Zastąpiły manekiny. Modelki zyskały imiona równoległe z pojawieniem się żurnali. Przeszły od przedmiotowości do podmiotowości. Zawód początkowo kojarzony z prostytucją, zaczęto łączyć – z elegancją.
Za pierwszą gwiazdę pokazów haute couture uważa się Simone Micheline Bodin, zwaną Bettiną. Pracowała w Paryżu, w latach 40. i 50. XX wieku i stała się jedną z muz Huberta de Givenchy'ego. Była też jedną z pierwszych dziewczyn z okładki. W tamtych czasach modelki pracowały bowiem głównie w zaciszu pracowni – nie pojawiały się jeszcze na wybiegach, co najwyżej na kameralnych pokazach przypominających teatralne przedstawienie. Z tą może tylko różnicą, że klientki mogły dotykać sukien i materiałów.
- Trzeba było dużo chodzić i długo stać – wspomina Bettina po latach. Francuski dokument „Zawód: modelka" pokazuje, jak bardzo zmieniały się sylwetki i status modelek przez ostatnich 60 lat.
Po II wojnie światowej modeling stał się regularnym zawodem we Francji, gdzie uprawiało go pięć tysięcy zarejestrowanych modelek. Szybko zaczęły zabiegać o prawa zawodowe. To była krótka kariera, już po 30. roku życia musiały zmieniać zajęcie, bo przychodziły młodsze, chętniej oglądane....
10 lat później wszyscy oszaleli na punkcie angielskiej modelki Twiggy. A zaczęło się od zdjęcia jej twarzy, które pojawiło się na dwustronicowej rozkładówce „Daily Express". Twiggy, płaska jak deska, przypominająca raczej dziewczynkę niż kobietę, została okrzyknięta twarzą roku 1966. Miała wtedy 16 lat. Stała się rzeczniczką nowej barwnej młodzieżowej mody, minispódniczki zawojowały rzeczywistość. W listopadzie 1966 roku pokazała kolekcję swoich sukienek dla swoich rówieśniczek.