Czy zakupy uzbrojenia finansowane z pożyczek z unijnego instrumentu SAFE wzmocnią zdolności Wojska Polskiego do obrony?
Na to liczę. Mam nadzieję, że te wydatki są prowadzone według szerszego, wcześniej przyjętego przez Sztab Generalny, planu zbrojeń. Szybkość podpisywania tych umów w ostatnim czasie każe stawiać jednak pytania, m.in. o koszty tych pożyczek czy podatek VAT. Przy sprawie SAFE zawsze powtarzam, że są też inne mechanizmy finansowania zakupów uzbrojenia, które zaproponował pan prezydent.
Rozumiem, że mówi pan o SAFE zero procent. Przypomnę, że projekt ustawy zakładał, iż to prezydent i BBN będą de facto kontrolowali wydatki resortu obrony finansowane z tego źródła.
To była propozycja i element negocjacji, można było usiąść i na ten temat dyskutować. Tak się nie stało.
Czytaj więcej
Mimo że warunki finansowe, na jakich z UE będziemy mogli pożyczyć 43,7 mld euro na uzbrojenie wydają się korzystne, to koszty zerwania ponadpartyjn...
Teraz z jednej strony mamy pożyczkę brukselską i tak jak mówiłem wielokrotnie, wciąż nie wiemy, na ile ona jest oprocentowana. Z drugiej, mamy możliwość finansowania zbrojeń z naszych własnych środków, z rezerw Narodowego Banku Polskiego, ze sprzedaży części złota. Prezes Adam Glapiński zadeklarował, że ok. 25 proc. tych zapasów może przeznaczyć na wydatki zbrojeniowe. Zgadzam się, że to nie byłyby pieniądze szybkie, na tu i teraz. Ale to nie jest kredyt, tylko środki, które już jako społeczeństwo wypracowaliśmy. I w tym kontekście uważam, że ten mechanizm powinien być na stole rozmów i być rozważony jako mechanizm finansowania naszych zbrojeń. Szczególnie, że do tego pomysłu wraca PSL.
Jak w kontekście obaw finansowych dotyczących pożyczek z instrumentu SAFE patrzy pan na pożyczki, które wcześniej były brane na zakup uzbrojenia w Korei Południowej, w Stanach, w Wielkiej Brytanii czy w Szwecji?
Otwieramy teraz debatę dotyczącą formuły finansowania naszych zbrojeń. Nie ukrywam, że życzyłbym sobie sytuacji, w której – jak Szwecja czy Niemcy – finansowalibyśmy takie zbrojenia samodzielnie. Rozumiem, że część wydatków rzeczywiście trzeba kredytować, bo musimy się zbroić dosyć szybko. Natomiast moje wątpliwości budzi, że przyjęliśmy jeden mechanizm, czyli pożyczki z SAFE, a o innych sposobach finansowania zakupów uzbrojenia już nie rozmawiamy. To są mechanizmy równoległe i warto korzystać ze wszystkich ścieżek wzmacniania naszego bezpieczeństwa.
Drugi gorący temat ostatnich tygodni to obecność wojskowa USA w Polsce. Amerykanie zostaną czy wyjadą? Jak pan ocenia to całe zamieszanie i sprzeczne amerykańskie komunikaty? Jak to rozegraliśmy jako państwo?
Po pierwsze, kwestia obecności Amerykanów w Polsce jest bardzo dobrze odbierana społecznie. To ma niebagatelne znaczenie. Po drugie, ta obecność nie tylko wzmacnia nasze bezpieczeństwo, ale też jest symboliczna. Wysyła bardzo silny sygnał USA na Wschód: „Jesteśmy tutaj, bo to są nasi sojusznicy”. Po trzecie, faktycznie jesteśmy modelowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i zgoda na obecność rotacyjną, na jej przywrócenie, też jest tego wynikiem. Jak będzie wyglądała ta rotacja, jak ona będzie przebiegała i w jakim finalnym kształcie – o tym zadecydują planiści amerykańscy.
Czytaj więcej
Ukraina nie musi dziś szukać bohaterów z czasów drugiej wojny światowej. Ma dziś bohaterów, którzy bronią Donbasu, Zaporoża i ukraińskiego nieba. D...
Chciałbym to czytać tak, że jeżeli prezydent Stanów Zjednoczonych mówi o dodatkowych 5 tys. żołnierzy, to zapewne tak się stanie.
Będzie w Polsce kolejna stała baza amerykańska?
Po ostatnich wydarzeniach, kiedy chcieliśmy na poziomie krajowym ustalić, w jakiej formule Amerykanie będą przebywali w Polsce, po mojej rozmowie z sekretarzem Colbym, ale też i po rozmowie ministra Pawła Zalewskiego, mamy zbieżne informacje. Spytaliśmy wprost o stałą obecność, a Amerykanie poprosili o ofertę i dlatego MON wysłało taki list intencyjny. To ważny sygnał, że otworzyło się okienko możliwości i trzeba z niego jak najszybciej skorzystać.
Amerykańscy żołnierze na ćwiczeniach w Bieszczadach
Teraz musimy przekuć to w konkrety, czyli znaleźć finansowanie, przygotować specustawę, wybrać miejsce, rozpocząć prace planistyczne, przyjąć harmonogram działania i przekazać to Amerykanom mówiąc: jesteście ważni, budujemy dla was infrastrukturę, przyjeżdżajcie, potrzebujemy was, waszej obecności. Trzeba to zrobić, skoro zależy nam na wzmacnianiu naszego bezpieczeństwa. Koszt jest duży. Ale nie uważam, że w sytuacji, w której jesteśmy, budżet państwa nie jest w stanie tego udźwignąć.
Rozumiem, że rozmawiamy o miliardach złotych?
Taka baza to koszt co najmniej kilku miliardów złotych.
Kiedy proces negocjacji z Amerykanami mógłby zostać sfinalizowany?
Optymalnym rozwiązaniem byłoby, żeby ten projekt zamknąć w ciągu dwóch-trzech lat. Mówię o powstaniu nowej amerykańskiej bazy w Polsce. Jeżeli przygotujemy kompletną ofertę i złożymy ją Amerykanom, to później musimy się skupić na transatlantyckim lobbingu. Rozumiem też, że Amerykanom również zależałoby, żeby taką umowę podpisać możliwie szybko, żeby ten temat mieć zamknięty.
Porozmawiajmy o innych sojusznikach. Kilka tygodni temu podpisaliśmy traktat o współpracy w obszarze bezpieczeństwa z Wielką Brytanią. Jak pan ocenia ten dokument i pewne zamieszanie na linii rząd–prezydent?
Ten dokument jest uzupełnieniem tego, co już mieliśmy z Wielką Brytanią, czyli traktatu z 2017 r. i Deklaracji o Strategicznym Partnerstwie z 2023 r. To element polityki podpisywania umów międzynarodowych, bo mieliśmy wcześniej traktat z Nancy z Francją. Nie ma wątpliwości, że jest to traktat rzeczywiście wzmacniający nasze bezpieczeństwo.
Czytaj więcej
Polska wysłała amerykańskiej administracji list intencyjny dotyczący stałej obecności wojskowej USA w Polsce. Proponujemy w nim budowę bazy. Szacun...
Natomiast jeśli chodzi o kwestie zamieszania wokół złożenia podpisu przez pana prezydenta pod tym traktatem, jest to temat zastępczy. Traktat został nam przesłany w ostatniej chwili, kilkanaście godzin przed jego podpisaniem. Mógł być przesłany wcześniej. Moglibyśmy wówczas się z nim zapoznać, zrobić analizę i przekazać ją panu prezydentowi. Gdybyśmy to przeprowadzili w taki sposób, w ogóle by nie było tej dyskusji i zostałoby to zrobione w trybie, jaki jest przewidziany przez prawo i dobry zwyczaj.
Wkrótce ma być podpisana umowa z Niemcami. Znowu spodziewać się awantury politycznej?
Z komunikatów rządowych rozumiem, że ranga dokumentu nie wymaga podpisu prezydenta, więc jest to forma deklaracji współpracy pomiędzy Polską a Republiką Federalną. Rozumiem również, że dla zachowania porządku i ładu w państwie, ta umowa zostanie nam przekazana i my się z nią zapoznamy. Liczę na to, że nie będzie problemów.
Porozmawialiśmy o sojusznikach z zachodu, spójrzmy na wschód. Jak pan teraz ocenia relacje polsko-ukraińskie, szczególnie w kontekście nadania przez prezydenta Zełenskiego jednej z jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”?
Decyzja prezydenta Ukrainy jest niezrozumiała z naszego punktu widzenia i godzi w nasze stosunki. Jest to dla nas policzek. Jest to element negacji historycznej. Nie wolno gloryfikować morderców i bandytów. Ukraina naprawdę ma z kogo wybierać, ma swoich bohaterów, nowych bohaterów, szczególnie tych, którzy walczą z Federacją Rosyjską od 2022 r.
Ta decyzja to ogromny błąd. To decyzja, która nie będzie przez nas i przez społeczeństwo polskie zaakceptowana choćby z uwagi na to, że Polska wykonała ogromny wysiłek na początku wojny, by pomóc Ukrainie. Z jednej strony mamy wymiar taki czysto ludzki, humanitarny, kiedy otworzyliśmy granice, a polskie społeczeństwo otworzyło swoje serca i przyjęło całą masę uchodźców z Ukrainy. Z drugiej strony mogę śmiało powiedzieć, że byliśmy jednym z tych państw, które w pierwszych dniach wojny Ukrainę wspierały najbardziej, dzięki czemu Ukraina faktycznie przetrwała tę pierwszą, najbardziej kluczową część wojny.
Czytaj więcej
Karol Nawrocki ma rację, gdy nie godzi na czczenie „bohaterów” UPA, ale polityki historycznej Polska nie będzie tworzyć Ukrainie, a może popsuć wza...
Nie jestem w stanie zaakceptować czy zrozumieć narracji mówiącej: „zostawmy to w spokoju, bo wspólnym wrogiem jest Rosja”. Rosja jest wspólnym wrogiem. Nikt co do tego nie ma wątpliwości. Ale to nie oznacza zgody na takie gesty i zupełne ignorowanie naszej wrażliwości historycznej. Musimy być w tym obszarze asertywni.
Wspomniał pan o zagrożeniu rosyjskim. Jak pan to teraz ocenia?
Mamy bardzo długą granicę z Rosją i Białorusią i na wszystkie działania pod progiem wojny musimy być przygotowani. Chodzi m.in. o prowokacje, ataki na naszą infrastrukturę krytyczną czy kompromitowanie naszych systemów reagowania. Natomiast jeżeli rzeczywiście ocenialibyśmy, że realne jest szybkie zagrożenie klasyczną wojną, to państwo byłoby już w tej chwili w trybie zarządzania kryzysowego. Na razie nie jest, bo oceny na to nie wskazują.
Zmieńmy nieco temat. Prezydent Karol Nawrocki wygrał wybory rok temu, urząd objął w sierpniu. Co przez ten czas udało się zrobić w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego? Oczywiście poza tym, że o biurze było głośno z powodu kontrowersji wokół Sławomira Cenckiewicza.
Ani moi poprzednicy, ani moi następcy nie będą przedmiotem moich ocen. Na pewno zdecydowanie najważniejsza była praca nad Strategią Bezpieczeństwa Narodowego. Jesteśmy właściwie na jej ukończeniu. Jest to dokument jawny, który jednak stanowi podstawę do działań planistycznych, które są niejawne i które będziemy podejmowali razem z Ministerstwem Obrony Narodowej.
Jakie ma pan plany jako szef BBN na najbliższe miesiące, co będzie najważniejszym zadaniem?
Pierwszym zadaniem, które zostało mi postawione przez pana prezydenta, jest wzmocnienie BBN na kierunku międzynarodowym. Chcemy ożywić dialog z moimi odpowiednikami, doradcami ds. bezpieczeństwa przede wszystkim w państwach regionu. Tu chodzi o całą flankę wschodnią, od Sztokholmu po Ankarę, gdzie wkrótce odbędzie się szczyt NATO. Chcę być także aktywny na odcinku transatlantyckim.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki wręczył akt mianowania na stanowisko dowódcy operacyjnego rodzajów sił zbrojnych gen. dyw. pil. Ireneuszowi Nowakowi. Jedn...
Drugim ważnym obszarem będzie wzmocnienie koncepcji obrony cywilnej i ochrony ludności. Chodzi o to, by ośrodek prezydencki odegrał ważną rolę we wskazaniu, gdzie są luki w systemie, gdzie on nie działa, gdzie powinniśmy być wzmocnieni, jak powinniśmy reagować w sytuacjach zagrożenia, jak wzmacniać nasze najmniejsze społeczności lokalne, jak z nimi współpracować, jak się z nimi komunikować, jak zbudować świadomość i odporność społeczeństwa na tym poziomie.
Trzeci punkt to nowoczesne technologie. Chcielibyśmy zająć się wzmacnianiem rozwoju technologii podwójnego przeznaczenia i przygotowaniem polskiego programu dronowego.