Reklama

Kijowskie teczki KGB grożą Moskwie

Przyjęte przez Werchowną Radę ustawy o polityce historycznej rozpętały nowy konflikt z Rosją i zrodziły nadzieje usunięcia byłych agentów KGB z polityki.

Aktualizacja: 12.04.2015 23:02 Publikacja: 12.04.2015 21:18

Kijowskie teczki KGB grożą Moskwie

Foto: AFP

Zgodnie z nową ustawą nakazującą pełne otwarcie archiwów radzieckich organów represji powinny zostać udostępnione wszelkie dokumenty z lat 1917–1991.„Niektórzy wierzą, że w ten sposób uda się wyłowić byłych agentów KGB w obecnym establishmencie politycznym" – napisała kijowska dziennikarka Mariana Piecuch.

Jednak szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (odpowiednik polskiego IPN) Wołodymyr Wiatrowycz jest sceptyczny. „Dzięki tej ustawie będzie można zobaczyć wszystko to, co znajduje się w archiwach, ale niestety materiały dotyczące lat 70.–80. zostały dość znacznie przetrzebione i zostało ich niezbyt dużo" – powiedział.

Agent „Teresa"

Jako jednego z polityków podejrzewanych o współpracę z KGB podawano Hannę Herman, była dziennikarka Radia Wolna Europa, która za czasów prezydentury Witkora Janukowycza została zastępcą szefa jego administracji. Jako agent „Teresa" miała w latach 80. nawet inwigilować gdańską „Solidarność", a przede wszystkim jej kontakty z działaczami z Ukrainy i Łotwy. Herman gwałtownie zaprzeczała tym informacjom, jakie pojawiły się już cztery lata temu, a obecnie okazało się, że są one nieweryfikowalne mimo otwarcia archiwów.

W samej Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy znajduje się ponad 800 tys. akt spraw prowadzonych przez rozliczne radzieckie organy od WCzK przez GPU, OGPU, NKWD, NKGB po KGB. „Najwięcej zostanie upublicznionych materiałów dotyczących lat 30. i 50. Możliwe, że nie mają one dzisiaj dużego znaczenia politycznego, ale mają ogromne znaczenie poznawcze. (...) A najważniejsze to i tak ustalenie nazwisk ofiar, każdego zamordowanego czy represjonowanego. To nasz moralny obowiązek" – sądzi Wiatrowycz.

„Z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa narodowego o ileż ważniejsze są archiwa z czasów (prezydentur) Kuczmy i Janukowycza. Jeśli nie można ich otworzyć, to należy powołać specjalną komisję, która by je zbadała, a prowokatorom dać sześciomiesięczny termin na ujawnienie się" – uważa z kolei publicysta Witalij Portnikow.

W Kijowie uważają, że właśnie za czasów obu wymienionych prezydentur została rozbudowana w kraju rosyjska agentura, która w ciągu ostatniego roku współdziałała z agresorami. Po zeszłorocznym zwycięstwie Majdanu do Rosji uciekli prawie wszyscy ukraińscy urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo kraju, poczynając od ministrów obrony i spraw wewnętrznych po szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Reklama
Reklama

„Ręczę, że w rezultacie (działań takiej komisji) nie doliczymy się wielu polityków, działaczy społecznych i biznesmenów" – twierdzi Portnikow.

Figlarstwo niezgodne z prawem

Moskwa w żaden sposób nie komentuje decyzji o otwarciu archiwów radzieckiej bezpieki, ale gwałtownie protestuje przeciwko trzem pozostałym ustawom o polityce historycznej przyjętym razem z nią. Rosyjski pełnomocnik MSZ ds. praw człowieka Konstantin Dołgow nazwał je „figlarstwem politykierów". W dodatku uważa on, że zrównanie komunizmu i faszyzmu – jakiego dokonał ukraiński parlament, zabraniając obu – jest sprzeczne z prawem międzynarodowym, „w tym wyrokom w procesie norymberskim".

„Wszelkie podejmowane przez Kijów próby wypaczenia przeszłości swego kraju, wyrzeczenie się w jego historii osiągnięć okresu rosyjskiego i radzieckiego prowadzą jedynie do głębokiego rozbicia społeczeństwa" – napisał rosyjski MSZ w kolejnym oświadczeniu na temat ukraińskich ustaw – osądzającej komunizm i dotyczącej zwycięstwa nad faszyzmem. W tej drugiej zostaje skasowana radziecka nazwa „Wielka Wojna Ojczyźniana" i zastąpiona po prostu „II wojną światową".

„Weterani będą oczekiwali święta (9 maja) ze łzami w oczach" – tak zaś opisał skutki ukraińskich ustaw rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Dekomunizacja komunistów

Na samej Ukrainie nie ma jeszcze pewności, jakie skutki będą miały wszystkie ustawy, na przykład, czy zostanie zdelegalizowana działająca nieprzerwanie od 1917 roku Komunistyczna Partia Ukrainy. „Jedyne, co może ich uratować, to zmiana nazwy, rezygnacja z symboliki i znacznej części swojej historii. No, ale wtedy to będzie zupełnie inna partia" – sądzi Wiatrowycz.

„Czytać i zachwycać się Leninem nadal będą mieli prawo, ale stawiać jego popiersia w swoich biurach im nie wolno" – dodał.

Reklama
Reklama

Jednocześnie pojawiły się plotki, że nastąpi masowa zmiana nazw, np. miast Dnieprodzierżyńska czy Iliczewska oraz prawdopodobnie tysięcy ulic w miejscowościach całej Ukrainy. Do tej pory w samym Kijowie znajdują się jeszcze ulice Lenina i Dzierżyńskiego, a na jednym z przedmieść – pomnik czekistów. Z kolei w leżącym na południu Zaporożu aleja Lenina płynnie przechodzi w bulwar Lenina i kończy się placem Lenina.

Ukraińskiej „Rewolucji Godności" towarzyszył tzw. leninopad, czyli obalanie pomników Lenina na terenie całego kraju. Zburzono ich wtedy kilkaset, ale kolejny padł dopiero 10 kwietnia w Dniepropietrowsku.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1434
Świat
„Rzecz w tym”: Amerykański atak może przynieść chaos
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
„Rzecz w tym”: Polityka siły. Trump zmienia globalne reguły gry
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama