„Szanowni Państwo, czas porozmawiać o „Amadeuszu” – spektaklu, który cieszy się wielką popularnością, zbiera świetne recenzje i zachwyca Publiczność. A zarazem spektaklu, który rujnuje finanse naszego Teatru. Tymczasem dziś, kiedy wszyscy mierzymy się z kryzysem energetycznym i rosnącą inflacją, rozmowa o publicznych finansach staje się szczególnie ważna.
Zacznijmy więc od podstawowych faktów.
W niezwykle licznej obsadzie „Amadeusza” gra jedynie 9 osób z etatowego zespołu Teatru Dramatycznego, a 58 występuje gościnnie. Muzykom, śpiewakom i aktorom gościnnym Teatr musi płacić odpowiednie stawki za każdą próbę i spektakl. Wszystko to sprawia, że mimo pełnej widowni do każdej prezentacji „Amadeusza” Teatr musi dopłacić ok. 25 tys. zł.” – czytamy w oświadczeniu.
Wrześniowe i październikowe pokazy, zaplanowane jeszcze przez poprzednią dyrekcję, w sumie pomniejszą stan teatralnego konta o 150 tys. zł. I stawia to Teatr w bardzo trudnym położeniu. Dlaczego?
Czytaj więcej
Ponura praktyka polityki kulturalnej Zjednoczonej Prawicy jest taka, że gdy rząd chwali się pomocą dla ukraińskich artystów, polskich zwalcza ekono...
„Bo koszt produkcji „Amadeusza” wyniósł 953 tys. zł. Jak na teatr miejski jest to kwota wręcz astronomiczna. Ta niespotykana rozrzutność sprawiła, że w momencie rozpoczęcia pracy przez nową dyrekcję 1 września na koncie bieżącym pozostało jedynie 40 tys. zł. Łatwo zatem policzyć, że spadkiem popoprzedniej dyrekcji są narastające straty.
Ta sytuacja rodzi wiele pytań: dlaczego planując to szczególne muzyczne przedsięwzięcie, poprzednia dyrekcja nie postarała się o wejście w koprodukcję z którąś z muzycznych instytucji posiadających stałą orkiestrę i zespół śpiewaków? Dlaczego nie zabezpieczono wystarczających środków na eksploatację spektaklu nawet do końca roku? Jak się ma ten sposób zarządzania artystyczną produkcją do dbałości o instytucję i ciągłość jej funkcjonowania, o zatrudnionych w niej ludzi? Jak się ma do szacunku dla jej Publiczności? Wreszcie, jak się ma do dbałości o publiczne pieniądze?”.
Monika Strzępka pisze, że w obecnych okolicznościach teatr nie może kontynuować eksploatacji „Amadeusza”, ale zrobi wszystko, żeby spektakl nie zszedł z afisza po 12 pokazach. Dodaje: „Chcemy, żeby nadal cieszył Publiczność i bardzo zależy nam na tym, żeby ciężka praca twórców i twórczyń nie poszła na marne. Badamy w tej chwili różne możliwości: wejście w koprodukcję, znalezienie sponsorów, przeniesienie spektaklu do znacznie większej przestrzeni, w której wpływy z biletów pokryłyby koszty pokazów. Wszystko to na tym etapie, po zakończeniu prac nad spektaklem, jest niezwykle trudne. Wierzymy jednak, że nie niemożliwe”.
Czytaj więcej
Za Oceanem prezydent Warszawy spotkał się z czołówką intelektualną i polityczną Ameryki, zaś już w domu mógł się przekonać, że nie wszyscy ludzie w...
W tej chwili bilety na „Amadeusza” oscylują między 80 a 180 zł, i są to najdroższe bilety w publicznych teatrach dramatycznych w Warszawie – tłumaczy Strzępka.
„Gdybyśmy z cen biletów mieli pokryć koszty eksploatacji „Amadeusza”, musiałyby one kosztować od ok. 150 do 300 zł. Mamy jednak poczucie, że proponowanie widzom cen na takim poziomie jest sprzeczne z misją publicznych instytucji kultury, dla których podstawowymi wartościami powinny być inkluzyjność i dostępność. Teatr Dramatyczny musi być miejscem dostępnym dla możliwie najszerszego grona odbiorców, dlatego bardzo nie chcielibyśmy tworzyć fatalnego precedensu. Intensywnie pracujemy nad innym rozwiązaniem” – pisze dyrektorka Dramatycznego. I proponuje zainicjowanie rozmowy o tym, „co to znaczy traktować instytucję publiczną jako dobro wspólne? Jakie dziś są jej powinności? Jak myśleć o tych zasobach, którymi dysponujemy, żeby robić z nich najlepszy użytek?