Słyszymy to zewsząd, od polityków polskich i zagranicznych, od publicystów, ekspertów: Polska jest największym beneficjentem unijnych funduszy. Czasem jeszcze, z wyrzutem, że nie jest za to wdzięczna. Teraz, gdy mnożą się (i mrożą krew w żyłach) przecieki na temat tego, jak ma wyglądać kolejny budżet Wspólnoty, na lata 2021–2027, teoria pierwszego miejsca święci tryumfy.

Poza sportem waga pierwszego miejsca zależy od tego, jak zdefiniujemy kategorię, w której jest przyznawane. W tym wypadku jest to kategoria pocieszenia – całkowita suma, niezależnie od tego, na ilu mieszkańców przypada. W najważniejszej kategorii, wypłat per capita, Polska jest na końcu, porównując do lig piłkarskich – blisko strefy spadkowej.

Jeżeli chodzi o wypłaty na cały kraj, to posłużę się danymi, które ukazały się 26 kwietnia na pierwszej „Rzeczpospolitej”, i dotyczą roku 2016. Potem podzielę je na liczbę mieszkańców (dane z anglojęzycznej Wikipedii, na podstawie oficjalnych statystyk z poszczególnych państw).

Na grafice zamieszczonej w mojej gazecie widać dwie ligi. Pierwsza to 18 drużyn narodowych (wypłacają więcej, niż dają), druga – 10, które dopłacają. Czyli druga nas nie interesuje.

W kategorii pocieszenia jesteśmy w interesującej nas lidze na pierwszym miejscu.

W lidze prawdziwej dominuje jednak Litwa, na każdego mieszkańca dostała we wspomnianym roku 405 euro. Polska – ledwie 188. Prawie dwa razy więcej otrzymały, tak krytykowane, Węgry (370).

Pozazdrościć możemy też pozostałym państwom Grupy Wyszehradzkiej (Słowacji z jej 374 euro i Czechom – 315). To samo dotyczy zresztą prawie wszystkich krajów, które mają podobną historię w UE.

W wyniku największego rozszerzenia do Wspólnoty weszło w 2004 roku dziesięć państw, osiem postkomunistycznych plus Malta i Cypr. Z postkomunistycznych mniej dostała tylko Słowenia. Podobnie z Cyprem. Nawet na Maltę popłynęło z unijnego budżetu dużo więcej (275 euro na głowę). A jest to kraj – znowu w przeliczeniu na osobę, tym razem PKB – bogatszy od Polski. Znacznie bogatsze są też dwa, które są na gorszym miejscu w lidze, Cypr i Słowenia.

Pozazdrościć (nie wszystkiego oczywiście, ale wypłat z budżetu unijnego na jednego mieszkańca) możemy też Grecji, która we Wspólnocie jest znacznie dłużej, bo od 1981 roku. Dostała dwa lata temu o parę centów mniej niż mistrzyni – Litwa.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Dobrze też radziła sobie Rumunia, która przystąpiła później, w 2007 roku (306 euro). Niewiele mniej od Polski otrzymała też Portugalia (członek UE od 1986 roku). Nawet bajecznie bogaty Luksemburg (w Unii od początku) wyrwał dla każdego mieszkańca po 20 euro.

To wszystko nie oznacza, że utrata iluś procent funduszy nie ma znaczenia. Ma. Im mniej tych procent, tym lepiej, to oczywiste. Ale o wypłatach trzeba mówić językiem realistycznym, a nie szerzyć mity.

Trochę mitycznie brzmi też opowieść o drogach, które Polacy wybudowali sobie tam, gdzie były im najbardziej potrzebne, dzięki Brukseli. Do dziś nie można bezkolizyjną drogą szybkiego ruchu dotrzeć ze stolicy i trzeciego pod względem liczby mieszkańców miasta, Łodzi, do największej aglomeracji na Górnym Śląsku ani do Krakowa, miasta numer dwa.

Można natomiast ze wszystkich tych miast i z tego regionu dojechać autostradą do Niemiec.