Do zabójstwa 24-letniego Daniela Zamudio doszło w marcu zeszłego roku w stolicy Chile, Santiago. Mężczyzna został brutalnie pobity, a na jego ciele wycięto swastykę. Po sześciu godzinach znęcania się nad 24-latkiem, sprawcy zostawili go z ciężkimi obrażeniami w parku San Borja de Alameda. Pomimo udzielonej mu pomocy medycznej, mężczyzna zmarł w szpitalu po ponad trzech tygodniach. Zbrodnia wywołała oburzenie w całym kraju i stała się symbolem walki o prawa mniejszości seksualnych w Chile.

W zeszłym tygodniu, sąd orzekł, że czterej podejrzani są winni zarzucanych im czynów.

Podczas wczorajszej rozprawy Patricio Ahumada Garaya, uznany za przywódcę ataku, został skazany na dożywocie. Dwaj inni sprawcy -  Alejandro Angulo Tapia i Raul Lopez Fuentes otrzymali wyrok 15 lat więzienia, a ostatni i najmłodszy z oskarżonych Fabian Mora Mora 7 lat więzienia. Fabian Mora Mora uzyskał najniższy wyrok przede wszystkim ze względu na współpracę z prokuraturą oraz fakt, że nie był wcześniej karany.

Rodzina Daniela Zamudio przyjęła wyroki skazujące z radością, chociaż jak podkreśliła matka zamordowanego mogłyby być jeszcze wyższe. - Chciałabym żeby zgnili w więzieniu za to co zrobili. Niech usychają za kratami - powiedziała Associated Press Jacqueline Veras.

- Ten wyrok pozostawia poczucie niedosytu, ponieważ oni zasługują na znacznie wyższe kary, niestety nasze prawo nie zezwala na to - komentował Rolando Jimenes przewodniczący Ruchu Integracji i Wyzwolenia Homoseksualistów.

Sprawa śmierci Daniela Zamudio przyspieszyła uchwalenie antydyskryminacyjnego prawa, które wcześniej na siedem lat utknęło w Kongresie. Nowa ustawa nie tylko otworzyła drogę do sądowego domagania się swoich praw tym kontekście, ale także włączyła zbrodnie z nienawiści na listę zbrodni z użyciem przemocy.