Nie zdążył jeszcze ucichnąć skandal wokół autobiografii ministra kultury Frederica Mitterranda, a nad Sekwaną wybuchła już kolejna afera. Na celowniku opozycji znalazł się tym razem syn prezydenta Francji Jean Sarkozy. Student i polityk rządzącej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) ma objąć kierownictwo publicznej agencji ds. rozwoju La Defense (EPAD), która dysponuje rocznym budżetem ponad miliard euro. Młody Sarkozy, który ukończył dopiero drugi rok studiów prawniczych, ma zastąpić na tym stanowisku ministra ds. ożywienia gospodarki Patricka Devedjiana. Opozycja jest oburzona.
– To nepotyzm. Jean Sarkozy nie ma kwalifikacji, by zająć to stanowisko – podkreślała była kandydatka Partii Socjalistycznej na prezydenta Segolene Royal. Także skrajna prawica jest w szoku.
– Student drugiego roku prawa będzie kierował agencją rządową. Francja nie ma czego zazdrościć republikom bananowym – oburzała się liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen. Jej zdaniem prezydent Francji „zachowuje się jak cesarz, który kluczowe stanowiska w państwie obsadza członkami swego klanu”.
Zdaniem szefa centrystów (MoDem) Francois Bayrou „Francja zaczyna przypominać Imperium Rzymskie”. Zaniepokojeni mieszkańcy La Defense umieścili w Internecie petycję, w której apelują do młodego Sarkozy’ego, by zrezygnował z proponowanego mu stanowiska. Podpisało ją już prawie 10 tysięcy osób.
Otoczenie prezydenta stanowczo odrzuca zarzut nepotyzmu. – Jean Sarkozy to bardzo zdolny młody polityk. Jest bardziej utalentowany niż jego ojciec w jego wieku. Nie ma doświadczenia, ale jest w stanie wszystkiego się nauczyć – oświadczył wieloletni przyjaciel prezydenta mer Levallois–Perret Patrick Balkany.