Reklama

Stratfor: czy terroryzm jest śmiertelnym zagrożeniem

Fareed Zakaria, publicysta CNN, goszcząc w swoim programie prezydenta Baracka Obamę poprosił go o ustosunkowanie się do zarzutów, że Biały Dom bagatelizuje zagrożenie, jakie dla Stanów Zjednoczonych stanowi terroryzm.

Publikacja: 09.02.2015 20:15

Stratfor: czy terroryzm jest śmiertelnym zagrożeniem

Foto: AFP

Obama stwierdził w odpowiedzi, że groźbę terroryzmu należy postrzegać w odpowiedniej perspektywie: jego zdaniem, ważne jest, by nie przydawać zbytniego znaczenia sieciom zamachowców. Uznał też, że grupy terrorystyczne nie stanowią śmiertelnego zagrożenia ani dla Stanów Zjednoczonych, ani dla ładu światowego.

Z deklaracją Obamy stało się to, co czeka niemal każde wystąpienie publiczne prezydenta USA: zaczęli używać sobie na nim kolejni eksperci i celebryci polityczni. Pomińmy na chwilę jego bezpośredni kontekst polityczny: istnieją bowiem inne ważne aspekty tego stanowiska, którym warto przyjrzeć się dokładniej.

O naturze terroryzmu

Chcąc, by dyskusja nad tymi kwestiami byłą jak najbardziej otwarta, powinienem już na wstępie zadeklarować: tak, podzielam stanowisko prezydenta i również przekonany jestem, że terroryzm nie zagraża istnieniu Stanów Zjednoczonych. Stratfor bronił tego stanowiska od dawna, nawet wówczas, gdy w lipcu 2007 r. polemikę z nim podjęła w swoich publikacjach Federalna Rada Wywiadu (National Intelligence Council). Nadal opowiadamy się za tym, by postrzegać groźbę terroryzmu we właściwej perspektywie. Nasze przekonanie czerpiemy nie tyle z oceny celów i możliwości podmiotów, które sięgają po metody terrorystyczne, co z refleksji nad istotą terroryzmu.

Terroryzm jako taki stanowi rodzaj taktyki, do której uciekają się grupy zbrojne niezdolne do rozpoczęcia rewolty lub prowadzenia wojny konwencjonalnej. Taktyka ta często stosowana jest jako sposób na podjęcie asymetrycznego konfliktu zbrojnego z silniejszym militarne przeciwnikiem. Z tego właśnie powodu w teoriach rewolucyjnych inspirowanych marksizmem, maoizmem lub dokonaniami Che Guevary terroryzm – innymi słowy podejmowane na niewielką skalę uderzenia w słabe punkty przeciwnika, motywowane politycznie – zwykle uznawany są za pierwszy etap działań zbrojnych, które doprowadzić mają do masowego zrywu.

Al Kaida i inne ugrupowania głoszące ideę dżihadu stosują mocno zbliżoną strategię, sięgając po akty terrorystyczne jako narzędzie kształtowania opinii publicznej poprzez „propagandę czynem": założenie, że propagowanie poglądów za sprawą konkretnych działań jest skuteczniejsze niż za pomocą komunikatów w mediach społecznościowych czy nagrań na YouTube wywodzi się jeszcze z myśli anarchistycznej. Zamachy terrorystyczne pociągają za sobą nieraz wzrost poparcia dla „sprawy" terrorystów i skłaniają do powątpiewania w prawowitość zaatakowanych władz oraz ich zdolność do utrzymania porządku.

Reklama
Reklama

Terroryzm może więc stanowić początek fali przemocy rewolucyjnej; może też stanowić wsparcie trwającej rewolty lub konwencjonalnych działań zbrojnych, jeśli zdoła wytrącić przeciwnika z równowagi, rozproszyć go lub zachwiać jego morale, co najłatwiej osiągnąć atakując cele na zapleczu frontu. W taki właśnie sposób posługują się metodami terrorystycznymi talibowie w Afganistanie. Obrona „celów wrażliwych" przed tego rodzaju atakami wymaga zaangażowania nieproporcjonalnie dużych sił ludzkich i środków, jest jednak niezbędna, by uchronić zagrożoną populację przed sterroryzowaniem.

Słabszy przeciwnik może również posłużyć się środkami terrorystycznymi jako narzędziem zemsty i odwetu. Po upokorzeniu sił zbrojnych ówczesnego prezydenta Libii Muammara Kaddafiego serią uderzeń powietrznych i morskich, zadanych przez siły USA w Zatoce Wielkiej Syrty na początku lat 80., Kaddafi postanowił w odpowiedzi sięgnąć po terroryzm, wydając rozkaz dokonania zamachu bombowego w berlińskim lokalu La Belle Disco, chętnie odwiedzanym przez żołnierzy amerykańskich. Po tym, jak okazało się, że za zamachem na La Belle Disco stoi Libia, Stany Zjednoczone dokonały nalotów na Trypolis i Benghazi. Kaddafi w odpowiedzi zdecydował się na kolejne zamachy – tyle, że tym razem zostały one staranniej przygotowane, łatwiej też było zaprzeczać ich sprawstwu w przypadku pojawienia się oskarżeń.

W latach 80. Hezbollah skutecznie posługiwał się narzędziami terrorystycznymi, usiłując wypchnąć siły amerykańskie z Libanu. Sytuacja ta stała się z czasem inspiracją dla grup dżihadistowskich w rodzaju Al Kaidy, które sięgają po terror z myślą o pozbyciu się oddziałów i wpływów amerykańskich z całego islamskiego świata, co pozwoliłoby im osłabić, a następnie obalić tamtejsze władze, cieszące się dotąd poparciem Stanów Zjednoczonych.

Po metody terrorystyczne sięgają najróżniejsze ugrupowania. Warto jednak zdać sobie sprawę, że ich celem nie jest terroryzm „sam w sobie": każdy zamach stanowić ma krok w kierunku osiągnięcia większego celu – niezależnie od tego, czy celem tym jest wszczęcie rewolucji, niosącej „raj dla klasy robotniczej", zapewnienie zwierzętom tych samych praw, co ludziom czy stworzenie ogólnoświatowego kalifatu.

Terroryzm – i co dalej?

Nie oznacza to jednak, że zamachy nie stanowią poważnego zagrożenia: ich bezpośrednim skutkiem jest śmierć ofiar i zniszczenia, zaś dalekosiężne skutki psychologiczne są znacznie poważniejsze. Zamachy stanowią śmiertelne zagrożenie dla osób bezpośrednio zaatakowanych – nie są nim jednak dla władz i państw, w które mają uderzyć, nawet, jeśli stoją za nimi dobrze zorganizowane i wspierane przez inne państwa ugrupowania. Ani zamach bombowy na Canary Wharf w Londynie, dokonany w roku 1996 przez Tymczasową IRA, ani porwanie i zamordowanie byłego premiera Aldo Moro przez Irlandzką Armię Republikańską, ani zaatakowanie koszar Marynarki Wojennej USA w Bejrucie przez Hezbollah w roku 1983 nie stanowiły rzeczywistego zagrożenia dla władz Wielkiej Brytanii. Włoch czy Stanów Zjednoczonych. Owszem, w roku 2004 zamachy na pociągi w Madrycie miały wpływ na wynik odbywających się w trzy dni później wyborów parlamentarnych w Hiszpanii i pogrzebały nadzieje ówczesnego premiera Jose Marii Aznara na reelekcję: nie zachwiały jednak hiszpańskim systemem politycznym.

Atak terrorystyczny mógłby stanowić śmiertelne zagrożenie dla państwa jedynie w przypadku, gdyby jego sprawca wszedł w posiadanie broni masowego rażenia (np. ładunków jądrowych) i zdecydował się jej użyć. Jak dotąd jednak, podmioty polityczne nie będące państwami nie posiadają takich możliwości, zaś w przypadku państwa dysponującego bronią jądrową konsekwencje takiego posunięcia byłyby katastrofalne: można powiedzieć, że użycie podobnej broni stworzyłoby stan śmiertelnego zagrożenia nie tylko dla jej ofiary, lecz i sprawcy.

Reklama
Reklama

Jak na razie więc, najbardziej groźne dla władz są nie tyle ataki terrorystyczne lecz to, co ugrupowania zbrojne gotowe są przedsiębrać po przeprowadzeniu podobnego ataku. By znów odwołać się do przykładu: ataki terrorystyczne Vietkongu w Hanoi nie zachwiały rządem południowowietnamskim – uczyniły to jednak sukcesy, jakie odniosły w starciach bezpośrednich oddziały Vietkongu i armii Wietnamu Północnego. Zamachy mudżahedinów na gabinet szacha Iranu i jego zagranicznych doradców nie spowodowały obalenia rządu w Iranie – doszło do tego w następstwie zrywu ludowego. Terroryzm może być pomocny w stworzeniu „warunków wyjściowych" dla rewolucji, jednak same ataki nie wystarczą.

Prawdy tej dowiodły również wydarzenia ostatnich lat. Zamachy i ataki przeprowadzone przez takie ugrupowania jak al Szabaab, Al Kaida Półwyspu Arabskiego czy Al Kaida Magrebu nie wystarczyły, by ugrupowania te przejęły władzę w Somalii, na południu Jemenu czy na północy Mali. Ataki te stały się jednak zaczynem wielu ruchów opozycyjnych i rozłamowych. Nie inaczej mają się sprawy w przypadku Państwa Islamskiego. Sięgnięcie po metody terrorystyczne nie zapewniło mu kontroli nad znaczną częścią Syrii i Iraku – stało się to możliwe dopiero po wdrożeniu taktyki powstańczej i stworzeniu lotnych oddziałów wojskowych.

Terminologia ma więc, jak się okazuje znaczenie: wpływa ona na sposób postrzegania przez nas zjawisk. Prawdę tę znają od lat szefowie agencji reklamowych, wykorzystując tę wiedze z myślą o korzyściach, jakie odniosą ich klienci. Podobnie w przypadku opisu zagrożeń: musimy więc sięgać po właściwą nomenklaturę.

Po decyzji Stratforu, by ugrupowania dżihadystów określać raczej mianem „ugrupowania zbrojnego" niż :terrorystów" podniosły się głosy krytyczne: ich autorzy uznawali, że wybór podobnego określenia podyktowany jest względami poprawności politycznej. Mimo to nadal posługiwać się będziemy określeniem „ugrupowanie zbrojne", dżihadyści są bowiem czymś więcej niż terrorystami i z pewnością marzy im się coś więcej niż dokonywanie zamachów. Zamierzają oni zwiększać nacisk klasycznie wojskowymi środkami, aż do momentu, gdy staną się zagrożeniem dla władz i zaczną stanowić alternatywę polityczną, tak, jak stało się to już m.in. w Somalii, Jemenie, w Mali, w Syrii i w Iraku. Postrzeganie takich grup jako „terrorystów" jest naprawdę niebezpieczne, a każdy, kto się na to zdecyduje, może być winnym niedocenienia niebezpieczeństwa, jakie grupy te stanowią dla świata. Być może to ze względu na podobne nieporozumienia ubiegłoroczna letnia ofensywa Państwa Islamskiego zaskoczyła tak wiele osób, które postrzegały ISIS raczej jako terrorystów niż ugrupowanie zbrojne, posługujące się terrorem jako jednym z narzędzi.

Podobnego błędu, jak mi się wydaje, dopuścił się Barack Obama odpowiadając Zakarii, stale określając Państwo Islamskie mianem grupy terrorystycznej. Rozumiem powody, dla których Obama i władze federalne sięgają do zdobyczy retoryki, by zdyskredytować i obrazić liderów ISIS. Taka postawa widoczna jest również w ich skłonności do używania skrótu ISIS (oznaczającego przede wszystkim organizację) zamiast preferowanego przez jej bojowników terminu „Państwo Islamskie". Warto jednak dbać o to, by decyzje o stosowaniu określonej terminologii nie wpływały na jakość analizy.

Ataki terrorystyczne z pewnością nie stanowią same w sobie zagrożenia dla istnienia Stanów Zjednoczonych lub ładu światowego. Terroryzm jest jednym ze zjawisk współczesnego świata i w jego ocenie należy zachować proporcje: rozsądna i dostosowana do zagrożenia powinna być również odpowiedź na terroryzm. Czym innym są jednak duże grupy zbrojne, dysponujące tysiącami – lub, w przypadku Państwa Islamskiego, dziesiątkami tysięcy bojowników, którzy nie tylko posiłkują się metodami terrorystycznymi, lecz również stosują taktykę partyzancką i zdolne są do opanowania, a następnie utrzymania pod swoją kontrolą znacznych obszarów. Takie ugrupowania stanowią zagrożenia dla władz krajów, w których są czynne, jak również państw ościennych. Z tym większą precyzją powinniśmy rozróżniać między terroryzmem, działalnością partyzancką a innymi postaciami przemocy.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama