Europosłanka i mer siódmej dzielnicy Paryża musiała oddać swojego służbowego peugeota 607. Stało się to po wyborach regionalnych, które skończyły się klęską jej partii, rządzącej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Odebrano jej także ochroniarzy i szofera.
Według popularnego pisma satyrycznego „Le Canard Enchaine” prezydent Nicolas Sarkozy podjął tę decyzję, gdy zobaczył Dati w telewizji po zakończeniu pierwszej tury wyborów. „Nie uczestniczyła w ogóle w walce wyborczej, a jak już było po wszystkim, krytykowała swoich partyjnych kolegów w telewizji. Sarkozy postanowił ją za to ukarać” – twierdzi pismo.
[srodtytul]Zemsta prezydenta[/srodtytul]
Pałac Elizejski stanowczo zdementował te doniesienia. Według otoczenia prezydenta to nie on, ale minister spraw wewnętrznych Brice Hortefeux, zagorzały wróg Dati, podjął decyzję o odebraniu przywilejów byłej minister. Dati także podejrzewa byłego rządowego kolegę. – Ten człowiek mnie tępi. To akt represji i nic więcej – powiedziała w rozmowie z dziennikiem „Liberation”. Według niej minister zadzwonił do niej i próbował ją przeprosić, ale ona „rzuciła słuchawką”.
Szef resortu wewnętrznego nie pamięta takiej rozmowy. – Powstała konieczność dokonania oszczędności. Odebraliśmy limuzyny i ochronę także innym osobistościom – oświadczył Hortefeux. Ze służbowego samochodu i ochroniarzy musieli zrezygnować m.in. były minister budżetu za czasów prezydenta Francois Mitterranda Michel Charasse i były przewodniczący Senatu z ramienia UMP Christian Poncelet.