Premier nie chce przyznać pomocy finansowej dla węgierskiej kultury i szkolnictwa. Nie zgodził się też na powołanie rzecznika ds. mniejszości narodowych i odrzucił propozycję używania podręczników drukowanych w Budapeszcie w 400 słowackich szkołach z węgierskim językiem wykładowym. Nie chce także zabronić kibicom obu krajów wnoszenia na międzypaństwowe spotkania flag narodowych. – To ubolewania godna odpowiedź – uważa przewodnicząca węgierskiego Zgromadzenia Narodowego Katalin Szill.

15 listopada doszło do pierwszego oficjalnego spotkania szefów obu rządów od sześciu lat, które miało załagodzić napięcia społeczne i polityczne. Premierzy zapewnili wtedy, że „wykorzystają wszystkie środki prawne i polityczne w walce z narastającym nacjonalizmem po obu stronach granicy”.

Od wielu miesięcy władze obu krajów oskarżają się o dyskryminację 450 tysięcy Węgrów na Słowacji i 35 tysięcy Słowaków na Węgrzech. Węgrzy mają pretensje do słowackiego rządu, że ogranicza dotacje na mniejszościowe szkolnictwo i usuwa węgierskie nazwy z podręczników. 8 listopada słowacka policja spacyfikowała węgierskich radykałów w mundurach faszystowskich, którzy prowokacyjnie przekroczyli przejście w Pribeniku. W odpowiedzi radykałowie spalili słowacką flagę narodową przed Ambasadą Republiki Słowackiej w Budapeszcie i zablokowali kilkanaście przejść granicznych.

– Nie ma żadnego konfliktu między nami. To tylko spór polityczny – zapewnia jednak „Rz” szef słowackiej dyplomacji Jan Kubisz.