May ogłosiła 13 listopada, że negocjacje w sprawie umowy zostały zakończone - teraz musi ją zaakceptować brytyjski rząd i parlament.

 

Były szef MSZ, przeciwnik umowy wynegocjowanej na bazie tzw. planu z Chequers, Boris Johnson zapowiedział już, że będzie głosował przeciwko porozumieniu, a ustalenia umowy określił mianem "całkowicie nieakceptowalnych dla każdego, kto wierzy w demokrację". Kontrowersje w szeregach Partii Konserwatywnej budzi przede wszystkim fakt, że aby uniknąć wprowadzenia tzw. twardej granicy między Irlandią Północną a Irlandią, Wielka Brytania będzie musiała, nawet po wyjściu z UE, nadal stosować się do wielu unijnych regulacji, ale nie będzie miała już wpływu na jej kształt. Johnson określał status Wielkiej Brytanii w tym układzie mianem "kolonii UE".

Z kolei Jacob Rees-Mogg, inny przeciwnik umowy w partii Theresy May stwierdził, że jest tak rozczarowany jej treścią, że rozważa wycofanie poparcia dla rządu May. - To nie to, co zostało obiecane - mówi o umowie.

Theresa May ma spotkać się z członkami gabinetu ws. wynegocjowanej umowy o godzinie 14. Według BBC wielu członków rządu podchodzi do umowy z "głęboką rezerwą".

Poważne zastrzeżenia wobec umowy mają również przedstawiciele Demokratycznej Partii Unionistycznej, bez głosów których torysi nie mają większości w parlamencie.

Umowa, która nie została jeszcze upubliczniona, liczy ok. 500 stron i zakłada, że Wielka Brytania czasowo będzie nadal związana zasadami, które obowiązują w ramach unii celnej, dzięki czemu nie dojdzie do przywrócenia granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną.

Przeciwnicy umowy obawiają się, że taki "tymczasowy" stan, może trwać lata.