i w Katowicach. Również w Szczecinie w latach 90. z pomnika wdzięczności dla Armii Czerwonej została zdjęta gwiazda.

Co należy zrobić, by ułatwiać usuwanie takich pomników?

Trzeba zanalizować umowę między Polską a Rosją z 1994 r. dotyczącą miejsc pamięci i pochówku. Są bardzo poważne wątpliwości, czy nie jest ona interpretowana na wyrost. Nie wyobrażam sobie, żeby w sytuacji politycznej, jaka się w tej chwili rysuje, można było zachować te pomniki. Przykry jest zresztą sam fakt, że dotrwały do dzisiaj.

Wiele osób wzywa jednak do kompromisu w tej sprawie...

...choć często odbywa się to kosztem logiki. Większość z tych pomników ma w nazwie „wdzięczność". Nie wiem, kto w 2014 r. czuje wdzięczność wobec żołnierzy Armii Czerwonej.

Czyja to wina?

To wina bardzo niewielkiej liczby publikacji na temat faktycznej roli Armii Czerwonej – jaki był motyw wyzwolenia, na ile był to sprzymierzeniec sprawy polskiej, a na ile obrona własnych interesów geopolitycznych. Przeciętny obywatel nie jest tego wszystkiego świadomy, a za tym idzie zobojętnienie. Bo skoro pomnik stoi, to komu on przeszkadza?