1 lutego współpraca pomiędzy litewskimi kolejami, a białoruskim koncernem nawozów potasowych, „Biełaruśkalij", została zerwana. Kilkaset wysłanych z Soligorska wagonów z chlorkiem potasu utknęło w porcie w Kłajpedzie. Wszystkie mają zostać cofnięte na Białoruś do 7 lutego. Po wejściu w życie w grudniu ubiegłego roku sankcji USA, w Wilnie wybuchła afera, która o włos nie skończyła się dymisją kilku ministrów. Wówczas okazało się, że białoruski koncern nadal sprzedaje swoją produkcję, korzystając z usług litewskich kolei państwowych.
Białoruś ma też umowę z portem w Kłajpedzie do 2023 r., poprzez który sprzedawano prawie całą produkcję soligorskiego zakładu. Chodzi o ponad 10 mln ton towaru rocznie. Ale nie będzie w stanie go tam dostarczyć, bo po zerwaniu umowy przez koleje państwowe na Litwie nie znaleźli się chętni do tej współpracy nawet wśród prywatnych spółek.
Na kontrakt z Mińskiem nie zdecydowała się też Łotwa. Jeden z najważniejszych białoruskich eksporterów został odcięty od Bałtyku.
Czytaj więcej
Koleje litewskie zaprzestały tranzytowego przewozu białoruskich nawozów potasowych. Firma zwróci...
– To oznacza, że Białoruś straci 1,5–2 mld dol. zysków w 2022 r. Spowoduje to poważne straty białoruskiego budżetu oraz utratę wielu rynków. Zerwanie współpracy przez litewskie koleje z „Biełaruśkalij" są najbardziej bolesnym ciosem w białoruską gospodarkę ze wszystkich sankcji, których Mińsk doświadczał przez ostatnie trzy dekady – mówi „Rzeczpospolitej" Jarosław Romańczuk, czołowy białoruski ekonomista.