16 Dywizja Zmechanizowana informowała, że na granicy z Białorusią zaginął jeden z żołnierzy 11 Pułku Artylerii. Żołnierz zaginął podczas wykonywania zadać służbowych w okolicy miejscowości Narewka i Siemianówka. Rozpoczęto akcję poszukiwawczą. Wojsko nie potwierdzało wersji przedstawianej w białoruskich mediach, które twierdziły, że żołnierz WP poprosił o azyl na Białorusi. - W tej sytuacji każdemu uczciwemu Polakowi winni jesteśmy jako Siły Zbrojne informację bieżącą o tym, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej, a w szczególności sytuacji, jaka zaistniała dziś w nocy - powiedział przed godz. 16:00 w oświadczeniu dla prasy gen. broni Tomasz Piotrowski, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.

- Otóż mamy do czynienia z aktem dezercji ze strony obywatela polskiego, który jeszcze do niedawna był żołnierzem polskich Sił Zbrojnych - człowieka, który zachował się w sposób bardzo nikczemny w tej całej sytuacji - podkreślił.

- Kiedy od kilku miesięcy wysiłkiem narastającym od w zasadzie lipca, gdzie rozpoczęliśmy prace inżynieryjne na granicy polsko-białoruskiej, następnie w pełnym współdziałaniu ze Strażą Graniczną ochrony granicy, przy tym narastającym wysiłku okazało się, że jest człowiek, który w swej nikczemności toczy podwójną grę - dodał generał.

Obiecuję jako dowódca operacyjny, że nie ustaniemy w wysiłkach, aby sprawiedliwość Emilowi Czeczce została wymierzona taka, jaka ona powinna być za dezercję.

gen. broni Tomasz Piotrowski

- Młody człowiek, który od 2018 r. był żołnierzem Sił Zbrojnych, miał trudną sytuację rodzinną i to nas nie zaskakiwało, dlatego że bardzo sprytnie tą swoją sytuacją rodzinną grał, pokazując, że chce służyć ojczyźnie, że chce sobie przy pomocy innych poradzić z tą sytuacją. Przełożeni wykazywali duże zrozumienie - mówił gen. Piotrowski dodając, że nie będzie wchodził w szczegóły sytuacji z uwagi na dane wrażliwe i dobro najbliższych żołnierza. - W tej całej sytuacji przełożeni wyciągali rękę do tego żołnierza - zapewnił.

"Będzie wykorzystywany w propagandzie przeciwko nam"

Generał mówił, że omawianym przypadkiem "bardzo intensywnie" zajmują się odpowiednie służby - wymiar sprawiedliwości, służby wojskowe "i nie tylko". - Nie wiadomo, co dokładnie się stało, w którym momencie żołnierz postanowił zrobić coś takiego, czego dokonał wczorajszego popołudnia, tając swoje prawdziwe zamiary, pod pretekstem oddalenia się z posterunku przekroczył granicę z Białorusią. Tam udał się - nie wiemy jeszcze, czy do służb, czy miał jakiekolwiek kontakty z tamtej strony - stwierdził dowódca operacyjny.

- Zakładam, że błąkał się kilkanaście godzin po terenach Białorusi, dotarł do mediów i zaczynają do nas docierać różnego rodzaju fragmentaryczne obrazy - mówił generał. Nawiązując do podawanej przez białoruskie media propagandy zaznaczył, że pojawiają się doniesienia "jakoby polskie służby, funkcjonariusze SG, polscy żołnierze, policjanci dopuszczali się czynów haniebnych, niezgodnych z prawem". - Jest to całkowitą bzdurą - podkreślił.

- Widać po pierwszych fragmentach, że dochodzi do ewidentnej manipulacji tym młodym człowiekiem w sposób perfidny, widać, że będzie wykorzystywany jako narzędzie w propagandzie przeciwko nam - mówił generał.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Dowódca operacyjny odniósł się też do dezertera. - Człowiek, który postanowił dokonać aktu dezercji, który przeszedł na stronę, gdzie pewnie w jego mniemaniu wydaje mu się, że skoro reżim Łukaszenki generuje proces kryminogenny, szykanując migrantów, zmuszając niejednokrotnie Bogu ducha winnych ludzi do przekraczania granicy polsko-białoruskiej, to skoro tam są takie obniżone standardy przestrzegania prawa, to tam będzie mu łatwiej. Może też doszedł do wniosku, że ta jego podwójna gra się kończy, bo przełożeni zaczęli przeglądać te jego niecne zamiary i tutaj w Polsce nie uniknie kary, więc postanowił wybrać niższe standardy - powiedział.

Zaapelował o niepoddawanie się manipulacjom i demagogii "reżimu Łukaszenkowskiego", wymierzonym w destabilizację sytuacji.

"Nie ustaniemy w wysiłkach, aby sprawiedliwość została wymierzona"

- Chciałbym poprosić, by ten pojedynczy wypadek Emila Czeczko nie stał się obrazem postawy żołnierzy, funkcjonariuszy odpowiedzialnych za ochronę granicy, aby nie stał się obrazem żołnierzy 16. Dywizji, która od kilkudziesięciu dni (...) broni polskiej granicy, aby nie stał się fałszywym obrazem żołnierzy 11 Pułku Artylerii - zaapelował generał.

Czytaj więcej

Rośnie liczba prób nielegalnego przekraczania granicy Łotwy z Białorusią

- Obiecuję jako dowódca operacyjny, odpowiedzialny za dowodzenie operacją pomocy Straży Granicznej, że nie ustaniemy w wysiłkach, aby sprawiedliwość Emilowi Czeczce została wymierzona taka, jaka ona powinna być za dezercję, taka, jaka ona powinna być w tych czasach, kiedy wszyscy, a w ogóle żołnierze, powinni stać na granicy i każdy młody obywatel powinien zastanawiać się, w jaki sposób pomóc innemu Polakowi, jak zadbać o nasze wspólne bezpieczeństwo - oświadczył.

Gen. Piotrowski zadeklarował, że w sprawie dezercji żołnierza Wojsko Polskie będzie przekazywać informacje na bieżąco.

Przełożeni żołnierza odwołani

Po tym, jak pojawiły się pierwsze doniesienia o możliwej dezercji polskiego żołnierza minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak (PiS) oświadczył, że żołneirz "miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska" oraz "nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę". "Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada" - przekazał.

Resort obrony podał później, że po odebraniu meldunku od dowódcy 16. Dywizji gen. Radomskiego minister podjął decyzję o odwołaniu ze stanowisk przełożonych żołnierza, który znalazł się na Białorusi. Odwołani zostali dowódca baterii, dowódca plutonu i dowódca 2 dywizjonu w Węgorzewie.