Tytuł „Fredraszki" może brzmieć dla smakosza jak fistaszki, bo ten spektakl to rodzaj przekąski teatralnej.
Jan Englert wraz z Tomaszem Kubikowskim przygotowywał recepturę takiego wypieku przed kilkoma sezonami z myślą o Andrzeju Łapickim. Artyście rozkochanym we Fredrze, identyfikującym się z jego spojrzeniem na świat, poczuciem humoru. Po śmierci Łapickiego, gdy w rolę Fredry wcielił się sam reżyser, scenariusz musiał ulec pewnym modyfikacjom.
Trudno bowiem mówić o Janie Englercie jako o ikonie mijającego świata. Prowadzony przez niego Teatr Narodowy dowodzi najlepiej otwartości dyrektora na nowe zjawiska i zainteresowania eksperymentem. Ale przede wszystkim zwraca uwagę na ciągłość kultury. Tradycję.
Może właśnie dlatego „Fredraszki" są nieoficjalnym spektaklem jubileuszowym Jana Englerta z okazji 50-lecia pracy artystycznej i 70. urodzin. W tym przedstawieniu jest on reżyserem i narratorem, wskrzesza świat Fredry, powołuje do życia postacie z jego najbardziej znanych sztuk.
Dowodzi też, że twórca „Zemsty", uznany powszechnie za ojca polskiej komedii, w swoich czasach był przedmiotem drwin, niezrozumienia. Zarzucano mu wsteczność w stosunku np. do Moliera, pytano, dlaczego nie wchodził w bezpośrednie spory polityczne. Nie dostrzegano, że stworzone przez niego typy ludzkie mają bliźnich w każdej epoce.