Reklama

Niedługo ostatni proces za Auschwitz

W Niemczech mieszka jeszcze 30 podejrzanych o zbrodnie nazistowskie, ale mało prawdopodobne, by stanęli przed sądem.

Publikacja: 04.02.2015 20:00

Oskar Gröning

Oskar Gröning

Foto: Archiwum

Oskar Gröning ma 93 lata i cieszy się niezłym zdrowiem. 21 kwietnia stanie przed sądem w Lüneburgu oskarżony o pomoc w zamordowaniu 300 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci w Auschwitz-Birkenau. Jest jednym z ostatnich, jeżeli nie ostatnim, zbrodniarzy nazistowskich, którego dosięgnie spóźniona sprawiedliwość.

Kwalifikacja Auschwitz

W Niemczech intensywnie poszukuje się w ostatnich latach żyjących jeszcze zbrodniarzy, próbując nadrobić stracony czas. Żyje jeszcze podobno 30 podejrzanych, których nazistowską przeszłość bada obecnie wymiar sprawiedliwości. Ilu stanie przed sądem, nie wiadomo.

Nie wiadomo też, czy sprawiedliwość dosięgnie po latach Oskara Gröninga. Jego proces będzie pod wieloma względami przełomowy. Sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy Auschwitz-Birkenau był obozem śmierci czy też obozem pracy, w którym niejako przy okazji mordowano przy użyciu metod przemysłowych. Od tej kwalifikacji zależą dalsze losy Oskara Gröninga.

Był po prostu buchalterem w mundurze SS. Sam się zresztą zgłosił do służby w tej formacji. Od maja do czerwca 1944 roku stał na rampie kolejowej i był odpowiedzialny za konfiskatę mienia przybywających do obozu Żydów, głównie z Węgier. Jest mało prawdopodobne, aby udowodniono mu bezpośredni udział w zbrodniach, a więc to, że sam mordował, wysyłał więźniów do gazu czy dokonywał ich selekcji. Może zostać jedynie skazany za to, że odbywał służbę w obozie zagłady i tym samy przyczynił się do śmierci setek tysięcy osób.

Demianiuk był pierwszy

Pierwszym takim skazanym był w 2011 roku John Demianiuk. Sąd w Monachium wydał wyrok skazujący go na pięć lat więzienia bez udowodnienia mu popełnionych osobiście zbrodni. Wystarczył sam fakt, że służył w obozie zagłady, jakim był Bełżec.

Reklama
Reklama

– Zgodnie z oficjalną wykładnią prawa jest pięć nazistowskich obozów kwalifikowanych jako miejsca zagłady. Służba w nich umożliwia niejako automatyczne skazanie oskarżonych – tłumaczy „Rz" Kurt Schrimm z Centralnego Urzędu Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu. Obozy, o których mowa, to: Treblinka, Sobibór, Bełżec, Majdanek i Chełmno. Nie ma na tej liście jednak Auschwitz ani Auschwitz II, czyli Auschwitz-Birkenau.

– Czekamy z niecierpliwością na orzeczenie sądu w Lüneburgu, chociaż poza oskarżonym może ono nie mieć już praktycznego znaczenia – mówi „Rz" Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Wiesenthala zajmującego się poszukiwaniem zbrodniarzy nazistowskich.

Ma na myśli to, że proces Oskara Gröninga może być ostatnim tego rodzaju procesem w Niemczech. Nawet jeżeli zostanie skazany i tym samym Auschwitz-Birkenau dołączy w rozumieniu niemieckiego prawa formalnie do listy nazistowskich obozów zagłady, może się okazać, że później nie będzie już kogo sądzić.

Mało prawdopodobne, aby na ławę oskarżonych trafił ktoś ze wspomnianych 30 podejrzanych. Jest wśród nich 17 nadzorców z Majdanka, w tym cztery kobiety. Zarzuca im się pomoc w zbrodni ludobójstwa. Trzy sprawy zostały już przekazane do odpowiednich prokuratur, które jednak drepczą w miejscu, nie będąc w stanie zebrać niepodważalnych dowodów służby tych osób w Majdanku. W Hamburgu toczy się także postępowanie przeciwko podejrzanej 91-latce, która miała służyć jako strażniczka SS przez miesiąc w 1944 roku w Auschwitz-Birkenau. Na razie bez sukcesu.

Druzgocące statystyki

– Nie mamy żadnej odpowiedzi niemieckich władz na przesłaną listę 70 osób, w tym czterech kobiet, które według naszych informacji uczestniczyły w Einsatzgruppen – skarży się Efraim Zuroff. Jest przekonany, że znajdują się na niej nazwiska osób jeszcze żyjących, lecz bardzo rygorystyczne przepisy o ochronie danych osobowych w Niemczech uniemożliwiają weryfikację. A służba w Einsatzgruppen, będącymi w rzeczywistości formacjami morderców działających na zapleczu niemieckich wojsk, jest traktowana tak samo jak w służba w obozach zagłady.

Czy Niemcy robią wszystko, aby postawić zbrodniarzy przed sądem? – Trudno powiedzieć. Na pewno wraz z procesem Demianiuka zmieniona została kwalifikacja prawna ułatwiająca ściganie – tłumaczy Zuroff. Jednocześnie statystyki są dla Niemców druzgocące. Po wojnie prowadzono w Niemczech 36 tys. śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich. Ustalono imienną listę 172 tys. podejrzanych. 14 693 zasiadło na ławie oskarżonych. Skazano połowę z nich, z czego dwie trzecie na kary do jednego roku. Jedynie 9 proc. skazanych otrzymało wyroki ponad pięciu lat, z czego 166 na dożywocia. Na karę śmierci skazano 16 zbrodniarzy, z czego cztery wyroki wykonano w 1946 roku.

Reklama
Reklama

– Nie sposób było ścigać jednocześnie wszystkich podejrzanych. Koncentrowano się więc początkowo na tych, którzy popełnili najwięcej zbrodni i odpowiadali za śmierć tysięcy osób – mówi Kurt Schrimm. Zwraca też uwagę, że jeżeli wziąć pod uwagę zbrodniarzy skazanych we wszystkich procesach, to liczba ich sięga 40 tys. Wynika z tego, że zdecydowaną większość skazały sądy aliantów w okupowanych Niemczech oraz sądy w ZSRR, Polsce, Jugosławii i wielu innych krajach.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
„Rzecz w tym”: Polityka siły. Trump zmienia globalne reguły gry
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Świat
To koniec Europy jaką znamy, pożegnajmy USA. Chiny niszczą stary ład
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama