Widzów spektaklu Andrzeja Seweryna „Wyobraźcie sobie...” w Teatrze im. Słowackiego zaskakuje rozpoczynający wieczór sonet Piotra Kamińskiego, czytany przez dyrektora Krzysztofa Orzechowskiego.
Taki sonet przydałby się każdemu teatrowi.
[srodtytul]Prezydencki esemes[/srodtytul]
Na premierze „Złego” w warszawskim Powszechnym pani siedząca w pierwszym rzędzie esemesowała przez kilka minut. Cyferblat telefonu oświetlał proscenium i pierwsze rzędy.
Na premierze „Księżniczki Amalfii” w Studio esemesował Marek Kraszewski, dyrektor stołecznego Biura Kultury.
W rozmowie z „Rz” tłumaczył, że urzędnicy pracują 24 godziny na dobę i są sytuacje, kiedy musi się z nimi skontaktować prezydent stolicy. Dyrektor, nie mogąc odebrać telefonu, nie może udawać, że nic się nie dzieje. Wtedy trzeba wysłać esemesa.
W Filharmonii Narodowej używanie telefonów komórkowych jest szczególnie irytujące. – Zdarzyło się to w ważnych momentach Konkursu Chopinowskiego – mówi Wojciech Nowak, wicedyrektor Filharmonii Narodowej. – Jedna ze słuchaczek nie wyłączyła telefonu na czas koncertu, odebrała telefon i postanowiła kontynuować rozmowę poza salą.
Problemów nie ma Teatr Narodowy. – Zamontowaliśmy urządzenia zagłuszające – mówi dyrektor Jan Englert. – Uniemożliwiają połączenia telefoniczne i esemesowe. Jednak zdarzają się młodzi widzowie, którzy korzystają z gier. Na szczęście, po dziesięciu minutach rezygnują z tej możliwości, bo wciąga ich spektakl. To dla mnie najlepsza pozytywna recenzja. Inaczej jest w Teatrze Polonia Krystyny Jandy. Trzeba prosić widzów o wyłączenie aparatów. Kiedy dzwonią, zrywa się kontakt z widzami, zmienia atmosfera.
[srodtytul]Ochroniarze barda[/srodtytul]
Kiedy ostatnio oglądałem show sir Paula McCartneya, członkowie jego ekipy przeczesywali widownię przed sceną, by nie dopuścić do rejestracji show. Na koncercie Boba Dylana w Pradze ochrona wyrwała fanowi profesjonalny aparat, którym robił zdjęcia. Podczas warszawskiego występu Leonarda Cohena jego personel pilnował widzów nawet w najdalej położonych od sceny rzędach.
– W każdej umowie z muzycznymi gwiazdami zawarty jest zakaz fotografowania i nagrywania koncertu – mówi Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Art, organizator Open’er i Coke Festival. – Chodzi zwłaszcza o rejestrację sprzętem półprofesjonalnym lub profesjonalnym, przy czym rozróżnienie to w praktyce się zaciera. Niedługo możliwości zwykłych telefonów komórkowych i aparatów będą jeszcze większe.
– Nie mieliśmy problemów związanych z używaniem telefonów komórkowych przez fanów, bo artyści wiedzą, w jakich czasach żyją – mówi Hubert Stajniak z Live Nation, producenta koncertów Madonny, Metalliki i U2. – Trudno dociekać, ile pikseli ma telefon i czy można nim nakręcić profesjonalny film. Poza tym są sytuacje, kiedy światło z telefonów zastępuje zapalniczki i współtworzy niezapomniany klimat koncertu. O tym też nie można zapominać.
[srodtytul]Fotki fanów[/srodtytul]
– Komórki to znak czasu, nie ma co walczyć z wiatrakami – mówi Muniek Staszczyk, lider T. Love. – Poza tym wyglądają słodko: to wyraz uznania dzieciaków. Przecież robią i wysyłają elektroniczną fotkę, żeby się pochwalić, gdzie były, kogo oglądały. Uważam, że to poetyka chwili. Zdjęcie jest, a zaraz go nie ma. Jest zastępowane przez następne.
Muniek jest pewny, że elektroniczne gadżety nie zagrażają koncertom.
– Słuchania muzyki na żywo nie da się niczym zastąpić – mówi. – Chodzi o atmosferę, bezpośredni kontakt, bycie razem.
Stoicki stosunek do komórek ma Leszek Możdżer.
– Nie chcę być sfrustrowanym człowiekiem przy fortepianie – mówi pianista. – Staram się nie brać do serca niespodziewanych odgłosów płynących z widowni i tak mi się żyje łatwiej. Mam nadzieję, że słuchacze mają olej w głowie. I nawet jeśli coś zadzwoni, ufam, że to przez przypadek. Każdemu może się zdarzyć! A bardziej od działających cicho aparatów w telefonach komórkowych przeszkadzają mi zawodowi fotoreporterzy. Kiedy robią zdjęcia, czuję się, jakbym grał przy trzaskającym ognisku.
Komórki nie są problemem dla Milo Kurtisa, który jest pełnym przekory anarchistą.
– Zamiast zakazywać jak stary belfer, wolę zachęcić do wspólnej zabawy, powiedzieć, że jeśli coś zadrynda, postaramy się ustosunkować do tego muzycznie! – mówi muzyk.
[ramka][srodtytul]Apel do widzów[/srodtytul]
Piotr Kamiński – Sonet LXVI
(wersja przybliżona współczesnej wrażliwości)
Znużony, błagam o ciszę na sali.
Zbrzydł mi telefon, co skwierczy i kląska,
Zbrzydli ci, co go nie powyłączali,
Zbrzydła natrętna dźwiękowa nawiązka,
Wrzód Filharmonii, Oper dopust Boży,
Nieuleczalna Teatrów zaraza,
Komórka, która pleni się i sroży,
Choć srogi przepis tego jej zakazał.
Rzecz o komórce nie do wynajęcia,
Lecz o tej, która jak najęta dzwoni,
Gdy Ryszard wrzeszczy „Królestwo do wzięcia!”,
A Otellowi coś się Desdemoni.
Wyłącz komórkę, Widzu, bądź Kolegą!
Dziękuje – Teatr im. J. Słowackiego.
[i]Utwór w interpretacji dyrektora Krzysztofa Orzechowskiego rozpoczyna spektakl „Wyobraźcie sobie...” z udziałem Andrzeja Seweryna w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie[/i][/ramka]