Walka o władzę to fabularny samograj. Mają tego świadomość producenci z HBO. W końcu ich dwa największe serialowe hity ostatniej dekady – „Gra o tron” i „Sukcesja” – tego właśnie dotyczyły.

Podobnie jest z „Rodem smoka”, prequelem „Gry o tron”, rozpoczynającym się 172 lata przed narodzinami Daenerys Targeryan, bohaterki oryginalnej sagi. Królowa Aemma (Sian Brook) lada dzień ma urodzić. Król Viserys I Targaryen (dobroduszny Paddy Considine) jeszcze przed porodem urządza turniej na cześć – o czym jest przekonany – męskiego potomka i dziedzica tronu.

Czytaj więcej

Królowa walczy o koronę

Sprawa sukcesji jest jednak zagmatwana. Viserys został wybrany na władcę nie wskutek prawa zwyczajowego. Starszyzna rodowa nie chciała się bowiem zgodzić, by tron przejęło najstarsze wnuczę pierworodnego syna króla Jaehearysa – księżniczka Rhaenys Targaryen (Eve Best). Zamiast tego w głosowaniu wskazano na męskiego potomka, czyli Viserysa. Kuzynka, zwana złośliwie „Królową, która nigdy nią nie była” i jej gałąź rodziny to główni pretendenci do tronu.

Drugi kandydat to młodszy brat Viserysa o znaczącym imieniu – Daemon (Matt Smith), z którym dworskie rozgrywki prowadzi zausznik króla – Lord Hightower (znany z charakterystycznych ról, m.in. w „Notting Hill”, Rhys Ifans). To popędliwy okrutnik, któremu dni mijają na knuciu intryg i orgiach w burdelu. Co prawda jego brat żyje i jest zdrów, ale różne wypadki chodzą po ludziach.

Wreszcie król Viserys ma dorastającą córkę, Rhaenyrę, która od początku wyrasta na główną bohaterkę serialu. W Rhaenyrę wciela się w pierwszych odcinkach 22-letnia Milly Alcock, a potem, gdy bohaterka robi się starsza, gra ją 30-letnia Emma D’Arcy.

Czytaj więcej

YouTube wchodzi w streaming. Chce być pośrednikiem filmowych platform

Postaci jest już w pierwszym odcinku sporo, a w obsadzie nie ma gwiazd. Akcja skupia się w jednym miejscu – w Królewskiej Przystani, arystokracja lata tu na smokach i nikogo to nie dziwi. W porównaniu do „Gry o tron” nie ma dawnego epickiego rozmachu, który sprawiał, że widzowie byli rzucani od krainy do krainy, zmieniając plenery oraz klimat. Twórcy „Rodu smoka” – Ryan J. Condal (scenarzysta) oraz Miguel Sapochnik (reżyser i scenarzysta) – stawiają raczej na mroczny klimat, budując napięcie i podkręcając grozę okrutnymi sekwencjami czy widowiskowymi walkami.

Spore wrażenie – już tradycyjnie w produkcjach HBO – robi scenografia i dbałość o detale. Bohaterowie posługują się historyczną angielszczyzną, aczkolwiek zmodernizowaną o współczesne przekleństwa, a także wymyślonym na bazie łaciny językiem valyriańskim. Cyfrowe efekty nie pozostawiają nic do życzenia, choćby podniebne loty smoków nad wzgórzami i miastem.

Premiera pierwszego odcinka w poniedziałek 22 sierpnia na kanale HBO oraz platformie HBO Max (dostęp już o trzeciej w nocy z niedzieli na poniedziałek). Kolejnych dziewięć odcinków będzie emitowanych w odstępach tygodniowych. Jeszcze nie ma decyzji o realizacji dalszych sezonów „Rodu smoka”, ale jeżeli stacja się na kontynuację zdecyduje, to najpewniej pochwali się tym po przeanalizowaniu pierwszych wyników oglądalności i recenzji.