Wydatki są gigantyczne i znacznie przekraczają koszty bezpieczeństwa poprzednich takich spotkań, w Londynie i Pittsburghu. Są wyższe nawet niż te podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver, które trwały dwa tygodnie i obejmowały znacznie większy obszar.

W stolicy stanu Ontario już powstała prawdziwa Forteca Toronto. 9-stopowy (prawie 3 metry), metalowy płot długości 4 mil (6,5 kilometra) otoczył część śródmieścia. Rejon ten zostanie starannie oczyszczony z przystanków autobusowych, koszy na śmieci, metalowych skrzynek na gazety, a nawet drzew, co wzbudziło ostre protesty ekologów – policja twierdzi, że gałęzie drzew „mogą zostać użyte jako broń”.

Rzeczniczka służb bezpieczeństwa Wendy Drummond oznajmiła, że płot zostanie zamknięty natychmiast, „jeśli będzie jakikolwiek powód, żeby sądzić, że jest zagrożenie bezpieczeństwa” – pisał „The Globe and Mail”. Centrum będzie strzeżone przez 5 tysięcy policjantów. I nie tylko: „National Post” ze zgrozą pisał, że na kanadyjskich ulicach pojawią się żołnierze: „najlepsi wojskowi snajperzy, którzy służyli w Afganistanie, będą czuwać na dachach wieżowców”.

W zamkniętej strefie znajduje się dzielnica finansowa Toronto, w tym siedziba giełdy. Giełda Toronto już stworzyła tajną jak na razie siedzibę zapasową na przedmieściach. Podobnie uczyniły największe banki, a firmy prawnicze zarezerwowały pokoje hotelowe poza centrum, by w nich przeprowadzać ważne spotkania.

Zamknięta zostanie gigantyczna wieża CN Tower, jeden z symboli Toronto. A największa drużyna baseballu, Toronto Blue Jays, musiała przenieść swoje mecze do Filadelfii.

6 kilometrów od centrum powstało natomiast centrum wsparcia dla demonstrantów, którzy chcą protestować przeciwko szczytowi. Spodziewana jest aktywność lewicowych organizacji takich jak: Rada Kanadyjczyków i Sieć Mobilizacji Społeczności Toronto, związków zawodowych z Kanadyjskiego Kongresu Pracy, a także Greenpeace. Planowane są rozliczne demonstracje, w tym marsz do płotu strzegącego centrum Toronto – niewykluczone, że właśnie wówczas może dojść do starć.

„The Globe and Mail” opublikował artykuł z radami „jak przeżyć szczyt”, na przykładzie amerykańskiego Pittsburgha. W tym – „nie wierz, jeśli mówią, że życie będzie toczyć się jak zwykle”, bo można nie móc przedrzeć się przez policyjne kordony, by dotrzeć do pracy. Oraz „nie spodziewaj się, że kłopoty skończą się z końcem szczytu”, bo w Pittsburghu wiele osób aresztowano już po zakończeniu spotkania. I jeszcze jedna rada: „w tanim barze nie spotkasz przywódców G20”, choć akurat w Pittsburghu amerykański prezydent Barack Obama do takiego baru trafił...