W niedzielę, kilkanaście godzin po podaniu się do dymisji, Francois Fillon znów został powołany na stanowisko premiera. Jego rezygnacja była bowiem czystą formalnością. Fillon musiał ustąpić, żeby można było powołać nowy gabinet. Podkreślał, że „po 3,5 roku śmiałych reform, prowadzonych mimo głębokiego kryzysu gospodarczego i finansowego, rozpoczyna pod kierownictwem szefa państwa nowy etap”.
– Sarkozy już przygotowuje się do wyborów w 2012 roku, a zmiany w rządzie to jeden z elementów jego strategii – mówi „Rz” francuski politolog Georges Mink. – Ma nadzieję, że pomoże mu to odzyskać poparcie społeczeństwa – dodaje. Od dłuższego czasu prezydent Francji traci poparcie wyborców. W październiku jego popularność spadła do rekordowo niskiego poziomu. Według sondażu opublikowanego przez „Journal du Dimanche” tylko 29 proc. Francuzów było z niego zadowolonych, co jest najgorszym wynikiem od początku prezydentury.
Tak niskie poparcie dla prezydenta Francji jest m.in. efektem niepopularnej reformy systemu emerytalnego. Dlatego już w czerwcu Sarkozy zapowiedział, że gdy tylko zostanie ona przyjęta, przeprowadzi zmiany w rządzie.
– Z jednej strony Sarkozy chce odzyskać utraconą popularność, tak więc zadaniem nowego rządu będzie korygowanie i łagodzenie skutków reform, które przeprowadził. Z drugiej eliminuje potencjalnych konkurentów, na przykład Fillona, któremu ze względu na lojalność trudno będzie wystartować, choćby w prawyborach – mówi „Rz” Mink.
Sceptycznie o zmianach wypowiada się opozycja. Jean-Marc Ayrault, przewodniczący klubu parlamentarnego socjalistów, uważa, że prezydent zorganizował kolejny spektakl telewizyjny. Jego zdaniem roszady w gabinecie nie przyniosą istotnych zmian.