– Jesteśmy zaniepokojeni – przyznał rzecznik nepalskiej armii Ramindra Chhettri. Liczący tysiąc żołnierzy kontyngent z jego kraju musiał prosić o ochronę haitańską policję.
W poniedziałek w Hinche w środkowej części kraju setki demonstrantów obrzuciły kamieniami biuro ONZ. Demonstracje skierowane przeciwko Misji Stabilizacyjnej Narodów Zjednoczonych na Haiti (MINUSTAH) odbyły się też w innych częściach kraju.
W mieście Cap-Haitien na północy Haiti tysiące manifestantów starły się z żołnierzami w błękitnych hełmach, którzy musieli użyć nie tylko gazów łzawiących, ale i broni palnej. Dwóch młodych Haitańczyków zginęło od kul. 14 osób zostało postrzelonych. Demonstranci krzyczeli, by Nepalczycy wynieśli się z ich kraju. Haitańczycy są przekonani, że przyczyn epidemii cholery, która wybuchła w połowie października, należy szukać w latrynach obozu Nepalczyków w pobliżu Mirebalais, których zawartość miała być odprowadzana do rzeki Melle.
– To nieprawda – zapewniał wczoraj Ramindra Chhettri. Stanowczo zaprzeczył też, jakoby epidemia na Haiti miała jakikolwiek związek z przypadkami cholery, które pojawiły się w tym samym czasie w południowej Azji. W obozie przeprowadzono podobno badania, które wykazały, że Nepalczycy są zdrowi.
Ale epidemia się szerzy. Zmarło ponad tysiąc osób, kilkanaście tysięcy chorych przebywa w szpitalach. Cholera dotarła do największego więzienia w stolicy kraju Port-au-Prince. Władze obawiają się, że lada chwila pojawi się w obozach dla uchodźców, w których od trzęsienia ziemi z 12 stycznia tego roku, w warunkach urągających podstawowym wymogom higieny, tłoczą się tysiące ludzi.