Film przedstawia historię i reaktywację zespołu "Miłość" - jednej z najważniejszych polskich formacji jazzowych lat '90. 10 lat po rozpadzie grupy, muzycy "Miłości" - Tymon Tymański, Mikołaj Trzaska, Leszek Możdżer i Maciej Sikała spotkali się ponownie. Wspominając stare czasy i dramatyczną historię zespołu, próbowali stworzyć nową muzykę i rozpocząć kolejny rozdział wspólnego grania...

Nie trzeba jednak fascynować się muzyką ani być miłośnikiem któregoś z muzyków występujących w filmie, by docenić wartość tego dokumentu. To kapitalna opowieść o ludziach i relacjach. Dokument powstawał 5 lat i ta cierpliwość się opłaciła. Autor, Filip Dzierżawski, potrafi słuchać bohaterów i czekać, aż zaczną mówić o sprawach najważniejszych. Czasem bywa to bardzo bolesne....

Historia zespołu zaczęła się w 1987 roku, gdy Tymon Tymański grał z kolegami w garażu I poznał Mikołaja Trzaskę. Byli dwudziestolatkami.

- Debil, wariat, ale i gość, z którym warto się trzymać – pamięta Mikołaj Trzaska swoje wrażenia z poznania Tymona.

Połączenie mózgu Tymańskiego i dzikości Trzaski zaowocowało przyjaźnią. Obaj opowiadają o niej tak poruszająco i jednocześnie wzruszająco, że choćby z tego powodu warto zobaczyć film.

- Miłość powstała z energii, samobójczej energii – mówi po latach Mikołaj Trzaska.

- Nie chcieliśmy grać grzecznie. Byliśmy bandą skurwysynów (nie wiem, czy teraz w "Rz" można używać takich słów, ale to cytat) – potwierdza Tymański.

Dołączenie do tego teamu Leszka Możdżera wydawało się pomysłem dość dziwacznym. "Kościsty, chudy jegomość. Taki wieśniak trochę" – tak opisał Możdżera Olter, który poznał go przy innej muzycznej pracy. Ale docenił jego muzyczna klasę.

- Byłem zaszczutym, zakompleksionym młodzieńcem. Prymusem, który chce dobrze wypaść – przyznaje Możdżer. – To,

co reprezentowali chłopcy z zespołu Miłość nie do końca mi odpowiadało. Było zbyt awangardowe. Zbyt dużo niebezpiecznej wolności.

Byli tak silnymi osobowościami, że spięcia były nieuchronne.

Granie Mikołaja było dla mnie irytujące – przypomina Możdżer.

Możdżer preferował nuty, Trzaska – improwizację. W końcu zrobiło się za ciasno dla wszystkich w zespole.. Potem jeszcze przeszli wielką próbe, gdy Jacek Olter nie umiał sobie poradzić z życiem...

Reaktywacja zespołu po latach nie udała się. Każdy z członków zespołu widzi tę sprawę inaczej. Nie ma jednej odpowiedzi....

Pasjonująca opowieść. Koniecznie trzeba zobaczyć.

Małgorzata Piwowar