Rz: Jak ocenia pan polskie wsparcie dla Gruzji?
Krzysztof Lisek: Nasz kraj jest i był przez minione lata bardzo aktywny w sprawach Gruzji. Warto podkreślić, że – czy to za czasów premiera Kazimierza Marcinkiewicza, czy Jarosława Kaczyńskiego – nie było w kwestii Gruzji różnic między rządem, a wówczas opozycyjną Platformą Obywatelską. Uczestniczyliśmy wspólnie w dialogu polsko-gruzińskim, ja sam byłem w Tbilisi z delegacją, której przewodniczył marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, a uczestniczył w niej zarówno ówczesny PiS-owski szef Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu Paweł Zalewski, jak i politycy PO. Mówiliśmy jednym głosem.
Gruzja deklaruje chęć wejścia do Unii Europejskiej. Czy jest na to szansa?
O ile na przykład, w pewnym horyzoncie czasowym, możemy sobie wyobrazić wejście do UE Ukrainy, o tyle członkostwo Gruzji w Unii wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Ale przecież nie wszyscy muszą być członkami UE, by korzystnie z nią współpracować. I my powinniśmy taką współpracę wspierać. Powinniśmy być na tym polu szczególnie aktywni, takie są zresztą oczekiwania w samej Unii. Przed świętami rozmawiałem z ambasadorem Słowenii w Warszawie (Słowenia przejęła w tym półroczu przewodnictwo w UE), który mówił, że jego kraj bardzo liczy na opinie Polski na temat unijnej polityki wschodniej.
A NATO? Może Gruzja ma większe szanse na członkostwo w sojuszu atlantyckim?